Ponieważ w tym tygodniu koncentruję się na pisaniu rozdziałów, mój czas na pisanie postów jest ograniczony. Mimo to jestem uzależniony od pisania dla was, więc pomyślałem, że będzie fajnie podzielić się kilkoma przypadkowymi myślami, które miałem, a które prawdopodobnie nie zasługują na pełne posty.
Dziękuję ponownie za cierpliwość, gdy koncentruję się na pisaniu książki — w tym tygodniu napisałem prawie sześć rozdziałów! Jestem wam wszystkim za to wdzięczny — wasze wsparcie i zrozumienie są nieograniczone i przewyższone jedynie waszą oszałamiającą atrakcyjnością.
O mantrach
Gdy pewnego dnia biegałem, myślałem o mantrach i o tym, jak skutecznie stosowałem je w różnych sytuacjach. Choć możesz czuć się głupio, powtarzając mantrę, myślę, że mają one duże zastosowanie — utrwalają w głowie pewną ideę i służą jako przypomnienie o czymś ważnym.
Aby dać ci przykład: w ten weekend biegnę swój drugi maraton (jak być może pamiętasz), a największym problemem, jaki mam, nie jest moja kondycja fizyczna, lecz psychiczna — mam tendencję do biegania zbyt szybko, bo daję się ponieść emocjom wyścigu lub rywalizuję z innymi biegaczami wokół mnie. Jeśli robię to na dystansie 10 km, to w porządku, bo pomaga mi to osiągnąć mój osobisty rekord. Ale jeśli zrobię to w maratonie, zabraknie mi energii przed końcem i będę miał problem z jego ukończeniem.
Stworzyłem więc mantrę, którą będę powtarzać podczas tego maratonu, aby pomóc sobie uniknąć prób dotrzymywania kroku innym biegaczom: „Zapomnij o nich. Biegnij swoim tempem.” Znam swoje tempo i jeśli zdołam zignorować innych biegaczy, będę mieć przyjemny, zrelaksowany i satysfakcjonujący maraton. Planuję więc powtarzać swoją mantrę za każdym razem, gdy poczuję, że zaczynam dawać się ponieść wyścigowi.
Używałem innych mantr z dużym powodzeniem. W zeszłym roku, 2007, miałem tylko jeden cel — wykorzystać swojego bloga i pisanie na zlecenie, aby uwolnić się od pracy na etacie. Moja mantra na cały rok brzmiała: „Uwolnij się”. Powtarzałem ją codziennie, a niemal każde moje działanie było w jakiś sposób zgodne z tą mantrą. To zadziałało. Jestem teraz pełnoetatowym blogerem, dzięki tej mantrze i oczywiście dzięki wam wszystkim.
Inna mantra, której ostatnio używam, to coś, co napisał Thich Nhat Hanh, a czego użyłem w jednym z 12 Zasad, Jak Żyć Bardziej Jak Mnich Zen: „Uśmiechaj się, oddychaj i idź powoli.” Ta mantra pomaga mi zwolnić i zrelaksować się, kiedy w codziennym życiu zaczynam czuć się pośpieszany i tracę skupienie na teraźniejszości. Pomaga mi też uśmiechać się częściej, co jest przyjemniejsze dla ludzi wokół mnie i poprawia również moje samopoczucie.
Czy myślisz, że mantry mogłyby ci pomóc? A może używałeś ich w przeszłości?
O drobiazgach
Pod prysznicem dzisiaj rano myślałem o drobiazgach (bez sprośnych żartów proszę). Konkretniej, o tym, jak jednym z sekretów życia jest nauczenie się doceniać piękno w małych rzeczach.
Kiedy byłem młodszy, miałem wiele ambicji — chciałem dokonać wielkich rzeczy w życiu. I choć uważam, że dążenie do wielkich rzeczy jest godne podziwu, z wiekiem odkryłem, że jest o wiele więcej siły w zagłębianiu się w siebie niż w zewnętrznych osiągnięciach — jest o wiele więcej wielkości w zwracaniu uwagi na małe szczegóły niż w patrzeniu na ogromne krajobrazy.
„O czym ty, Leo, mówisz?” pytasz mądrze. Mam na myśli to, że choć osiąganie wielkich celów i tworzenie wielkich rzeczy może być bardzo satysfakcjonujące, jest o wiele więcej w zatrzymaniu się, by poczuć zapach kwiatów, w radości z kąpieli swojego trzyletniego dziecka, w znajdowaniu chwytającego za serce piękna w pojedynczym opadającym kwiecie wiśni, w dzieleniu się cichym momentem ze swoją żoną, w odczuwaniu chłodu schłodzonej śliwki w ustach.
To te małe rzeczy naprawdę się liczą.
O listach
Spotkałem się z krytyką ze strony niektórych czytelników (i paru czołowych blogerów, którzy pozostaną bezimienni) za pisanie tak wielu postów na moim blogu Zen Habits w formie list. I widzę w tej krytyce słuszność: może się wydawać, że jest to nadużywane, jeśli piszę zbyt wiele list, i że jest to sposób na zdobycie popularności na stronach społecznościowych.
Nie zaprzeczam, że odczuwam pewną satysfakcję, jeśli spodoba się wam mój post na tyle, by go „diggować” lub oznaczyć w serwisie del.icio.us czy „stumbleować” … jest to niemal potwierdzenie mojej twórczości. Ale rzadko piszę tylko w tym celu — moim głównym celem jest dzielenie się z wami tym, czego się nauczyłem, i bycie tak użytecznym, jak to tylko możliwe.
Dlaczego więc piszę tak wiele postów w formie list? Po prostu: tak myślę, i tak było, odkąd byłem nastolatkiem. Zawsze tworzyłem listy, od listy rzeczy do zrobienia, przez listy za i przeciw, po listy ulubionych piosenek i filmów. Gdy argumentuję lub wyjaśniam coś, robię to w formie list. Widzę punkty w głowie. Numeruję wszystko.
Nie mogę zmienić swojego sposobu myślenia, a piszę tak, jak myślę, więc to prawdopodobnie będzie główny format moich postów jeszcze przez wiele lat. Zauważyłem, że wielu ludzi lubi listy, ponieważ łatwo je przejrzeć w poszukiwaniu głównych punktów — dłuższe eseje trudniej przejrzeć, a w dzisiejszych czasach przeciążenia informacyjnego ludzie zwykle przeglądają posty na blogu. Chcą informacji szybko — a posty w formie list są w tym względzie użyteczne, na dobre czy na złe.