Prawie każdy z nas nieświadomie oddaje swoją moc.
Na przykład:
-
Ktoś robi coś nieuważnego lub irytującego, co Cię frustruje lub złości. Myślisz o tym przez wiele godzin. Dajesz tej osobie władzę, by Cię sfrustrować i zdenerwować, zepsuć Twój dzień, często bez jej świadomości.
-
Czujesz się samotny, ponieważ jesteś sam, już nie z partnerem, który z Tobą zerwał. Oddałeś swoją zdolność odczuwania miłości komuś innemu, kto być może nie chce Ci tej miłości dać.
-
Wchodzisz na spotkanie towarzyskie i chcesz zaimponować ludziom, zdobyć ich aprobatę, być lubianym. Oddajesz swoją możliwość bycia zaakceptowanym innym, którzy nawet nie wiedzą, że mają obowiązek Cię zaakceptować.
-
Nadal jesteś zły na swoich rodziców (lub jednego z nich) za niewłaściwy sposób, w jaki Cię wychowali, lub za pewne rzeczy, które Cię skrzywdziły. Oddajesz swoją moc kształtowania własnego życia ludziom, którzy nie są odpowiedzialni za Twoje wychowanie od lat, odkąd stałeś się dorosły.
We wszystkich tych przypadkach i w wielu innych sytuacjach w ciągu dnia, oddajemy moc bycia szczęśliwym, zadowolonym, radosnym innym ludziom, którzy nawet nie prosili o tę moc ani nie zdają sobie sprawy, że im ją przekazaliśmy.
W rzeczywistości jednak władza nad tymi stanami umysłu – aprobatą, miłością, złością, radością – znajduje się w nas samych.
To jest ukryte źródło mocy, które pozostaje niewykorzystane.
Pozwól, że podam przykład. Powiedzmy, że tęsknisz za ukochaną osobą, która Cię odrzuciła i pragniesz, by wróciły te wspaniałe chwile, kiedy czuliście się szczęśliwi i kochani. Ale w rzeczywistości, źródło tej miłości znajdowało się w Tobie, a nie na zewnątrz. Kiedy byłeś ze swoim byłym partnerem, był on tam w pokoju z Tobą, ale źródło odczuwania miłości było w Twoim umyśle, w Twoim sercu. To Ty sam sprawiłeś, że czułeś się w ten sposób, poprzez to jak postrzegałeś sytuację.
To znaczy, że masz moc, by sprawić, że czujesz się kochany. W każdej chwili. Jest to zawsze dla Ciebie dostępne. Nie zależy to od nikogo innego.
Masz moc, by sprawić, że czujesz się zły lub spokojny. Że czujesz się zraniony lub radosny. Że czujesz się połączony lub odłączony. Że czujesz się zaakceptowany lub odrzucony.
To nie znaczy, że inni ludzie nie robią złych rzeczy. Ale te złe rzeczy nie muszą sprawiać, że czujemy się okropnie – możemy pozwolić im ześlizgnąć się z nas i zdecydować, jak chcemy się czuć. Owszem, łatwiej to powiedzieć niż zrobić, ale ta moc nadal jest w nas.
To również nie znaczy, że nie potrzebujemy innych ludzi. Albo że jesteśmy wyspą, stojącą całkowicie samodzielnie. W moim przekonaniu jesteśmy bardziej połączeni, niż to sobie uświadamiamy. Wybór postrzegania siebie jako już połączonych, zawsze połączonych z sercami innych, jest w rzeczywistości sposobem na dotknięcie naszej wewnętrznej mocy. Zwracanie się ku innym i dostrzeganie ich bólu i miłości, nie tylko własnych, to wspaniały sposób na dotknięcie mocy, by poczuć się potrzebnym, by poczuć się kochanym.
Ale nie miej wątpliwości: moc jest w nas, nigdzie indziej.
Możemy sprawić, że czujemy się kochani, poprzez kochanie siebie i innych.
Możemy sprawić, że czujemy się lubiani i zaakceptowani, patrząc na siebie i dostrzegając cud w tym, co widzimy, znajdując zadowolenie w tym, kim jesteśmy, takimi, jakimi jesteśmy.
Możemy poczuć spokój, odpuszczając drobne urazy i osądy innych oraz znajdując zadowolenie w tym, jak się rzeczy mają, akceptując je takimi, jakie są.
Możemy dać sobie radość, zdając sobie sprawę z naszej współzależności z innymi, troszcząc się o innych, doceniając łamiące serce piękno tej chwili, takiej jaka jest.