ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Wywiad z Blogiem Bogiem Stevem Paviną: O Motywacji, Obsłudze Emaili, Codziennych Rutynach, Początkach i Nie Tylko

Jednym z największych i najwcześniejszych sukcesów blogowych, zwłaszcza w dziedzinie rozwoju osobistego, był super-bloger Steve Pavlina. Dziś z przyjemnością dzielę się z Wami moim wywiadem ze Stevem na temat różnorodnych tematów, które nas obu interesują – od motywacji przez pasję po codzienne rutyny i utrzymywanie pozytywnego nastawienia.

Steve właśnie wydał książkę, która moim zdaniem natychmiast stanie się bestsellerem: Personal Development for Smart People: The Conscious Pursuit of Personal Growth. Przyjrzyjcie się jej – pisma Steve’a na temat rozwoju osobistego zawsze są wnikliwe i interesujące.

W tym wywiadzie Steve bardzo hojnie podzielił się głębokim spojrzeniem na swoje życie osobiste i filozofię. Mam nadzieję, że wywiad spodoba Wam się tak bardzo jak mi!

Leo: Jakie są 4-5 najważniejszych rzeczy w twoim życiu – rzeczy, które kochasz robić i którymi jesteś pasjonatem? Steve Pavlina: Oto niektóre z rzeczy, którymi jestem najbardziej pasjonatem:

  1. Nauka — Uwielbiam nowe doświadczenia. Nigdy nie próbować czegoś jest dla mnie wystarczającym powodem, aby zanurzyć się i tego doświadczyć. Czasami oznacza to naukę z książek, blogów, programów audio lub warsztatów. Inne razy obejmuje osobiste eksperymentowanie. Zwykle robię połączenie obu. Szczególnie uwielbiam być całkowitym początkującym w nowej dla mnie dziedzinie, ponieważ na tym etapie uczę się szybko. Mam szeroki zakres zainteresowań i jestem ciekawy wszystkiego. Na przykład trenowałem sztuki walki (Tae Kwon Do i Kempo), nauczyłem się żonglować, próbowałem polifazowego snu przez 5-1/2 miesiąca, zostałem weganinem i robiłem mnóstwo innych fascynujących rzeczy.

  2. Łączenie się — Uwielbiam nawiązywać kontakty z ludźmi z całego świata, zwłaszcza z osobami nastawionymi na rozwój. Zwykle wolę unikać małych rozmów i prowadzić zabawne, żywe i/lub głębokie dyskusje. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, aż będę mógł spojrzeć w ich oczy i zobaczyć część siebie patrzącą na mnie. Wierzę, że wszyscy jesteśmy komórkami w większym ciele ludzkości i że nikt nie jest naprawdę oddzielony od nikogo innego.

  3. Wyrażanie pomysłów — Uwielbiam kreatywne wyrażanie pomysłów poprzez pisanie, blogowanie, wystąpienia, podcasty i inne. Konkretne medium, które używam, nie jest ważne. Po prostu cieszę się artystycznością przekształcania niematerialnych pomysłów w jakąś formę materialnej ekspresji. Dla mnie to jak dzielenie się cząstką siebie ze światem.

  4. Pomaganie ludziom w rozwoju — Uwielbiam, kiedy mogę pomóc komuś osiągnąć nowe „aha” przełomowe w jego poziomie świadomości. Być może najczęstszym przypadkiem jest, gdy ktoś mówi mi, że jeden z moich artykułów pomógł mu zrezygnować z niep satysfakcjonującej pracy, aby odważnie podjąć bardziej satysfakcjonującą karierę. To jest tak cudowne wiedzieć, że praca, którą wykonuję, czyni realną różnicę w życiu ludzi i że nie piszę tylko dla siebie. Kiedy zacząłem blogować, nie spodziewałem się, że otrzymane opinie tak głęboko na mnie wpłyną, ale tak się stało. Czuję się tak wdzięczny za możliwość uczynienia świata trochę lepszym.

  5. Bycie odważnym — Uwielbiam robić rzeczy, które mnie przerażają. Nie mówię tu o fizycznych ryzykach jak walka z krokodylem. Mam na myśli znacznie bardziej wszechobecne wyzwanie akceptowania siebie takim, jakim jestem i pełnego wyrażania się. W przedszkolu byłem nieśmiałym dzieckiem, które bawiło się samodzielnie w piaskownicy i nigdy nie mogłem spojrzeć ludziom w oczy, gdy z nimi rozmawiałem. W młodym wieku nauczyłem się, że wyrażanie siebie nie jest dla mnie bezpieczne. Dorastałem z dużą ilością smutku i tłumionej złości. Później zdałem sobie sprawę, że umrę z wieloma żalami, jeśli pozwolę, by strach dyktował, co będę robił, a czego nie. Dlatego zobowiązałem się żyć według mantry: „Cokolwiek się boję, muszę stawić temu czoła.” Jeśli czuję niepokój o czymś, interpretuję mój strach jako migający zielony strzał, wskazujący na nowe doświadczenie wzrostowe. Nauczyłem się, że kiedy staję twarzą w twarzą ze swoimi lękami, one stopniowo się rozpuszczają, a z każdym przezwyciężonym strachem czuję się trochę bardziej obecny i żywy. Dlatego celowo robię praktykę z identyfikowania rzeczy, które sprawiają, że czuję się nieswojo lub przerażony, a następnie popycham się, aby je zrobić. Przeszedłem długą drogę od tego nieśmiałego przedszkolaka, ale zawsze jest więcej do uzdrowienia.

Leo: Jako bloger o wysokim profilu, masz nie tylko wielu fanów, ale także wiele krytyków. Jak pozostajesz pozytywny i zmotywowany w obliczu krytyki i ataków negatywnych? Steve: To zależy od natury krytyki. Jeśli krytyka nie ma żadnej realnej treści, np. ktoś mówi: „Jesteś dziwakiem” lub „Nienawidzę cię”, naprawdę mnie to nie dotyka. Po prostu przyciskam klawisz delete i idę dalej. Czasami, wyobrażam sobie wysyłanie „energii miłości” do tej osoby. Nie mam nic przeciwko takim ludziom. Po prostu dochodzę do wniosku, że nie pasują do mojego przesłania.

Czasami, gdy jestem w głupkowatym nastroju, udzielam lekkiej odpowiedzi. Na przykład, jeśli otrzymam rozbudowany, cytujący Biblię e-mail wyjaśniający, dlaczego idę do piekła za napisanie artykułu o rozwoju psychicznym, mogę odpowiedzieć: „Moja żona jest medium psychicznym i mówi, że na pewno nie idę do piekła. Twierdzisz, że jesteś bardziej psychiczny niż ona?” Kiedy otrzymuję krytykę, która jest całkowicie niezgodna z moim osobistym doświadczeniem, po prostu nie traktuję jej poważnie. Akceptuję, że krytyk i ja jesteśmy obecnie niekompatybilni w danym obszarze i odpuszczam. To tak, jakby ktoś cię nazwie idiotą, a ty wiesz, że jesteś bardzo inteligentny, ich słowa po prostu się od ciebie odbijają. W najlepszym razie zrobisz im „oczy do góry”, ale na pewno nie stracisz z ich powodu snu.

Z drugiej strony, jeśli krytyczna opinia ma na mnie emocjonalny wpływ, np. gdy zaczynam się złościć lub stawać się defensywnym, wtedy wiem, że krytyka prawdopodobnie zawiera pierwiastek prawdy. W takich sytuacjach zwykle poświęcam trochę czasu, aby zastanowić się i zbadać swoją reakcję. Moja ulubiona metoda to pisanie o tym w moim dzienniku. Mogę także omówić to z kimś, aby uzyskać bardziej obiektywną opinię. Dlaczego reaguję emocjonalnie? Czy krytyka ma jakąkolwiek wartość? Czy to okazja do wzrostu? Czego mogę się nauczyć? Jak mogę się poprawić? Czasami potrzeba mi dużo czasu i wielokrotnych ekspozycji na podobną krytykę, zanim zobaczę jej prawdę. Wszyscy mamy swoje ślepe plamy.

Wielokrotnie otrzymywałem krytykę, która do mnie dotarła. Czasami była to tylko pojedyncza e-mail od jednej osoby. Pracowałem, aby odkryć prawdę swojej reakcji i miałem epifanię. Chociaż to nie jest łatwe, zwłaszcza gdy wszystko dzieje się publicznie, to jednak bardzo mi to pomogło przez lata. Myślę, że pomogło mi to stać się bardziej autentycznym i połączonym w moim pisaniu. Nauczyłem się komunikować bardziej sercem i nie być tak zakorzenionym w mojej głowie cały czas. Nauczyłem się, jak ważne jest dzielenie się historiami moich porażek, a nie tylko sukcesów. Niektóre z moich największych przełomów pochodziły z świadomego przetwarzania krytyki, która naprawdę mi dotarła.

Kiedy otrzymuję krytykę, staram się interpretować ją jako przekaz troski. Jeśli ludzie mnie krytykują, oznacza to, że się o mnie troszczą; w przeciwnym razie nie zadawaliby sobie trudu, aby się ze mną skontaktować. Krytycy chcą, abym odniósł sukces. Nie jest tajemnicą, że jestem w pozycji, aby wpływać na wiele osób na codziennie. To nie skończy się w najbliższym czasie; w rzeczywistości mój wpływ prawdopodobnie będzie nadal się rozszerzał. Więc wiele osób chce mieć pewność, że przekazuję najlepiej jak umiem. Jeśli nie wyjdzie mi to, mam potencjał, aby wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Wiem o tym.

Czuję się bardzo odpowiedzialny za ludzi, którym służę, dlatego uważam, że powinienem rozważać opinie osób, które się ze mną nie zgadzają. Nie myślę, że mądrze byłoby po prostu ich ignorować i zakładać, że nie mogę się mylić.

Nie jest łatwo być osobą publiczną, nawet jeśli głównie online, ale korzyść z tego jest taka, że ta ścieżka może znacząco przyspieszyć rozwój człowieka. Być może najważniejszą lekcją, jakiej nauczyłem się z krytyki zwrotnej, jest to, że mogę się mylić, uczyć się na błędach i kontynuować. To po prostu oznacza, że jestem człowiekiem. Mogę zrobić najlepiej jak potrafię. Odkryłem, że mogę pomagać więcej ludziom, odrzucając etykietkę guru, zapominając o próbach bycia idealnym i po prostu będąc troskliwym przyjacielem i przewodnikiem dla moich czytelników. Kiedy trzymam się w tym stanie, wiem, że jestem na właściwej ścieżce, i nawet jeśli otrzymam krytyczną opinię, nie dotknie mnie to. Ale kiedy oddalam się od bycia autentycznym i tracę poczucie więzi, to wtedy krytyka zaczyna na mnie wpływać i pomaga przywrócić mnie do serca.

W przypadku krytyki moim celem nie jest pozostawanie wiecznie optymistycznym i pozytywnym. Ważniejsze jest dla mnie, by pozostać autentycznym, połączonym i troskliwym. Czasem to wymaga, by pozwolić, aby krytyczne opinie wpłynęły na mnie, bym mógł się z nimi skonfrontować i się na nich uczyć. Jeśli zignoruję negatywne opinie, próbując jedynie się zrehabilitować bez szanowania moich prawdziwych uczuć, tracę ważne lekcje rozwojowe, a moi czytelnicy również na tym tracą.

Leo: Wielu ludzi chciałoby wprowadzić pozytywne zmiany w swoim życiu, ale czują się przytłoczeni i nie wiedzą, od czego lub jak zacząć. Co byś polecał jako pierwszy krok lub dwa ku serii pozytywnych zmian w życiu? Steve: Napisałem cały artykuł na to pytanie w 2006 roku zatytułowany „Where to Begin Your Path of Personal Growth.” Ten artykuł przedstawia kilka praktycznych podejść do rozpoczęcia.

Zwykle sugeruję, abyś zaczął od swojego ciała fizycznego. Głównym powodem jest to, że możesz zacząć działać w tej dziedzinie od razu. Następny posiłek wykonaj bardzo zdrowym. Zaplanuj sobie ćwiczenia dzisiaj. Jeśli zainstalujesz i utrzymasz dobre nawyki zdrowotne, przyniesie to korzyści we wszystkich innych dziedzinach życia. Będziesz miał więcej energii i witalności, aby wprowadzać większe zmiany. Pierwszego dnia, kiedy zjesz zdrowsze jedzenie i ćwiczenia, zauważysz natychmiastowy pozytywny wzrost nastroju i motywacji.

Kiedykolwiek czuję, że moje życie wymyka się spod kontroli, wracam do swojego ciała. Jak mogę poprawić swoją dietę? Jak mogę poprawić swoje nawyki ćwiczeniowe? To jest łatwy obszar identyfikacji konkretnych zmian, które mogę zacząć wprowadzać od zaraz.

Nawet gdybym znalazł się zbankrutowany i bezdomny, prioritetyzowałbym utrzymanie mojego zdrowia fizycznego. Szukałbym najzdrowszego jedzenia, które mogę sobie pozwolić i planowałbym codzienne ćwiczenia. To pozwalałoby mi czuć się dobrze emocjonalnie i fizycznie, aby móc stawić czoła innym dziedzinom życia, takim jak finanse.

Poprawiając swoje zdrowie, ważne jest, aby nie porównywać się z innymi ludźmi. Dostrój się do swoich uczuć, aby określić, czy wykorzystujesz swój potencjał i nie martw się o to, kto rzekomo jest przed tobą czy za tobą.

Leo: Musisz otrzymywać mnóstwo emaili, telefonów i innych sposobów komunikacji — jak unikasz przytłoczenia? Jaki masz system, aby pozostawać na szczycie bez konieczności ciągłego odpowiadania na maile lub komunikowania się? Steve: Jedną z rzeczy, która bardzo mi pomogła, było stworzenie kilku szablonów odpowiedzi na maile. Używam MS-Outlook do e-maila i mam kilka różnych sygnatur, które używam, aby odpowiedzieć na większość maili. To działa dobrze i oszczędza mi dużo czasu, ponieważ zdecydowana większość moich przychodzących maili wpisuje się w kilka wzorców, takich jak opinie, pytania o doradztwo, oferty biznesowe itd.

Najczęstszą formą maila, którą otrzymuję, jest pozytywne opinie. Na to odpowiadam prostym szablonem podziękowań. Jeśli mam czas, mogę dostosować odpowiedź trochę bardziej. Większość ludzi wydaje się cenić potwierdzenie, że faktycznie przeczytałem ich e-mail, więc kiedy ktoś poświęca czas, aby dać mi szczegółowe opinie, przynajmniej chcę odpowiedzieć podstawowym „dziękuję”.

Drugą najczęstszą formą maila, którą otrzymuję, jest prośba o osobistą poradę. Ludzie dzielą się ze mną problemem i proszą o pomoc w jego rozwiązaniu. Uwielbiam pomagać, kiedy mogę, więc czasem poświęcam czas, aby odpowiedzieć na takie maile. Jeśli mogę dostarczyć znaczącej odpowiedzi w jednym czy dwóch zdaniach, np. poprzez skierowanie osoby do relevantnego artykułu lub podcastu, często to robię. Ale jeśli wymagałoby to dużej ilości przemyśleń i/lub pisania, lub jeśli mam mało czasu, odpowiadam szablonem, który odsyła ludzi do discussion forums. To działa dobrze, ponieważ ludzie mogą ciągle uzyskać dobre odpowiedzi na swoje pytania. Nie czuję się źle, gdy nie mogę zaoferować osobistej porady, ponieważ nasza społeczność online jest bardzo pomocna i wspierająca, a mamy wspaniałą grupę moderatorów. Wiele osób, które skierowałem do forów, faktycznie się loguje i zadaje swoje pytania, a często otrzymują 20 lub więcej odpowiedzi, zwłaszcza jeśli stoją przed trudną decyzją. Więc muszę naprawdę podziękować naszej społeczności forum za zaangażowanie się w pomoc tak wielu osobom. To niesamowite, jak wielką różnicę może to zrobić w życiu ludzi, po prostu wiedząc, że są inni ludzie, którzy się troszczą.

Trzecią najczęstszą formą maila, którą otrzymuję, jest bezpośrednia prośba. Jest tu wiele wariacji, ale ogólnym schematem jest, że osoba chce, abym podjął jakieś działanie, np. prośba o zezwolenie na przedruk artykułu, zaproszenie na lunch, prośba o przegląd ich książki na moim blogu itd. Ponieważ otrzymuję znacznie więcej próśb, niż mogę przyjąć, muszę większość z nich odrzucić. Do tego używam podstawowego szablonu „odmowa oferty”. To tylko kilka zdań wyjaśniających, że doceniam ofertę, ale że nie mam mogą rozważyć jej uczciwie. Ostatnie słowa w tym szablonie to „Mam nadzieję, że rozumiesz”. Te maile są najtrudniejsze do przetworzenia, ponieważ często muszę podejmować szybkie decyzje. Gdybym poświęcał czas na którąkolwiek prośbę, aby ją odpowiednio ocenić, musiałbym prawdopodobnie przeznaczać na to 20 godzin tygodniowo. Więc muszę ufać mojej intuicji, jak najwięcej. Kiedy odrzucam takie prośby, chcę być najdelikatniejszy, jak to tylko możliwe, ale nie mogę sobie pozwolić na długie wyjaśnienia, dlaczego nie będę kontynuował oferty. Jeśli podam konkretne powody, zbyt często prowadzi to do cyklu czasochłonnych e-maili, gdy druga osoba próbuje podważyć moje zastrzeżenia. Więc w większości przypadków muszę odpowiedzieć wyraźnym, ale nie sprowadzonym do sedna „nie”, nawet jeśli nie w pełni rozumiem szczegóły oferty. Jeśli powiedziałem „nie” dla oferty i osoba kontynuuje starania by mnie przekonać, normalnie odmawiam odpowiedzi. Po prostu nie mogę poświęcać czasu na kontynuowanie wszelkich możliwości, poza tymi, które dają mi silne pozytywne przeczucie. Na szczęście, to podejście dobrze mi się sprawdzało.

