W naszym życiu towarzyszy nam uczucie niekompletności.
Czujemy je przynajmniej od okresu dojrzewania, jeśli nie od wczesnego dzieciństwa – to poczucie, że coś z nami jest nie tak, że czegoś nam brakuje lub że brakuje nam czegoś w świecie.
To poczucie odłączenia lub samotności, wrażenie, że nie pasujemy. Uczucie przemierzania świata w izolacji, niespełnienia, bez poczucia bliskości z innymi, bez poczucia sensu w tym, co robimy.
Pragniemy poczucia więzi i bliskości z innymi i szukamy go w sieciach społecznościowych, ale to nie wystarcza. Motywuje nas to do korzystania z aplikacji randkowych w poszukiwaniu idealnej osoby, ale randki nie przynoszą bliskości. Zachęca nas do przeglądania zdjęć, obserwowania, co robią inni na świecie, czytania o ich przygodach, ale mamy wrażenie, że sami nie robimy niczego znaczącego.
Budząc się, od razu zaczynamy się rozpraszać, szukając czegoś interesującego, ekscytującego, jakiegokolwiek zastrzyku dopaminy. Wybieramy to, co wygodne, zamiast tego, co trudne, to, co szybkie i łatwe, zamiast zmagań i sensu.
Nie dajemy sobie chwili na przestrzeń czy ciszę, wypełniając każdą chwilę filmami, piosenkami, podcastami, audiobookami, krótkimi lekturami online, wiadomościami, mediami społecznościowymi, szybkimi zadaniami, wiadomościami.
Próbujemy wypełnić to pragnienie konsumpcjonizmem. Kupowanie rzeczy natychmiast daje nam poczucie satysfakcji. Nie trwałej satysfakcji, nie rzeczywistego spełnienia, ale zastrzyku podekscytowania. Nie zaspokaja to pragnienia, a wszelka przyjemność zanika po kilku minutach, gdy otwieramy paczkę dostarczoną następnego dnia.
Próbujemy wypełnić je jedzeniem, telewizją, zakupami w dużych sklepach… ale żadne z tego nie przynosi większej satysfakcji poza chwilową przyjemnością.
To wszystko jest napędzane naszym poczuciem niekompletności, naszym pragnieniem prymatu. Pragnieniem, którego nigdy naprawdę nie pozwalamy sobie poczuć, z którym nigdy nie stajemy twarzą w twarz. Zawsze tam jest, nieuznane, niewidoczne.
Tragedia polega na tym, że gdybyśmy tylko zatrzymali się na chwilę i pozwolili sobie poczuć dyskomfort tego odłączenia… moglibyśmy odnaleźć prymat.
Prymat polegający na pełnej zgodzie z samym sobą, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, niezależnie od tego, co robimy. Bycie całkowicie zakochanym w swoim doświadczeniu, nie potrzebując niczego więcej.
Oto jak:
-
Zatrzymaj się na chwilę, bądź spokojny i cichy. Odrzuć wszystkie rozpraszacze, nie podążaj za pragnieniami, by coś robić lub się zabawiać.
-
Poczuj dyskomfort swojego bytu. Poczuj niepewność tego, kim jesteś i co powinieneś robić, co daje ci sens w świecie. Pozwól sobie to w pełni poczuć, bądź obecny z tym uczuciem.
-
Zauważ dobroć w swoim sercu. To twoje życzliwe serce, które może być delikatne i nie chce być zranione, które kocha i chce być kochane. Zawsze jest obecne.
-
Połącz się z poczuciem prymatu nie tylko w sobie, ale we wszystkim wokół ciebie. To chaos, ale to życie, to niedoskonałe, ale niezwykle wspaniałe. Rozszerz swoją świadomość na wszystko wokół siebie, zauważ, jak jesteś częścią tego wszystkiego, połączony z nim. Twój prymat tkwi w tym połączeniu z wszystkim wokół ciebie. Pozwól sobie zacząć to odczuwać i zaufać temu.
Możesz przynieść świadomość tego poczucia prymatu we wszystkim (w tym w samym sobie). Możesz odpoczywać w tej świadomości. Możesz nauczyć się jej ufać.
Nie jest to poza nami, w naszych telefonach czy online, w książkach czy w tym, co robią wszyscy inni, w telewizji czy jedzeniu, w zakupach czy rzeczach. To wszystko i dużo więcej, ale nie musimy szukać żadnej z tych rzeczy, aby odzyskać to cudowne, kochające, wspaniałe poczucie prymatu. Raz za razem.