Wczoraj musiałem gdzieś pojechać, czego nie robię już zbyt często, i było to fascynujące doświadczenie.
Nieustannie sprawdzałem, jak czuje się moje ciało i odkrywałem, że jestem spięty, jakbym był gotowy do ataku.
Cały mój tors był napięty, szyja i ramiona były skręcone, twarz napięta. Bez żadnego sensownego powodu, poza tym, że musiałem reagować na wiele samochodów wokół mnie.
Widząc to, mogłem się w tej chwili zrelaksować. Wyprostować się, rozluźnić mięśnie, oddychać, uśmiechnąć się. Poczułem natychmiastowy spokój, ponieważ wiedziałem, że tak naprawdę nic mi nie zagraża.
To umiejętność, nad którą pracuję, choć daleko mi do perfekcji: świadomość, kiedy moje ciało jest napięte. Jest to sygnał wskazujący, co dzieje się w moim umyśle, sposób na zidentyfikowanie źródła stresu i podjęcie decyzji, czy naprawdę muszę być w trybie walki lub ucieczki.
Niektóre sygnały, które u siebie zauważyłem: zaciśnięta szczęka (zdarza się często), napięta twarz (zmarszczone brwi jakbym był zły, wykrzywione usta, napięte policzki), napięta szyja i ramiona, czasem cały tors, nogi mogą być sztywne, jakbym się bronił, dłonie czasem zaciśnięte.
W ciągu dnia (gdy pamiętam, co nie zawsze się zdarza) sprawdzam te sygnały. I bardzo często widzę, że są one obecne.
To mówi mi, że coś się dzieje, więc pytam siebie: czym się stresujesz? Często chodzi o inne samochody lub ludzi wchodzących mi w drogę, albo staję się zbyt rywalizujący w laserowym tagu czy gokartach (wczoraj były urodziny mojej córki), albo ktoś mnie frustruje, albo ktoś w Internecie nie jest zbyt oświecony (wiem, to dość rzadkie).
Gdy to dostrzegam, widzę, że mam pewien ideał, oczekiwanie, którego inni ludzie lub życie ogólnie nie spełniają. I uświadamiam sobie, że to całkowicie wymyślony ideał, którego nie muszę się trzymać – mogę po prostu zaakceptować tę chwilę. A gdy to robię, nic nie wydaje się takie złe. (Przewodnik dla zapracowanych osób, jak redukować stres do radzenia sobie ze stresem.)
Czasem wystarczy, że po prostu rozluźniam ciało, odprężam twarz, rozluźniam szczękę, oddycham i uśmiecham się – to wszystko, czego potrzeba, aby znowu uporządkować świat.