Prawdopodobnie 80-90% mojego maila można obsługiwać za pomocą tych trzech szablonów. Więc nie potrzebuję ogromnej listy szablonów, aby utrzymać mój ładunek mailowy na rozsądnym poziomie. Gdy jestem ograniczony czasowo, mogę ogólnie przetworzyć codzienny mail w 15-30 minut. Jeśli mam więcej czasu na to, mogę to zrobić, ale miło jest wiedzieć, że nie muszę.

W najgorszym przypadku, gdy jestem przytłoczony, po prostu przeglądam przychodzące maile i nie odpowiadam, chyba że czuję, że jest to konieczne.

Zawsze, gdy przetwarzam mój email, ZAWSZE opróżniam całkowicie moją skrzynkę odbiorczą. Nigdy nic nie zostawiam w skrzynce odbiorczej. Jeśli nie mam czasu na odpowiedź na email wymagający szczegółowej odpowiedzi, przenoszę go do folderu email @Incubate. Każde kilka dni opróżniam ten folder inkubacji, albo odpowiadając, akceptując, że nie będę w stanie odpowiedzieć, albo dodając element do mojej listy rzeczy do zrobienia, aby nawiązać kontakt, gdy będę miał czas (zwykle z terminem).

Nie używam asystenta, ale proces, który stworzyłem, sprawia, że jest to rozsądne dla mnie obsługiwanie wszystkiego samodzielnie, przynajmniej na razie. Jeśli nie mam czasu, aby odpowiedzieć każdemu indywidualnie, muszę to po prostu zaakceptować. To jedna z konsekwencji posiadania strony internetowej o dużym ruchu.

Leo: Jak wygląda twoja codzienna rutyna?

Steve: Moja zwykła rutyna zaczyna się od wstawania o 5 rano. Golę się, a następnie idę na siłownię, żeby poćwiczyć. Kiedy robię trening siłowy, zazwyczaj jem owoc, taki jak jabłko lub banan w samochodzie (aby utrzymać poziom cukru we krwi), ale zazwyczaj nie jem, gdy robię treningi cardio. Raz na tydzień lub dwa gram z przyjaciółmi w dysk golfa na jednym z publicznych parków w Vegas zamiast iść na siłownię.

Po ćwiczeniach wracam do domu, biorę prysznic, ubieram się, a Erin idzie na siłownię, gdy wracam. Dzielimy jedno auto, co zazwyczaj działa dobrze, ponieważ oboje pracujemy z domu. Pilnuję naszych dzieci, Emily (8) i Kyl’a (5), które zazwyczaj same się ubierają i robią śniadanie. Często zaczynam swoją pracę w tym czasie (między 7 a 8:30 rano) pisząc coś lub przetwarzając komunikację. Erin wraca z siłowni, bierze prysznic i ubiera się.

Około 8:30 Erin zawozi dzieci do szkoły (nasz syn jest w przedszkolu, a nasza córka w trzeciej klasie), a ja robię sobie śniadanie. Typowe śniadanie to jeden litr zielonego smoothie (4 banany, 3 uncje szpinaku, pół szklanki wody lub lodu, i może trochę maca, kakao, jagody goji i/lub proszek mesquita w blenderze). Zrobienie tego zajmuje tylko kilka minut.

Zabieram smoothie do mojego domowego biura i popijam je w czasie pracy. Erin wraca do domu, je breakfast, i idzie do swojego domowego biura, żeby rozpocząć swoją pracę. Często swoje pierwsze rozmowy z klientami prowadzi o 10 rano.

Rano zaczynam od realizacji mojego listy rzeczy do zrobienia. Ostatnio sprawdzam swoją pocztę częściej w ciągu dnia, ponieważ otrzymuję wiele maili od mojego wydawcy książek i chcę zapewnić im szybką odpowiedź. Ale to jest niecodzienna sytuacja, ponieważ jesteśmy w trakcie wydawania mojej książki. Normalnie mogę jedno lub dwukrotnie sprawdzić emaila dziennie.

Charakter mojej pracy jest różny w zależności od dnia. Mogę pisać nowe artykuły, pracować nad mową, dostosowywać stronę internetową, przetwarzać komunikację, nagrywać podcast, pisać newsletter, uczestniczyć w forach dyskusyjnych lub po prostu badać mój własny wzrost. Wiele dni nie robię tego, co większość osób uznałoby za pracę. Na przykład, mogę spędzić dzień na czytaniu, nawiązywaniu kontaktów online, odsłuchiwaniu programu audio, a następnie oglądaniu edukacyjnego DVD. To może być cały mój dzień pracy. Otrzymuję mnóstwo darmowych produktów informacyjnych pocztą, więc zawsze mam dużo materiału do eksploracji. W przeciętnym tygodniu prawdopodobnie spędzam 30-40% mojego „czasu pracy” na przyswajaniu nowych informacji (tj. uczeniu się i dyskutowaniu, a nie tylko robieniu). Może to się wydawać dużo, ale to działa dla mnie. To jeden z powodów, dla których w ciągu czterech lat aktywnego blogowania, w tym pisania książki, nigdy nie doświadczyłem blokady pisarskiej. Pisarska biegunka byłaby bardziej trafna. 

