Nie uważam się za eksperta w dziedzinie rodzicielstwa, ale pomogłem wychować sześcioro dzieci (wraz z ich matkami), a bycie ojcem było jednym z najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń w moim życiu.
Chociaż nie jestem idealnym ojcem, myślę, że radzę sobie całkiem dobrze. Głównie dlatego, że uwielbiam to.
Eva i ja mamy również kilka niekonwencjonalnych pomysłów na wychowanie dzieci, które mogą być przydatne dla rodziców, którzy zawsze szukają nowych sposobów myślenia.
Dlatego podzielę się najlepszymi rzeczami, które nauczyłem się o wychowywaniu dzieci, nie dlatego, że mój sposób jest najlepszy, ale dlatego, że zawsze warto dyskutować o rodzicielstwie.
Bardzo ważna uwaga: Większość pracy związanej z wychowywaniem dzieci, jeśli nie większość, została wykonana przez mamy moich dzieci (moją żonę Evę i mamę moich pierwszych dwóch dzieci). Mogę jedynie przypisać sobie niewiele zasług.
Oto niektóre z najlepszych rzeczy, które nauczyłem się:
-
Twoim głównym zadaniem jest po prostu ich kochać. Musimy oczywiście zaspokajać ich podstawowe potrzeby, ale rodzice dodają do tego wszystkiego mnóstwo dodatkowych rzeczy, co sprawia, że zadanie staje się naprawdę trudne. Rodzicielstwo często nie jest tak skomplikowane – okej, dbanie o podstawowe potrzeby to mnóstwo pracy, ale podstawowym zadaniem rodzica jest kochać swoje dzieci. Nie musisz ich kształtować, naciskać, by były lepsze, nakłaniać do wykonywania wszelkiego rodzaju aktywności, by stały się idealnym dzieckiem. Już są całkiem doskonałe. Po prostu kochaj je takimi, jakie są, i upewnij się, że potrafią poczuć tę miłość.
-
Nie bądź nadopiekuńczy – pozwól im czasem upaść. Rodzice w dzisiejszych czasach mają tendencję do przesadnej ochrony, ciągłego upewniania się, że każda potrzeba jest spełniana, i obaw przed najmniejszym upadkiem. Nie. Pozwól im żyć. Pozwól im na trochę niezależności. Pozwól im bawić się na zewnątrz bez ciebie. Pozwól im upaść i zdrapać kolano. Pozwól im ponieść porażkę w różnych rzeczach. Tak właśnie rosną. Wyobraź sobie, że chroniłeś dzieci przed niepowodzeniami, bólem i walką przez całe życie… byłyby zupełnie nieprzygotowane na świat dorosłych! Nie mówię, żeby nigdy nie chronić swojego dziecka, ale im mniej możesz to robić, bez narażania ich życia, tym lepiej. Potem pomóż im radzić sobie z niepowodzeniami lub bólem samodzielnie, pomagając im zrozumieć, jak mogą to robić. Bądź przy nich, ale tylko w takim stopniu, w jakim pomagasz im nauczyć się robić to samodzielnie.
-
Surowe metody dyscyplinowania są bardziej szkodliwe niż pomocne. Kiedy zaczynałem moją przygodę z rodzicielstwem, krzyczałem, biłem dzieci i karałem je za wszystkie błędy. To było bardzo szkodliwe i sprawiło, że się mnie bały. Tak, robiły wszystko, co im kazałem, ale tylko dlatego, że bały się inaczej. Często także ukrywały to, co robiły, bym o tym nie wiedział. W ciągu lat nauczyłem się uspokajać, kontrolować mój temperament i być bardziej współczujący. Nie jestem idealny, jak już mówiłem, ale teraz postrzegam wszystko jako okazję do nauki dla nich, okazję do wzrostu oraz szansę, by po prostu je kochać. Jeśli twoi rodzice byli surowi, nie oznacza to, że musisz postępować tak samo.
