W styczniu, w ramach mojego Rok życia bez, eksperymentowałem z ograniczonym dostępem do Internetu, a w tym miesiącu rezygnuję z telefonu komórkowego.
Ograniczenie dostępu do Internetu było wyzwaniem, muszę przyznać. Utrzymuję się z pracy przez Internet, tam się uczę, uczę swoje dzieci różnych rzeczy, prowadzę finanse, planuję krótkie i dłuższe wyjazdy, czytam i odkrywam nowe rzeczy oraz sprawdzam, co się dzieje na świecie. Ograniczanie tego połączenia sprawiało więc, że czułem, jakbym ograniczał swoje życie.
Samo to doświadczenie, poczucie ograniczania swojego życia, było warte wysiłku.
Kilka rzeczy, których nauczyłem się w minionym miesiącu:
-
Jak bardzo polegam na Internecie. Do wszystkiego.
-
Mogę przetworzyć e-maile w 15-20 minut. Przetwarzanie oznacza wykonanie szybkiego zadania wymaganego przez e-mail lub umieszczenie go na mojej liście rzeczy do zrobienia na później, odpowiedź, usunięcie lub archiwizację. Po krótkiej sesji jestem gotowy. Dałem sobie godzinę na Internet o 17:00 (lub później, jeśli nie mogłem zrobić tego o 17:00), aby zająć się e-mailami i kilkoma innymi sprawami.
-
Ponieważ miałem ograniczony czas na Internet, czułem, jakbym zostawał w tyle z pracą. Odkładałem wiele rzeczy do 17:00, ale nie mogłem zrobić wszystkiego wtedy (musiałem pracować szybko), więc ustalałem priorytety i zajmowałem się najważniejszymi/pilnymi sprawami o 17:00. Oznaczało to, że wiele drobnych rzeczy było opóźnianych, co było w porządku przez około tydzień. Potem sprawy zaczęły się nawarstwiać.
-
Zrobiłem dużo. Bez rozpraszaczy w postaci Internetu nauczyłem się wiele o programowaniu (wciąż nie jestem w tym dobry). W połowie miesiąca przeszedłem na Ruby on Rails, który uwielbiam, ale wciąż się uczę. Potrafię napisać podstawowy program w Ruby, ale nie stworzyłem jeszcze niczego w Rails poza tym, co zrobiłem, śledząc samouczki.
-
Dużo pisałem. Pisanie jest dużo lepsze bez Internetu. To różnica co najmniej dziesięciokrotna. Mając Internet pod ręką, pisanie często jest przerywane, by sprawdzić to czy tamto. Ale pisanie bez innych dobrych opcji oznacza, że naprawdę można się skupić.
-
Krótki czas na Internet rano okazał się przydatny. Więc w połowie miesiąca pozwoliłem sobie na wykonanie niektórych ograniczonych zadań związanych z pracą rano. Dzięki temu byłem bardziej produktywny dla mojego biznesu, ale nieco mniej produktywny jako pisarz. Była to jednak dobra wymiana – każda decyzja to kompromis i myślę, że to był dobry kompromis.
-
Nawet robiąc ten wyjątek, nie używałem ani nie potrzebowałem: mediów społecznościowych, wiadomości, czytania blogów czy magazynów, Snapchata czy innych serwisów do dzielenia się, gier, YouTube’a czy innych filmów, Reddita czy Hacker News. Wiele z tego, co normalnie bym używał, nie było potrzebne, a właściwie blokowanie dostępu do tych rzeczy bardzo mi pomogło.
-
Gdy tylko pozwolisz sobie na trochę, musisz bardzo uważać na definiowanie swoich wyjątków, inaczej szybko zaczniesz staczać się po stromej ścieżce. Na przykład, jeśli powiem: „OK, mogę wejść na Twittera, aby sprawdzić X, ponieważ potrzebuję tego do wykonania zadania”… jeśli nie będę ostrożny, mogę łatwo zacząć sprawdzać Twittera w poszukiwaniu czegoś innego, co wydaje się ważne, a potem może tylko raz dla czegoś, co nie jest ważne, ale zaspokaja moją ciekawość, i tak dalej.
Biorąc pod uwagę to doświadczenie, chciałbym nadal praktykować ograniczone korzystanie z poczty elektronicznej i innych zadań związanych z pracą w Internecie, pozwalając sobie skupiać się na pisaniu i programowaniu oraz innych zadaniach wymagających skupienia, ale dając sobie przestrzeń na zajmowanie się również mniejszymi zadaniami. Chciałbym nadal ograniczać używanie mediów społecznościowych, wiadomości, wideo i innych mniej ważnych zastosowań internetu.
Teraz miesiąc bez telefonu komórkowego
W lutym rezygnuję z telefonu komórkowego. Już zacząłem i nie było to jak na razie trudne, ale jestem ciekawy, jak będzie wyglądał dłuższy okres bez telefonu.
Kilka faktów z przeszłości: przez wiele lat celowo unikałem posiadania smartfona i miałem głównie prosty telefon, który mógł tylko wykonywać połączenia i wysyłać wiadomości (choć miał alarm, zegar światowy i kalkulator!) … ale w czerwcu dostałem iPhone’a jako prezent na Dzień Ojca. Od tego czasu okazało się, że jest użyteczny, ale bardzo kuszący do ciągłego sprawdzania. Stałem się lepszy w powstrzymywaniu się od ciągłego sprawdzania go, ale kiedy jestem poza domem i nic nie robię, sprawdzanie telefonu stało się czynnością domyślną.
W tym miesiącu zamierzam więc obejść się bez telefonu komórkowego. I w przeciwieństwie do internetu, nie zamierzam robić wielu wyjątków.
Zrobię jeden wyjątek, bo nie mam dobrej alternatywy: mój telefon komórkowy będzie tylko moim budzikiem.
Poza tym telefon będzie wyłączony przez cały dzień. Nie będę go zabierał ze sobą. Będę musiał sprawdzić drogę, zanim wyjdę z domu. Będę nieosiągalny z jakiegoś powodu. Nie będę znał czasu, ponieważ nie mam zegarka. Nie będę robił fiszek Anki ani czytał Instapaper, nie będę oglądał Snapchata moich dzieci, sprawdzał e-maili ani czytał blogów na Feedly. Nic.
Życzcie mi powodzenia!