Jestem mniej więcej dwa tygodnie w trakcie mojej Mój Wielki Eksperyment Podróżniczy i z przyjemnością mogę podzielić się głównie sukcesami!
Największymi sukcesami są codzienna praca oraz moje codzienne treningi. Medytuję również codziennie, choć nie tak długo jak w domu. (Przeważnie) kontroluję przejadanie się, próbując przestać, zanim się całkowicie napełnię, co jest dużym osiągnięciem w trakcie podróży, choć nie udaje mi się to przy każdym posiłku. Pomaga mi świadomość tego eksperymentu, który utrzymuje mnie na właściwym torze.
Dziś chciałbym podzielić się tym, czego nauczyłem się o pracy w podróży, która może być trudna. Odniosłem sukces, ale pokonanie braku energii do pracy było ciekawym wyzwaniem.
W przeszłości wykonywałem całą moją pracę przed podróżą, by móc skupić się całkowicie na byciu obecnym podczas wyjazdu i nie martwić się pracą. To jednak naprawdę trudne, więc zdecydowałem, że bardziej zrównoważone jest pracowanie podczas podróży. Celowo nie zrobiłem nic z wyprzedzeniem, aby zmusić się do pracy w trakcie wyjazdu.
Mój plan: budzić się przed dziećmi, iść do kawiarni i pracować godzinę przed codziennym spacerowaniem i zwiedzaniem nowego miasta razem z nimi.
Jak to się sprawdziło: tylko przez pierwsze dni chodziłem do kawiarni. Okazało się, że zajmuje to zbyt dużo czasu, by iść do kawiarni, pracować godzinę, a potem wrócić. Zatem budzę się trochę wcześniej i wykonuję swoją pracę, gdy dzieci się przygotowują. To trochę rozpraszające, ponieważ cały ten chaotyczny ruch sześciorga dzieci i żony przygotowujących się może być głośny i męczący, ale mimo to udaje mi się wykonać pracę. Mam mniej energii, ponieważ dużo chodzimy, ale i tę przeszkodę udało mi się pokonać.
Oto, co u mnie działa:
-
Nie daję sobie wyboru. Trudność pojawia się, gdy pytamy: „Czy powinienem to zrobić teraz, czy nie?” i nagle okazuje się, że mamy mnóstwo innych opcji, jak sprawdzanie mediów społecznościowych, czytanie wiadomości, wysyłanie zdjęć znajomym czy przeglądanie zdjęć kotów lub robotów w Internecie. Dla mnie działa nastawienie, że nie ma opcji. Praca to coś, co robię, bez negocjacji, tak jak podstawowe obowiązki rodzica. Czuję pokusę, by sobie odpuścić, ale potem ją odrzucam i po prostu to robię. Dając sobie wybór, osiągnąłbym raczej słabe wyniki.
-
Posiadaj wyzwanie związane z odpowiedzialnością. Ten Wielki Eksperyment Podróżniczy, który ogłosiłem kilka tygodni temu przed wami wszystkimi, bardzo mi pomógł. Wiem, że będę musiał zdać z tego relację, i nie chcę raportować całkowitej porażki. Pomaga mi to być świadomym mojej chęci do racjonalizacji lub poddania się. Myślę, że wszyscy mamy te chęci i racjonalizacje, ale zwykle ich nie zauważamy – po prostu ślepo za nimi podążamy. To wyzwanie zmusza mnie do świadomego wyboru.
-
Miej ludzi oczekujących na Twoją pracę. Pomaga mi świadomość, że wy, moi wspaniali czytelnicy Zen Habits, czekacie na moje posty na blogu, oraz że mój Sea Change members oczekuje ode mnie artykułów i e-maili regularnie. Świadomość tych oczekiwań działa mobilizująco – nie chcę nikogo zawieść, więc wykonuję pracę, nie dając sobie wyboru.
-
Skończ, a potem nie myśl o tym. Kiedy spacerujemy, oglądamy zabytki i kosztujemy pysznego wegańskiego jedzenia, nie chcę martwić się pracą, którą muszę zrobić. Dlatego jedną z moich motywacji, by skończyć pracę, jest niemyślenie o niej później. To pozwala mi się skoncentrować: daję sobie tylko około godziny na wykonanie pracy, więc nie mogę się rozpraszać. Muszę się skupić, być czujnym, zrobić to, a potem cieszyć się dniem bez myślenia o pracy.
Tak więc to robię, choć nie twierdzę, że wszystko idzie „idealnie”. Bywam zmęczony i leniwy, przez kilka dni byłem chory (nic poważnego, tylko gorączka), czasem spieszymy się, bo chcemy wcześnie ruszyć. Pokusa, by zapomnieć o pracy, jest duża, ale wiem, że to by źle się skończyło. Staram się więc wykonać pracę mimo wszystko.
Myślę, że to, czego uczę się o pracy w podróży, może być przydatne również do pracy poza wakacjami. To niesamowite – jestem w stanie wykonać praktycznie całą moją pracę w krótkim czasie podczas podróży, co mówi mi, że być może trochę błądziłem, gdy jestem w domu. Świetne spostrzeżenie!