-
Czytanie im regularnie to jedna z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Czytałem moim dzieciom prawie każdego dnia. Z moją żoną robiliśmy to z wszystkimi dziećmi, i to cudowny sposób na spędzanie czasu z nimi, rozwijanie miłości do czytania, która pomoże im przez resztę życia, i wspólne odkrywanie nowych, wyobraźniowych światów. Moje dzieci odkryły miłość do czytania na własną rękę, która wywodziła się z przytulania się z nami i czytania Dr. Seussa, Harry’ego Pottera (seria, którą przeczytałem 4 razy z różnymi dziećmi), Narnii, Baśni Tysiąca i Jednej Nocy oraz Don Kichota.
-
Pozwól im kierować własną nauką. Czworo z moich dzieci jest edukowanych w domu bez tradycyjnego szkolnictwa, ale wszystkie z nich realizowały własne projekty naukowe, i zachęcam ich do uczenia się czegokolwiek, czym są zainteresowani. Wiele dzieci jest przyzwyczajonych do nauki z góry na dół (gdzie mówi się im, co, kiedy i jak się uczyć), że nie wiedzą, jak same się kierować. Będą musiały nauczyć się tego jako dorośli. Ale zamiast tego, możemy zachęcać je do nauki tego, co ich interesuje, pomagać im w projektach naukowych, dopóki sami będą mogli je realizować, i pozwalać im uczyć się, tak jak dorośli.
-
Ale dawaj im przyjemne wyzwania i zachęcaj do próbowania nowych rzeczy. Samodzielne uczenie się to niesamowita metoda, ale czasem potrzebują inspiracji. Lubię zachęcać ich do szukania informacji, zgłębiania tematu, który ich interesuje, uczenia się o czymś, co jeszcze nie wiedzą, że ich zainteresuje. Staram się mówić o tych rzeczach w pozytywny sposób, pokazując, jak bardzo mnie to interesuje, i zauważyłem, że czasami ta ciekawość bywa zaraźliwa. Innym razem, wyzywam ich – zróbmy wyzwanie rysunkowe, wyzwanie w push-upach… zobaczmy, czy uda nam się podróżować przez miesiąc z jednym plecakiem na osobę, albo zapamiętać stolice wszystkich stanów, lub najwięcej cyfr liczby pi. Spróbujmy zaprogramować prostą grę. Dzieci (i dorośli) dobrze reagują na przyjemne wyzwania.
-
Naucz ich robić rzeczy samodzielnie, wcześnie. Jak tylko mogliśmy, uczyliśmy nasze dzieci robić rzeczy samodzielnie. Wiązać buty, myć zęby, brać prysznic i ubierać się, przygotować własne śniadanie i lunch, myć i suszyć naczynia, sprzątać dom, prać swoje ubrania. Z jednej strony, ułatwiało to naszą rolę jako rodziców, jeśli pomagały w planowaniu posiłków, robieniu zakupów spożywczych i gotowaniu obiadów raz w tygodniu. Wkrótce nie musieliśmy robić dla nich wiele. Ale równie ważne było to, że uczyliśmy ich samodzielności – nie oczekiwali, że wszystko zostanie zrobione za nich, i uczyli się, że mogą zrobić wszystko sami, co chcą mieć zrobione.
-
Pozwól im brać odpowiedzialność za rzeczy lub uczestniczyć w pracy, gdy to możliwe. W tym samym duchu staramy się, by podejmowały inicjatywę… na przykład planując wycieczkę. Robią badania, szukają mieszkań na Airbnb, planują trasy pociągów, rezerwują loty. Kiedy dorosną, już wiedzą, jak to robić. Wiedzą także, jak brać odpowiedzialność.
-
Wypróbuj demokratyczny proces podejmowania decyzji. Kiedy decydujemy, gdzie zjeść na mieście, lub co powinniśmy robić w ten weekend, mamy dyskusję, każdy wnosi swoje pomysły i głosujemy. To uczy ich uczestniczenia w podejmowaniu decyzji, zamiast mieć życie zadecydowane za nich. Uczy ich także szacunku dla opinii innych i tego, że to, czego oni chcą, nie jest jedyną ważną rzeczą. Robimy podobne rzeczy przy planowaniu wycieczki, decydowaniu, czy powinniśmy przeprowadzić się do nowego miasta i tak dalej.
-
Praktykujcie uważność razem. Medytowałem ze wszystkimi moimi dziećmi. Nie regularnie, ale na tyle, że wiedzą, o co w tym chodzi. Kiedy moja córka przychodzi do mnie zdenerwowana czymś, praktykujemy uważność tego, jak emocje czują się w jej ciele. Bycie z emocją. Kiedy moja inna córka odczuwa lęk, rozmawiamy o tym, jak sobie z nim radzić. Widziały mnie także medytującego rano, więc praktyka uważności staje się dla nich czymś normalnym.
-
Głównym sposobem nauczania jest przykład. Jeśli chodzi o obserwowanie mnie podczas medytacji… to główny sposób, w jaki ich uczę czegokolwiek. Przez swój przykład. Przez to, jak jestem w świecie. Jeśli chcę nauczyć ich nie walczyć, muszę być spokojny. Jeśli chcę nauczyć ich bycia dobrymi ludźmi, muszę być pełen współczucia, uprzejmości i miłości. Jeśli chcę nauczyć ich nie spędzać czasu na urządzeniach, muszę robić to samo. Jeśli chcę, by byli aktywni, jedli zdrowo, czytali, medytowali… to zaczyna się ode mnie. I rozmawianie z nimi o tym, co robię, dlaczego i czego się uczę oraz jak to robię. Uczą się prawie wszystkiego od tego, co robią ludzie wokół nich.
-
Nie udawaj, że wiesz wszystko. Choć staram się robić, co w mojej mocy, muszę być skromny i przyznać, że nie wiem wszystkiego. W rzeczywistości, wiem bardzo mało. Nie mogę zawsze myśleć, że mam rację, ani udawać, że mam wszystkie odpowiedzi, nawet jeśli jestem tatą. Może moje dzieci wiedzą coś, czego nie wiem. Może możemy się uczyć razem… ale to zaczyna się ode mnie mówiącego: „Nie jestem pewien, sprawdźmy to!” To podejście do niewiedzy to miejsce, gdzie zaczyna się nauka, przestrzeń, którą możemy eksplorować razem, przestrzeń, w której stajemy się otwarci na siebie. Wielu rodziców (i ludzi ogółem) podchodzi do ciebie z postawą, że wiedzą dokładnie, co robią, znają odpowiedzi. To nie pozostawia miejsca na nic innego. To fundamentalizm.
-
Przyznaj się, gdy się mylisz. Przeproś. Napraw to. W tym duchu, kiedy myślę, że mam rację i na niej nalegam… to często chwilę później okazuje się, że się myliłem. Zostałem tak pokornie poniżony tyle razy. To co nauczyłem się to… zamiast ciągle udawać, że mam rację, lepiej przyznać, że się mylę. Stać się pokornym. Naprawdę przeprosić, jeśli zrobiłem coś, co ich zraniło. I zrobić wszystko, co trzeba, by to naprawić.
-
Pozwól im zarabiać i płacić za rzeczy wcześnie. I naucz ich o długach. W naszym domu nie ma kieszonkowego. Kupujemy im podstawowe rzeczy, których potrzebują, ale jeśli chcą cokolwiek poza tym, muszą za to sami zapłacić. I zarobić pieniądze przez rzeczy wychodzące poza ich podstawowe obowiązki. Mogą robić dla nas rzeczy, pracować w mojej firmie, robić rzeczy lub świadczyć usługi dla innych, aby zarobić pieniądze. Uczy ich to również oszczędzania na cele. Rozmawiam z nimi także o niebezpieczeństwach wchodzenia w długi, wysokich kosztach zadłużenia na kartach kredytowych i kilku prostych prawdach finansowych, które poznałem.
-
Nie chron ich przed seksem, narkotykami i technologią. Niektórzy rodzice nie chcą, by ich dzieci słyszały cokolwiek o seksie lub narkotykach, i chronią je przed tym tak długo, jak to możliwe. To tylko sprawia, że seks (na przykład) staje się tematem tabu i daje dzieciom niezdrowe wrażenie, jak badź jest zły. Znalazłem to o wiele lepsze, by mówić o tym wprost, i gdybym miał wszystko zrobić od nowa, zacząłbym tę otwartą rozmowę znacznie wcześniej. Seks to nie jest coś, co powinno być zrobione brudnym lub zakazanym. To naturalna rzecz, którą robią wszyscy dorośli. Dzieci powinny odczuwać to w ten sposób od dorosłych i być przez rodziców przeprowadzone przez ten zagmatwany świat, zamiast musieć odkrywać to przez to, co słyszą od przyjaciół lub natrafiają w sieci. Myślę, że to samo dotyczy narkotyków. Kolejną rzeczą, przed którą niektórzy rodzice chronią swoje dzieci, jest technologia – żadnych urządzeń nigdy! Ale to oznacza, że dzieci nie uczą się zdrowego podejścia do technologii. Lepiej jest pomóc im nauczyć się radzenia sobie z tym wszystkim, zamiast nie ufać im.
-
To jest ok, by spędzać czas bez nich, i pozwalać im mieć czas z dala od ciebie. Uwielbiam spędzać czas z moimi dzieciakami. Ale to nie znaczy, że to zdrowe, by były ze mną każdą sekundę dnia. Czasami mogą bawić się same, podczas gdy moja żona i ja mamy czas dla siebie. Czasami mogą spędzić wieczór w domu, podczas gdy my idziemy na randkę (kiedy są wystarczająco duże). Innymi razy, możemy je zostawić z krewnym i wyjechać na wycieczkę sami, albo z przyjaciółmi. Uważam, że czas na samotność i czas z dala od rodziców to zdrowa rzecz dla dzieci. Daj im przestrzeń. Pozwól im nauczyć się radzenia sobie samodzielnie (znowu, kiedy to odpowiednie). Daj sobie przestrzeń, aby się odnowić lub znaleźć romans z partnerem, bez nich.
-
Rodzicielstwo nie kończy się, gdy osiągną dorosłość. Kiedyś żartowałem: „Jeśli doprowadzę moje dzieci do 18 lat żywe, osiągnąłem sukces jako rodzic!” Oczywiście, to absolutna bzdura. Dowiedziałem się, że rodzicielstwo jest dalekie od zakończenia, kiedy osiągną dorosłość. Cztery z naszych dzieci są teraz dorosłe, i to całkowicie nowa, wyzywająca faza rodzicielstwa dla nas. Staramy się nauczyć ich, jak robić dorosłe rzeczy, jak być finansowo samowystarczalnym, jak zdobyć wymarzone prace, które chcą, jak radzić sobie z rzeczami w związkach, i znacznie więcej. Uwielbiam to, ale to nie jest tak, że mogę się teraz po prostu wycofać.
-
Na końcu, będą tym, kim są. Nie masz wpływu na to, kim będą. Każde dziecko jest już w pełni ukształtowaną osobą, gdy jest młode. Oczywiście, nadal rosną każdego roku, ale ich osobowości, gdy są młode, w większości pozostają takie same, gdy dorastają. Nie kształtujemy tych dzieci, są już sobą. Wybiorą własne ścieżki, zdecydują, jakiego życia chcą, i będą rosnąć w kierunku, który wybiorą. Nie mam nad tym kontroli. Na końcu, to jest coś, co my rodzice musimy zaakceptować – naprawdę nie kontrolujemy naszych dzieci. Staramy się tylko nimi kierować, gdy możemy. I kochać ich za to, kim są.
Wciąż się uczę. Wciąż nie wiem, co robię. I mimo to, mam nadzieję, że niektóre z moich nauk pomogą kilku z was.
Uwielbiam być ojcem. To niesamowity przywilej i jedna z najgłębszych radości w moim życiu. Dziękuję dzieci i mamy.