Rozmawiałem z kimś, kto tak pięknie opisał swój największy problem, że musiałem się zatrzymać i złapać oddech.
Niezwykle trafnie odnosiło się to do ludzkiej kondycji.
Niektóre z rzeczy, które wspomnieli:
-
Ostatnio jestem tak sfrustrowany sobą, że powstrzymuję łzy.
-
Czuję się zdezorientowany i ciągnięty w wiele różnych kierunków.
-
Po prostu nie chcę żyć w ciągłym strachu. To mnie paraliżuje.
-
Co jest właściwe? Co powinienem robić? I dlaczego nie udaje mi się tego zrobić? Co robię źle?
Jedna z moich ulubionych części ich wypowiedzi brzmiała:
„Więc chyba moim największym celem jest żyć bez ogólnego poczucia lęku i przerażenia czy paniki, jakby goniła mnie wataha wilków albo byłbym uwięziony w jakimś dziwnym escape roomie, gdzie muszę podjąć właściwą decyzję – a żadna decyzja nie wydaje się właściwa.”
Czy to brzmi znajomo?
Porozmawiajmy o tych wilkach depczących ci po piętach.
Uczucie Wilków Depczących Ci po Piętach
Wielu z nas żyje w strachu, że robi rzeczy w zły sposób, że jest w tyle, że powinniśmy robić coś innego lub lepiej, że nie możemy sobie poradzić ze wszystkim, co mamy do zrobienia.
Ten strach może być nieustanny i niesamowicie stresujący.
Dlaczego odczuwamy ten strach i stres?
Pochodzi on z:
-
Pragnienia, by rzeczy były inne niż są (oczekiwania wobec siebie, innych, świata)
-
Uczucia bezgruntowności lub niepewności, które jest zawsze obecne – i niechęci do tej bezgruntowości przy jednoczesnym pragnieniu pewnego gruntu pod nogami
-
Kręcenia się wokół myśli o powyższych trudnościach, co powoduje, że strach i lęk eskalują w nieustanny stres.
Ogólnie rzecz biorąc, brakuje nam zaufania do siebie, innych i świata, co wywołuje niepokój.
Tworzymy zmagania, ponieważ nie chcemy tej bezgruntowności, chcemy znać odpowiedzi – co powinienem robić, czy robię rzeczy właściwie, we właściwym czasie i we właściwy sposób, czy jestem dobrym człowiekiem i czy zasługuję na miłość?
Nie możemy uzyskać pewności co do żadnej z tych kwestii, ponieważ nie ma na nie jednoznacznych odpowiedzi. Zawsze będziemy odczuwać niepewność i poczucie bezgruntowności.
Zmiana następuje, gdy otwieramy się na tę bezgruntowność, nie potrzebując, by rzeczy były inne, i ucząc się bezwarunkowej miłości do siebie i otaczającego nas świata.
Otwarcie na Bezgruntowność
Jeśli nie możemy uzyskać pewności co do żadnej z tych rzeczy w naszym życiu, jak sobie z tym radzić?
Praktyka polega na byciu całkowicie obecnym z bezgruntowością. Pozwól sobie wejść głębiej w swoje ciało i być z uczuciem niepewności, strachu, lęku, stresu. Zacznij praktykować z tym uczuciem bezgruntowności.
Otwórz się na nie. Zrelaksuj się w nim. Obdarz to uczucie miłością, życzliwością i współczuciem. Bądź go ciekawy.
W bezgruntowości jest piękno, jeśli się na nie otworzymy. To uczucie przenika większość naszego życia – chwiejność, przestronność, płynność i nieokreśloność. I nie musi to być powód do paniki, choć często towarzyszy mu strach. Strach jest w porządku. Stres jest w porządku. Nawet odrobina paniki jest w porządku.
Praktyka polega na ciągłym powracaniu do bezpośredniości bezgruntowności. Opadaniu z wirujących opowieści i myśli o sytuacji do odczuwania fizycznej obecności w danej chwili. Raz po raz.
Raz po raz wracamy i otwieramy się. Wtedy możemy się zakochać.
Zakochanie się w Tym, Jakie Są Rzeczy
Nie chcemy tej bezgruntowności, tego uczucia, że nie wiemy, czy damy sobie ze wszystkim radę, nie wiemy, czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, nie wiemy, na czym powinniśmy się skupić.
Nie lubimy tego i powoduje to w nas wiele trudności. Wywołuje napięcie, opór, strach, lęk.
Co by było, gdybyśmy mogli otworzyć się na akceptację bezgruntowności, nie potrzebując, aby ktoś lub coś się zmieniało? Co jeśli sytuacja taka, jaka jest, była dokładnie taka, jaka powinna być?
Co by było, gdybyśmy mogli zakochać się w tym, jakie są rzeczy w tej chwili?
Spróbuj teraz: zauważ, czemu się opierasz, czego nie chcesz w tym momencie. Może to stres, może niepewność, może ból lub złość.
Zobacz, czy możesz się ku temu zwrócić, otworzyć się na to, znaleźć choć trochę wdzięczności za to. Zobacz, czy możesz to pokochać, choćby trochę. A może nawet bardzo.
Jak by to było, zakochać się w tej chwili? Pod wieloma względami ta chwila jest fantastyczna: jest światło, życie, powietrze, natura, piękno. Jest dźwięk, jest odczucie. Jest szansa na bycie świadkiem cudu tego wszechświata. To jest niesamowite, tak niesamowite! Możemy płakać z radości, będąc świadkami tego wszystkiego, będąc jego częścią.
Pod pewnymi względami to jest straszne: jest tragedia, ból, cierpienie, śmierć, strata, głód, ubóstwo, wojna. To jest straszne, a jednak w tym wszystkim… są kochające serca. Opłakujemy nasze straty pięknymi, kochającymi sercami. Walczymy w biedzie z niesamowitą odwagą. Jest w tym wszystkim tak wiele ludzkiej wytrzymałości. Jest wiele do kochania, nawet w samym środku tego przerażenia.
Możemy zakochać się w każdej chwili, jeśli potrafimy się na nią otworzyć.
Taka jest więc praktyka: opadanie z wirujących myśli do bezpośredniego doświadczenia bezgruntowności w tej chwili. Otwieranie się na to. Zakochiwanie się w tej chwili. Raz po raz, praktykowanie i niepowodzenie, praktykowanie i przesunięcie.
Zobacz, jak to jest. Te wilki depczące ci po piętach mogą okazać się tylko kulą miłości.