Kiedyś medytowałem każdego ranka, ale teraz tego prawie nie robię. Po przejściu na dietę 100% surową, czuję się tak umysłowo klarowny, że medytacja w zasadzie niewiele dla mnie robi. Czasami wydaje mi się, że to krok wstecz.

Jako późna poranna przekąska zazwyczaj jem orzechy lub świeże owoce. Na lunch często zaczynam od litra świeżo wyciskanego zielonego soku. Typowe połączenie to marchewki, seler, ogórek, jarmuż, pietruszka, liście mniszka lekarskiego, koper włoski, imbir i limonka. Kiedy chcę, by było słodsze, dodaję jabłko i/lub burak. W końcu będę robił soki z mniejszą ilością składników, ale na razie lubię robić mieszanki z różnorodnych ziół. Po wypiciu soku czekam około 20 minut, a następnie zjadam solidne jedzenie, takie jak sałatka lub świeże owoce.

Zwykle wolę robić umysłowo wymagającą pracę (jak pisanie) rano i lżejszą pracę (jak przetwarzanie komunikacji lub skrzynki odbiorczej) po południu. Ale to kolejny zwyczaj, który przesunął się wraz z moją zmianą diety. Nie lubię nadmiernej rutyny, więc lubię mieszać wokół, teraz gdy nie muszę się za bardzo martwić o zarządzanie moimi poziomami czujności.

Pod koniec popołudnia odbieram dzieci ze szkoły. Dokładny czas waha się między 4 a 6 po południu. Oboje uczestniczą w programie pozaszkolnym (i zdają się to lubić), więc mam elastyczność odbierania ich w dowolnym momencie między 3:30 a 6:30 po południu. Cała podróż w obie strony to tylko 10 minut.

Czasami wracam do swojego biura i kontynuuję pracę, podczas gdy moje dzieci robią swoje zadania domowe. Zazwyczaj próbuję zjeść obiad około 7 lub 8 wieczorem, ale nie zawsze mi się to udaje. Na obiad zazwyczaj jem dużą sałatkę, a następnie kolejną zieloną smoothie. Jem dużo zup zielonych każdego dnia.

Po obiedzie staram się wyjść z trybu pracy i wejść w tryb życiowy. To często trudne dla mnie, ponieważ granica między moim życiem zawodowym a osobistym jest dość cienka, a moja praca jest tak przyjemna, że łatwo się w niej uzależnić.

Jak spędzam wieczory, zmienia się. Niektóre noce mam spotkania Toastmasters. Inne wieczory spędzam czas z Erin lub zanurzam się w jacuzzi. Czasami czytam książkę lub oglądam film. Innymi razy wychodzę i robię coś zabawnego. A jeszcze innymi razy może idę na długi spacer lub załatwiać sprawy.

Zazwyczaj kładę się spać około 10 lub 10:30 wieczorem i zasypiam w ciągu kilku minut. Czasami słucham sessionu prowadzonej medytacji przed snem, ale nie robię tego tak często, jak kiedyś, kolejna ofiara mojej zmiany diety.

Erin i ja nie musimy dużo zajmować się utrzymaniem domu, ponieważ mamy gospodynię, ogrodnika i osobę zajmującą się basenem. Oprócz utrzymania czystości w domu, nasza gospodini myje naczynia, robi pranie, wyrzuca śmieci i organizuje pokoje dzieci. Jest niesamowita. Przed zatrudnieniem jej, nasz dom był zawsze brudny, ponieważ ani Erin, ani ja nie mogliśmy sobie pozwolić na poświęcanie czasu na prace domowe. Ale teraz nasz dom staje się coraz bardziej zorganizowany z każdym tygodniem, w tym garaż. Uwielbiam, kiedy wychodzę załatwić sprawy i wracam, aby znaleźć moje biuro bardziej czyste niż kiedy wychodziłem. Początkowo byłem oporny na zatrudnianie ludzi, aby nam pomagali, ponieważ moi rodzice zawsze robili wszystko sami, ale cieszę się, że zrobiłem ten krok. Oczywiście lepiej jest, abym pisał nowe artykuły, które pomogą tysiącom ludzi, zamiast prać swoje ubrania i pomagać tylko sobie samemu. To samo dotyczy Erin.

W weekendy zazwyczaj pracuję mało lub wcale, aby móc spędzać czas z rodziną i robić więcej eksploracji rozwojowej, takich jak próbowanie nowych przepisów na surowe jedzenie. Często wychodzimy na śniadanie w sobotę lub niedzielę. Ten miesiąc był nietypowy, ponieważ w ostatnie dwa weekendy pojechałem na konferencje (Raw Spirit Festival w Sedonie i Blog World Expo w Vegas). Za dwa tygodnie będę przemawiał w Tampie na konferencji I Can Do It!. Przypuszczam, że w przyszłym roku będę dużo więcej podróżował, ponieważ moja książka prawdopodobnie otworzy drzwi do większej liczby wystąpień.

Kiedyś byłem bardzo pedantyczny w utrzymywaniu ciasnej codziennej rutyny, ale teraz nie martwię się, jak spędzam każdą minutę. Dziś ważniejsze dla mnie jest, aby uzyskać elementy ogólnego obrazu właściwie. W konsekwencji opieram się teraz bardziej na swojej intuicji niż na lewej półkuli mózgu. Moje okoliczności zmieniają się zbyt szybko, więc nie mam już czasu na podejmowanie kluczowych decyzji analitycznie. Jest za dużo nowego wejścia do mojego życia każdego dnia, a jest to zbyt wiele, by próbować analizować. Więc muszę ufać swojej intuicji podczas podejmowania decyzji, lub nigdy nie byłbym w stanie nic zrobić. Na szczęście odkryłem, że moja intuicja działa niesamowicie dobrze. To wtedy, gdy jej nie ufam, wpadają mi w tarapaty.

