Jak wielu z was wie, od pewnego czasu pasjonuję się minimalizmem, ale w miarę jak narastał trend w kierunku prostoty i minimalizmu, dał mi on do myślenia.
Trend minimalizmu zawierał pewne elementy, które pozostawiają u niektórych czytelników niesmak: elementy szumu i marketingu, elementy obsesji, elementy rywalizacji, skupienie na estetyce, skupienie na posiadaniu graniczące z obsesją.
Muszę przyznać, że jestem winny tych samych rzeczy co każdy inny, więc proszę nie traktować tego jako ataku na kogokolwiek. Jest to raczej spojrzenie w lustro i dokładne przyjrzenie się sobie.
To prawda, że gdy obsess over what (few) possessions we have, ma to na nas taki sam wpływ, jak gdybyśmy byli gromadzicielami. Publikuję moją listę 50 rzeczy nie po to, by obsesyjnie analizować każdy drobiazg w moim posiadaniu, ale jako sposób, by pokazać, że limity są czymś dobrym. I jako sposób, aby zainspirować innych, pokazując im, że jest to możliwe.
Ale mimo wszystko. Obsesja na punkcie posiadania jest niezdrowa i wymaga przemyślenia.
Minimalizm, w formie omawianej na blogach o minimalizmie i prostocie, może także stać się a game of one-upsmanship – pokazującymi, jak mało posiadamy (wszystko mieści się w plecaku!), jak daleko zaszliśmy (nie tylko zrezygnowałem z samochodu, ale także z domu i komputera!), jak fajne mamy ustawienia (mój pulpit ma mniej ikon niż twój). Robiłem to i jeśli inni pisarze są szczerzy, oni też to robili, nawet jeśli nie mieli takiego zamiaru.
Pozwólmy sobie odejść od tych obsesji związanych z perfekcyjnymi ustawieniami, z pokazywaniem prostych biurek, pulpitów, oprogramowania itp.
I to prowadzi mnie do minimalizmu przemyślanego na nowo: musimy odpuścić.
Odpuścić obsesje i przyjąć chwilę.
Odpuścić marketing i szum, i być zadowolonym.
Odpuścić rywalizację i konkurencję, i po prostu dzielić się i zachęcać.
Odpuścić kontrolę i przyjąć to, co przychodzi.
Odpuścić perfekcję i po prostu działać.
—
Niektóre z ostatnich postów na moim innym blogu, mnmlist, które mogą cię zainteresować: