W zeszłym tygodniu I launched my new app, Habit Zen, on Kickstarter. Natychmiast przez moje ciało zaczęły przepływać fale strachu.
Co, jeśli ludzie to znienawidzą? Co, jeśli nikt tego nie sfinansuje? Co, jeśli skompromituję się publicznie przed milionem ludzi?
A co, jeśli zostanie sfinansowany, ale wykonam okropną pracę?
Strach cię paraliżuje i nie chce puścić. Zaczynasz martwić się o każdą drobnostkę, wpadasz w desperację, próbujesz znaleźć sposoby na kontrolowanie niekontrolowalnego. Odpowiedzią byłoby odpuszczenie, ale to nie jest takie proste. Strach rządzi twardą ręką.
Ale jaką mam alternatywę? Nigdy nie zrobiłbym niczego wielkiego, nigdy nie wszedłbym na nieznany teren pełen lęku, nigdy nie spróbowałbym czegoś trudnego, w czym mógłbym ponieść porażkę.
Uruchomienie czegoś dużego jest przerażające, ale jest też tym, czego potrzebuję, aby się rozwijać.
Więc oto, co robię:
Pytam siebie, jaka jest moja intencja. Dlaczego chcę zrealizować ten projekt? Czy to tylko po to, żeby dobrze wypaść, osiągnąć coś wspaniałego, dla mojego ego? Czy robię to, aby pomóc ludziom, z miłości? Jak bardzo ludzie potrzebują tej pomocy?
Prawda jest taka, że jeśli to tylko dla mojego ego, prawdopodobnie nie powinienem przezwyciężać strachu. To nie jest tego warte. Ale jeśli robię to dla kogoś innego, jest to warte walki. Zdecydowanie powinienem zmusić się do przejścia przez strach, jeśli uważam, że ludzie na tym skorzystają.
Pytam przyjaciół, czy nie jestem szalony. Możliwe, że się łudzę. Więc pytam ludzi, którym ufam: czy myślisz, że powinienem to zrobić? Jeśli mam dobrych przyjaciół, będą ze mną szczerzy. Mogą być również szaleni, więc warto to wziąć pod uwagę. 🙂
Moi przyjaciele powiedzieli mi, żebym to zrobił. Są wspierający i nie pozwalają mi wycofać się z czegoś tylko dlatego, że się boję. Dzięki, przyjaciele! Pomaga mi to też uspokoić moje obawy, gdy ktoś rozsądny ze mną rozmawia.
Spoglądam strachowi w twarz. Jestem bardzo skłonny uciekać przed moim strachem, chować się w jakiejś bezpiecznej strefie komfortu lub próbować kontrolować mój strach w jakiś sposób. To mechanizm obronny i uczę się tego od lat.
Zamiast tego próbuję nauczyć się po prostu siedzieć i stawić czoła strachowi. Spojrzeć mu życzliwie w twarz i zobaczyć, jaki jest naprawdę. Jakiej odwagi potrzeba, aby zostać z moim strachem? Jakie to uczucie nie uciekać? Staram się to eksplorować z ciekawością.
I co znajduję? To, że nie jest to takie złe. Strach może powodować panikę, ale kiedy staję z nim twarzą w twarz, okazuje się, że to nie koniec świata. Nie taki wielki problem.
Powstrzymuję się od podejmowania desperackich działań. Kiedy się boję, mogę robić rzeczy desperackie. Cokolwiek, by próbować osiągnąć taki rezultat, jaki chcę. Ale te desperackie działania często są szkodliwe, a nie pomocne.
Dlatego próbuję skłonić siebie do oddechu i bardziej racjonalnego spojrzenia na działania, które chcę podjąć. Zadaję sobie pytania, takie jak: czy robię to z lęku, czy faktycznie będzie to pomocne? Czy robię to z powodu ego, czy inni skorzystają z tego działania? Co się stanie, jeśli nic nie zdziałam? Czy jest lepsze działanie, które mogę podjąć?
A kiedy się uspokajam, działania zazwyczaj są mniej egoistyczne i bardziej współczujące. Kiedy sobie o tym przypominam.
Okazuję sobie współczucie. Jeśli jestem przepełniony strachem, lubię patrzeć na tę przestraszoną część mnie jak na małe dziecko. Wszyscy kiedyś byliśmy takimi przestraszonymi dziećmi. I zamiast ignorować przestraszone dziecko, zamiast wyśmiewać się z niego… dlaczego nie okazać mu odrobiny współczucia? Wysyłając miłość w kierunku tego strachu, mogę go trochę uspokoić i nie uciekać.
Odkryłem, że kiedy okazuję sobie współczucie, uczę się ufać, że wszystko będzie w porządku. Niekoniecznie sprawy potoczą się tak, jak chciałem, ale będą w porządku. Poradzę sobie. Jestem dla siebie dobrym przyjacielem, a dobry przyjaciel pomoże ci poskładać wszystko, gdy się rozpadnie. A tak się stanie. Będę tam ze współczuciem, gdy to się wydarzy.
Mówię sobie, żeby zanurzyć się w wodzie. Stałem już na brzegu lodowatych wód, drżąc na myśl o zimnie, które zszokuje moje ciało. I bez względu na to, jak długo tam stałem, roztrząsając swoje obawy, to nie pomagało.
Co zadziałało, to po prostu wskoczenie, bez zbytniego zastanawiania się nad tym. Zatrzymanie się w roztrząsaniu i po prostu zanurzenie się. Przygotowanie się na szok i akceptacja, że będzie to niewygodne. I że dyskomfort będzie tymczasowy. I że będzie tego wart.
Z tym najnowszym projektem wiem, że będzie przytłaczający strach. Wiem, że rzeczy mogą się zawalić. A jednak, mimo to, zamierzam się zanurzyć. Zamierzam ufać, że rzeczy potoczą się inaczej niż się spodziewam, ale mimo wszystko będę w porządku.
Jeśli chciałbyś pomóc złagodzić moje obawy, go ahead and help fund my Habit Zen app on Kickstarter!