Leo: Jak zachowujesz motywację? Czy są chwile, gdy twoja motywacja spada, i w tych przypadkach, jak unikasz rezygnacji? Steve: Zauważyłem ciekawy wzorzec, w którym mój focus wydaje się przesuwać między dwiema głównymi działalnościami: (1) pomaganiem ludziom w ich wzroście, a (2) pracą nad własnym wzrostem. Rzadko doświadczam zrównoważenia między tymi dwiema — zazwyczaj mój focus jest mocno nachylony w jedną stronę lub drugą.

Kiedy intensywnie skupiam się na pomaganiu ludziom wzrastać, tak jak blogując czy komunikując się dużo, w końcu zaczynam czuć się trochę wypalony. W tym momencie wiem, że muszę się przestawić na pracowanie nad własnym wzrostem przez chwilę. Muszę wyjść z trybu nauczyciela i wejść w tryb ucznia. Odpinam się od pracy i kieruję swoją energię do wewnątrz. Wybieram temat, który mnie interesuje, i zaczynam o nim czytać i go eksplorować. Może pójdę na seminarium lub warsztat. Może dołączę do społeczności online i zacznę nawiązywać nowych znajomości. Może kupię kilka nowych książek na temat i przeczytam je w ciągu tygodnia.

Dość szybko czuję chęć — poczucie wewnętrznego nacisku — aby przestawić się z trybu ucznia do trybu nauczyciela. Czuję pragnienie, aby dzielić się tym, czego się uczę z innymi. Wyrażając swoje lekcje w jakiejś materialnej formie, podnoszę swoje nauki na nowy poziom, a jednocześnie tworzę wartość dla innych. To podstawowa strategia stojąca za moją pracą. Idę i podejmuję interesujące doświadczenia naukowe, a następnie obracam się i dzielę tym, czego się uczę z innymi.

Czasami te tryby mogą trwać dzień lub dwa. Innym razem będą trwać tygodnie.

Nie ma ostrej granicy między uczeniem się a nauczaniem. W każdej chwili doświadczam mieszanki obu trybów, ale jeden tryb jest zwykle odczuwany silniej niż drugi.

Obecnie widzę, że jestem w przepływie z przejścia z trybu ucznia z powrotem do trybu nauczyciela. Przez ostatnie kilka tygodni dużo się uczyłem, w tym uczestniczyłem w dwóch konferencjach w ostatnie dwa weekendy. Teraz przeżywam okres ekspansji, gdy czuję gotowość do większego dzielenia się i nawiązywania kontaktów z ludźmi.

Lubię myśleć o uczeniu się i wzroście jako o moim wdechu, a blogowaniu i nauczaniu jako moim wydechu. Stałe przemieniam się pomiędzy nimi.

Powinienem dodać, że istnieje trzeci tryb, w którym po prostu potrzebuję odpoczynku i relaksu, ale to zazwyczaj nie trwa długo, może dzień lub dwa najwyżej. Jeśli spędzam zbyt dużo czasu w tym stanie, czuję presję z obu stron. To jakbym całkowicie przestał oddychać. Na przykład, lubię podróżowanie, gdy oznacza to, że będę miał doświadczenie nauki i wzrostu, i także lubię podróżowanie, gdy mogę wyciągnąć rękę i pomagać innym ludziom wzrastać, ale nie lubię wyjeżdżać na wakacje tylko po to, by być biernie rozrywanym. Nie mogę wydaje się brać wakacji skupionych na czystym relaksie i odpoczynku, nie stając się bardzo niecierpliwy.

Nauczyłem się ufać przepływowi między trybami ucznia i nauczyciela. Najgorszą rzeczą, jaką mogę zrobić, to zmuszać się do pisania, kiedy czuję się skupiony na eksploracji czegoś nowego. Równie złe jest, gdy się powstrzymuję przed wyrażaniem pomysłów, gdy czuję się zmotywowany do dzielenia się.

Kiedy szanuję przepływ tych różnych trybów, zwykle czuję się zmotywowany do działania. Czasami oznacza to, że przede wszystkim motywuje mnie nauczanie, a czasem nauka. Żaden z trybów nie jest lepszy od drugiego. Doskonale się wzajemnie uzupełniają.

Kiedy zaczynam czuć się zdemotywowany, to mój sygnał, że czas na zmianę biegów. Jeśli ten sygnał zignoruję lub spróbuję go zignorować, tylko sprawi, że czuję się leniwy i niezainspirowany. To jak próbować wydychać czy wdychać poza punkt dyskomfortu. Ale gdy respektuję ten sygnał, czuję świeży przypływ ekscytacji i energii.

Leo: Masz book coming out, który bada ludzki wzrost, jesteś blogerem A-listy, i jesteś praktycznie definicją historii sukcesu. Jaki był punkt zwrotny w twoim życiu, który rozpoczął cię na drodze do sukcesu i co kluczowego nauczyłeś się w tym momencie, co zmieniło twoje życie?

Z mojego punktu widzenia, sukces nie polega na pieniądzach, reputacji czy posiadłościach czy czymś takim. Sukces to decyzja. To wszystko. Sukces to decyzja, czego naprawdę i naprawdę chcesz i zobowiązanie się do tego, by to zdobyć. Jeśli robisz postęp w kierunku swoich pragnień, osiągasz sukces.

Większość ludzi nigdy nie zdaje sobie sprawy, czego tak naprawdę chce. Nawet jeśli stawiają sobie cele, cele często są społecznie uwarunkowane, a nie świadomie wybrane. Oczywiście nie odniesiesz sukcesu, jeśli nie posłuchasz i nie zaakceptujesz swoich własnych pragnień, zwłaszcza tych, które przełamują społeczne konwencje. Więc nie podłączenie się do swoich prawdziwych pragnień to błąd numer 1.

