Jak wieloletni czytelnicy już wiedzą, kocham książki. Ale muszę się do czegoś przyznać: pod koniec zeszłego roku doświadczyłem najdłuższej w moim życiu przerwy w czytaniu.
Owszem, czytałem, ale nie książki — dużo czytałem online. Patrząc wstecz, widzę, że problem pojawił się, gdy 1) zniechęciły mnie trudne do przeczytania książki non-fiction, które mnie zanudziły na śmierć i 2) byłem pochłonięty czytaniem online, obsesyjnie skupiając się na kilku tematach.
Dziś z radością mogę powiedzieć, że przez ostatnie półtora miesiąca czytałem więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Moje lekarstwo: zacząłem od lekkiej, przyjemnej fikcji, która mnie wciągnęła i nie pozwoliła się oderwać. Przeczytałem parę takich książek, a potem powoli przeszedłem do (nieco) poważniejszych tematów. Poniżej przedstawiam niektóre z lepszych (w przeciwieństwie do tych „śmieciowych”) książek, które przeczytałem i z przyjemnością polecam. Mam nadzieję, że niektóre z nich się Wam spodobają!
The Glass Castle Jeannette Walls. Nie wiem, dlaczego nie przeczytałem tego wcześniej — może brzmiało zbyt przygnębiająco, ale jakże się myliłem! To niesamowite wspomnienia, a zwykle nie przepadam za autobiografiami. Wspaniałe historie i ogólnie poruszająca, świetnie napisana książka. Nie uwierzycie w dzieciństwo tej kobiety — jednocześnie niewiarygodne, smutne, zabawne, inspirujące, niekonwencjonalne i odważne. Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej książki, proszę, zróbcie to!
London Is the Best City in America Laury Dave. Debiutancka powieść, ale napisana tak inteligentnie, że trudno uwierzyć, iż to pierwsza próba. Jest tyle historii o separacjach, małżeństwach i związkach, że nie pomyślałoby się, że ktoś może opowiedzieć kolejną w sposób przekonujący i oryginalny, a jednak Laura Dave potrafiła to zrobić. Tytuł jest mylący aż do prawie samego końca, ale faktycznie łączy się z tematyką. Książka, swoją drogą, nie ma nic wspólnego z Londynem… ale wyjaśnia pochodzenie terminów „miesiąc miodowy” i „toast weselny”, co jest miłym dodatkiem. Uwielbiałem tę książkę i ją polecam. Dave wydała drugą książkę, która znajduje się na mojej liście do przeczytania.
The Pleasure of My Company: A Novella Steve’a Martina. Nie postrzegałem Steve’a Martina jako pisarza — aktora, komika, oczywiście, ale nie pisarza. Jednak jeśli się nad tym zastanowić, napisał scenariusze i wiele tekstów komediowych, więc musi umieć pisać. Cóż, to trochę niesprawiedliwe, że ktoś tak utalentowany na ekranie może być również tak utalentowanym pisarzem — nie potrafię grać ani rozśmieszać (za bardzo) ludzi i posiadam może połowę jego umiejętności pisarskich. The Pleasure of My Company to niewielka książka, ale jakże cudowna lektura. Przeczytałem Shopgirl Steve’a Martina i podobała mi się zarówno książka, jak i film, ale The Pleasure of My Company jest jeszcze lepsza. Nie mogę uwierzyć, że nie przeczytałem tego wcześniej ani o tym nie słyszałem.
How to Talk to a Widower Jonathana Troppera. Można by pomyśleć, że książka o mężczyźnie, który stracił miłość swojego życia w katastrofie lotniczej, a potem spędza rok w rozpaczy i użalaniu się nad sobą, nie byłaby przyjemna do czytania, a tym bardziej zabawna. Byłoby to błędne założenie. Ja też tak myślałem, ale pierwsze strony książki udowodniły mi, że się myliłem. Śmiałem się i pokochałem tę książkę od początku do końca. Kilka świetnie zarysowanych postaci, nie wspominając o doskonałym poczuciu humoru.