Drugi błąd to gdy ludzie mają postawę, że mogą osiągnąć tylko pierwszą połowę tego procesu, ale druga połowa jest poza ich bezpośrednią kontrolą. Mogą zidentyfikować, czego chcą, ale potem „mają nadzieję”, że to osiągną. Tymczasem każda połowa logicznej osoby może przewidzieć, że nigdy się to nie wydarzy, ponieważ nie ma ruchu ani impetu w odpowiednim kierunku. Przykładem jest facet, który mówi, że zamierza założyć własną firmę, ale nadal chodzi do nie satysfakcjonującej pracy. Tygodnie mijają i nie ma widocznych oznak postępu. Jeśli nie ma widocznych oznak postępu, uczciwe jest powiedzenie, że nie ma prawdziwego postępu.

Aby odnieść sukces w życiu, trzeba podjąć dwie decyzje. Po pierwsze, musisz zdecydować, czego naprawdę chcesz. Musisz uzyskać kontakt z swoimi najprawdziwszymi, najgłębszymi pragnieniami, dochodząc do punktu, w którym jesteś w stanie zignorować kogokolwiek, kto by cię odrzucał za chcą to, co chcesz. Pragnienie musi być wszelkim powodem, którego potrzebujesz. Po drugie, musisz postanowić, że ty i tylko ty to zrobisz bez względu na wszystko.

Druga decyzja jest kluczowa, ale to ona jest przez wiele osób nie zauważana. Nie wystarczy tylko ustawić sobie celu. Musisz faktycznie zdecydować, że to ty będziesz tą osobą, która to stworzy – tak, ty osobiście.

Jednym z ważnych punktów zwrotnych w moim życiu było, gdy w końcu pojąłem te dwa elementy sukcesu. Było to późne 1998, a ja prowadziłem swoją firmę zajmującą się grami komputerowymi od kilku lat. Wziąłem 20 tys. dolarow w gotówce i zamieniłem je na 150 tys. w ciągu nieco ponad czterech lat. Niezłe, nie? Jedynym problemem było to, że było to 150 tys. dolarow długu. Ups.

Myślałem, że wiem, czego chcę, ale się myliłem. Kiedyś wyobrażałem sobie swoją nową grę na półkach lokalnego sklepu z oprogramowaniem. Wyobrażałem sobie, że to będzie hit i dostać świetne recenzje. To w ogóle nie działało. Prawda była taka, że nie obchodziły mnie naprawdę żadne z tych rzeczy, nie naprawdę. To były cele, które społeczeństwo mówiło, że ktoś na mojej pozycji powinien chcieć, ale nie reprezentowały tego, czego naprawdę chciałem. To, czego naprawdę chciałem, to stworzyć coś nowego i świeżego, co ludzie będą cieszyć się. Po prostu chciałem wyrazić swoją kreatywność i podzielić się nią z innymi. Nie obchodziło mnie, jak dobrze się sprzedała gra, czy była na półkach w ładnej pudełku, czy co recenzenci myśleli o niej. Więc pierwszym krokiem było uwolnienie się od wszelkich fałszywych pragnień i nawiązania kontaktu z moimi prawdziwymi uczuciami.

Moim drugim problemem było to, że szukałem jakiegoś zewnętrznego bytu, który mi to da. Konkretni szukałem wydawcy, który mógłby zapewnić mi finansowanie i wsparcie, które myślałem, że potrzebuję, aby zrobić porządną grę i wydać ją publicznie. Zakładałem, że właśnie tak działa ten biznes gier. Wszyscy inni wydawali się to robić w ten sposób. Ale każda umowa, którą próbowałem, upadała. To było niesamowicie frustrujące.

W końcu zdałem sobie sprawę, że szukając kogoś innego, aby dał mi to, co chciałem, odmawiałem odpowiedzialności za stworzenie tego samodzielnie. Myślałem, że jestem zobowiązany, ale naprawdę nie byłem. Używałem trzecich stron jako wymówki, aby się powstrzymywać. W ten sposób naprawdę nie musiałem postawić się na 100%.

Więc przestałem patrzeć na wydawców jako tych, którzy dają mi to, czego chcę i odmówiłem odnowienia mojej umowy z agentem, który negocjował te umowy. Miałem dużą epifanię i powiedziałem sobie: „Zamierzam zrobić grę. Nie obchodzi mnie, czy się sprzeda. Po prostu zamierzam stworzyć coś nowego i unikalnego. Skasuj wszystko inne. Jeśli zbankrutuję przy tym, niech tak będzie. Ale zamierzam dokończyć tę jedną grę bez względu na wszystko.”

Miałem wówczas praktycznie żadnych dochodów, a tuż po zobowiązaniu się do tego, Erin i mnie wyrzucono z naszego mieszkania, ponieważ zalegaliśmy z czynszem. Musiałem się dorabiać dając lekcje C++ na boku, podczas gdy Erin robiła trochę konsultingu internetowego. Często kończyliśmy miesiąc z mniej niż 100 dolarów w sumie. Obcięliśmy nasze wydatki do minimum i żyliśmy bardzo oszczędnie. Ledwo się udawało związać koniec z końcem, ale jakoś udało nam się.

Przez totalne zobowiązanie się do stworzenia tej gry, nie miało znaczenia, że nie miałem pieniędzy, niewielu zasobów i góry długu. Skupiłem całą swoją energię na moim celu, celu, którego naprawdę pragnąłem. Przestałem znaleźć wymówki. W końcu zrozumiałem różnicę między chceniem sukcesu a wyborem sukcesu. Chęć nie wystarczyła. Gdybym tylko chciał odnosić sukces, poniósłbym porażkę.

To była bardzo potężna lekcja dla mnie. Finansowo to mogło być dno, ale kreatywnie to był szczyt. Zastosowałem tę samą strategię, gdy zacząłem blogować październiku 2004 roku. Byłem zupełnie nowy w blogowaniu i nie wiedziałem jak mogę zamienić blog w udany biznes. Ale po prostu postanowiłem, że będę odnosił sukces. Znalazłem się w zgodzie z moimi prawdziwymi pragnieniami i starałem się pozbyć fałszywych. Chciałem po prostu stworzyć stronę, która pomoże ludziom rozwijać się i która pomoże wspierać moją własną ścieżkę wzrostu. To była nasionko mojego prawdziwego pragnienia, więc na tym się skupiłem.

Nie pytam świata, czego mogę i co mogę zrobić. Nie proszę o pozwolenie. Po prostu decyduję, czego chcę, i zobowiązuję się, aby to osiągnąć. Nie czekam na wyraźną ścieżkę przed sobą. Po prostu zaczynam i tworze ścieżkę w miarę jak idę. Musiałem nauczyć się tego wszystkiego ciężko.

Ironią jest, że ludzie będą oferować ci pomoc, gdy widzą, że jesteś na 100% zobowiązany, gdy widzą, że odniesiesz sukces, nie zależnie, czy ci pomogą czy nie. Ale często odmawiają pomocy, gdy wydajesz się zbyt potrzebujący i niepewny.

Doświadczyłem tego także z drugiej strony. Gdy ludzie proszą mnie o pomoc, i widzę, że nie są na 100% zobowiązani do odniesienia sukcesu z moją pomocą lub bez niej, muszę ich odrzucić. To nie jest dobra inwestycja mojego czasu i energii, aby pomagać nie zaangażowanym. Ale gdy widzę, że druga osoba w końcu znajdzie sposób na odniesienie sukcesu, czy pomogę czy nie, wtedy jestem skłonny zaoferować wsparcie. Wiem, że moje wysiłki prawdopodobnie przyniosą korzyść i nie zostaną zmarnowane.

Ponieważ jestem oddany swojej ścieżce, ludzie zawsze oferują mi pomoc. Naprawdę, otrzymuję absurdalnie dużo pomocy w każdym nowym przedsięwzięciu, które podejmuję.

Na przykład, gdy zacząłem eksperymentować z dietą surową w styczniu tego roku, wiele osób na surowej diecie pisało do mnie z poradami, polecanymi przepisami, darmowymi sesjami coachingowymi, linkami do wideo, ebookami, które napisali i nie tylko. Nauczyłem się od nich tak wiele i dzięki ich pomocy ostatecznie udało mi się przejść na 100% surową dietę — co nie jest łatwe dla większości ludzi. Wiem, że gdybym nie był wystarczająco zaangażowany, nie otrzymałbym tyle pomocy. Ludzie pomagali mi częściowo, ponieważ widzieli, że mam dobrą szansę na odniesienie sukcesu nawet bez ich pomocy. Wiedzieli, że jeśli mi pomogą, przyczynią się do mojego wyniku i nie zedrą czasu. Wiedzieli również, że jeśli powiedzie mi się pomoc, będę mógł podzielić się moimi naukami z tysiącami innych ludzi. Tak więc, z powodu mojego długoterminowego zaangażowania w rozwój osobisty, rzeczywiście postawiłem się w dobrej pozycji do otrzymywania pomocy. To sprawia, że jest mi dużo trudniej się nie udać, nawet gdy podejmuję coś nowego.

Leo: Na koniec, jeśli staniesz się autorem bestsellera, nadal będziesz z nami rozmawiał? 🙂 Steve: Co znaczy „jeśli”??? Czy nie powinieneś powiedzieć „kiedy”??? Nie wiem, czy będę nadal mógł cię znać, Leo. Mam na myśli — no, cóż. Trzeba utrzymywać jakieś standardy, prawda? Co ludzie by pomyśleli, gdyby mnie złapano na rozmowie z tymi szalonymi blogerami i ich urojeniowymi zwolennikami? Byłbym wykluczony z celebryckiego kręgu. W końcu, pieniądze i sława to wszystko, prawda? Trzeba zrobić cokolwiek, żeby się wybić, prawda? 😉

Ale mówiąc poważnie, trudno przewidzieć, jak moje życie zmieni się, gdy sprzedaż książki wzrośnie. Oczywiście mój blog dostarcza dużej dźwigni do promocji książki, a jestem niezmiernie wdzięczny za wspieranie społeczności blogowej w rozpowszechnianiu informacji. Muszę spodziewać się, że mój przychodzący wolumen komunikacyjny nadal będzie rósł (rosnął od chwili, gdy zacząłem blogować), więc w końcu będę potrzebował bardziej skalowalnej metody radzenia sobie z tym. W pewnym momencie prawdopodobnie zatrudnię asystenta do pomocy.

Nie sądzę jednak, że kiedykolwiek chciałbym odwrócić się od bezpośredniej komunikacji ze społecznością, którą chcę obsłużyć. Uwielbiam łączyć się ludzi i nie lubię idei izolowania się czy ograniczania się do komunikacji tylko z pewnymi typami ludzi. Bezpośrednia interakcja była kluczowym elementem mojego sukcesu jako blogera i nie widzę tego mniej ważnym w roli autora. Jeśli odłączę się od ludzi w tej cudownej społeczności rozwoju osobistego online, moja praca zdecydowanie ucierpi. To nie wydaje mi się w ogóle słuszne.

Moja intuicja mówi mi, że przyszłość przyniesie jeszcze więcej możliwości łączenia się, nie mniej. Mogę potrzebować przejść do różnych form komunikacji, aby poradzić sobie z rosnącym wolumenem, ale to nie musi tworzyć problemu rozłączenia. Każdy, kto chce połączyć się z kimkolwiek, może to zrobić, po prostu dostosowując się do już istniejącego połączenia między nami. Prawda jest taka, że jesteśmy wszyscy jednym. Naprawdę w to wierzę. Przeczytaj rozdział 4 mojej książki, jeśli masz jakieś wątpliwości. 😉

Leo: Dziękuję, Steve, za wspaniały wywiad i hojnie dzielone się z naszymi czytelnikami! Sprawdź więcej od Steve’a na his blog lub kup jego nową książkę, Personal Development for Smart People: The Conscious Pursuit of Personal Growth.