The Polysyllabic Spree Nicka Hornby’ego. Ta książka również mnie zaskoczyła. Nie sądziłem, że będzie interesujące czytać o tym, co ktoś czyta, ale sięgnąłem po nią, ponieważ po prostu uwielbiam Nicka Hornby’ego. Przy okazji, Nick, jeśli przypadkiem czytasz tego bloga, napisz do mnie maila lub tweetnij, bo mam męski crush na tobie, a przynajmniej na twoich słowach, dowcipie i pisarskiej osobowości. Chciałbym kiedyś wypić z tobą piwo. W każdym razie, zamówiłem tuzin książek tylko na podstawie opisów Hornby’ego dotyczących niektórych pozycji, które przeczytał i pokochał. Książka to przedruk kilku jego felietonów dla brytyjskiego magazynu, gdzie pisze o książkach, które ostatnio czytał. Zasadniczo to samo, czym jest ten post (i był inspiracją dla niego), ale z większą dozą humoru.
I Love Everybody (and Other Atrocious Lies) Laury Notaro. Nie pokochałem tej książki. To seria humorystycznych opowieści non-fiction z życia Notaro i są zabawne… ale autorka za bardzo stara się być dowcipna (w przeciwieństwie do Hornby’ego, który ma bardziej stonowane poczucie humoru), przez co często humor nie trafia w sedno. Nadal przyzwoita lektura, ale nie moja ulubiona na tej liście.
Diary of a Bad Year J.M. Coetzeego. Nie wiem, jak opisać moją relację z pisarstwem Coetzeego. Jest genialny. Jego książki są niesamowicie dobrze napisane, ciekawe, prowokujące do myślenia i oryginalne. Ale po prostu nie dostarczają mi takiej rozrywki, nie angażują mnie na tym samym poziomie co na przykład Hornby. Ta książka była jednak niesamowita, choć nieco frustrująca w czytaniu. Ma unikalną strukturę: górna część każdej strony to seria esejów (fikcyjnego) autora, środkowa część to jego narracja, a dolna część to narracja młodej kobiety, którą on podziwia i która zmienia jego życie. Same eseje są świetnie napisane — kilka pierwszych jest tak bliskich mojej filozofii politycznej, jak to tylko możliwe w literaturze. Ale to historia rozwijająca się pod esejami przykuwa uwagę. (Lekka) frustracja pojawia się, ponieważ musimy jednocześnie śledzić trzy wątki, co jest unikalne, ale trudne, gdyż trzeba ciągle przełączać się między różnymi głosami, historiami i pomysłami. Ogólnie rzecz biorąc, doskonała książka.
Watermelon Marian Keyes. Nie najbardziej wyrafinowana literacko książka na tej liście, ale to wciąż dobra historia o kobiecie przechodzącej rozwód i znajdującej schronienie w rodzinie w Irlandii. Podobała mi się i prawdopodobnie wkrótce sięgnę po inne książki Keyes.
Olivia Joules and the Overactive Imagination Helen Fielding. Nie byłem pewien, czego się spodziewać po tej książce, ponieważ wcześniej czytałem kilka pozycji Fielding, które były zabawne, ale nieco irytujące ze względu na format dziennika. Ta historia nie była pisana w formie dziennika i uważam, że Fielding radzi sobie z tym znacznie lepiej. To zabawna opowieść o kobiecie, która nie jest pewna, czy niesprawiedliwie ocenia mężczyznę, ponieważ wydaje się on być Arabem, czy sobie coś wyobraża (jak sugeruje tytuł, ma przesadną wyobraźnię), czy też naprawdę znajduje się w centrum międzynarodowej intrygi terrorystycznej. Ostatecznie polubiłem Olivię i chętnie przeczytałbym więcej o niej. Dobra lektura.
Jakie dobre książki ostatnio czytaliście? Podzielcie się w komentarzach!
Więcej książek, które pokochacie: