ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Jak stałem się (prawie) wolny od Google w jeden dzień

Czy jesteśmy zbyt zależni od usług Google? Jak wiedzą stali czytelnicy, uwielbiam produkty Google i używam ich codziennie, ponieważ są one zdecydowanie najlepsze, jakie próbowałem w swoich kategoriach: wyszukiwarka Google, Gmail, przeglądarka Google Chrome, Google Reader, Google Calendar, Dokumenty Google, Picasa i inne.

Ale czy oddawanie wszystkich naszych danych i poleganie całkowicie na jednej korporacji jest niebezpieczne? Czy powinniśmy się martwić? Czy powinniśmy szukać alternatyw? Czy powinniśmy jak najszybciej przenieść nasze dane z Google?

Kolejną rzeczą, która mnie niepokoi, jest komercjalizacja każdej sfery naszego życia. Reklamy są już dostatecznie wszechobecne – w telewizji, w gazetach i magazynach, na blogach, na billboardach i w naszej poczcie. Ale jeśli są również w naszych emailach, kalendarzach, mapach, wyszukiwaniach i w zasadzie we wszystkim, co robimy każdego dnia, to nie ma od nich ucieczki. Nie jestem przekonany, że korzystanie z niesamowitego oprogramowania jest warte oddawania korporacji pełnego dostępu do mojego życia i mojej uwagi.

Zastanawiałem się nad tym przez jakiś czas. Nie mam odpowiedzi.

Jednak w zeszłym tygodniu postanowiłem przeprowadzić eksperyment: czy mogę stać się (prawie) wolny od Google? Jak trudne by to było? Jak bardzo polubiłbym alternatywy?

Zajęło mi to jeden dzień.

Oto jak to zrobiłem i jak to się sprawdziło do tej pory.

Po pierwsze, ogólne zasady

Pamiętajcie, że moimi głównymi powodami, dla których zdecydowałem się to zrobić, są: 1) nie chcę, aby wszystkie moje dane były w jednej korporacji i 2) nie chcę, żeby wszystko, co robię, było przesiąknięte reklamami.

Więc głównymi zasadami, które przyjąłem, szukając dobrych alternatyw, było znalezienie usług, które:

  1. nie są Google (niezależnie od tego, czy to korporacja, czy nie)

  2. są całkiem dobre do użytku

A w idealnym świecie te alternatywy byłyby również:

  1. darmowe, open-source, używające otwartych standardów

  2. wolne od reklam

  3. niekorporacyjne (małe firmy są OK)

  4. tak dobre lub lepsze niż usługi Google, które zastępują

Te ostatnie parę ideałów nie są konieczne, ale byłyby świetne. W większości przypadków nie udało mi się ich osiągnąć.

Wyszukiwarka Google

Wszechobecna aplikacja, bez której nie możemy żyć. Nie ma naprawdę dobrych alternatyw — jest wyszukiwarka Google, potem wszyscy inni. O Bing mówi się dużo, ale nie lubię zbytnio wyników, a Microsoft nie jest dla mnie lepszy niż Google. To samo z Yahoo.

Alternatywa, którą wybrałem: do tej pory jest to podział pomiędzy Clutsy, ixquick i Scroogle.

Słowo o Scroogle — faktycznie używa wyszukiwarki Google, ale tworzy pośrednika (Scroogle), który stoi między Twoim komputerem a serwerami Google. Google umieszcza swoje ciasteczka na komputerze Scroogle, a potem Scroogle je usuwa, a także usuwa wszelkie logi Twoich anonimowych wyszukiwań. Tak więc wyniki są tak dobre, jak w Google, ale bez reklam, bez śledzenia przez Google i 100 wyników na stronie (zamiast frustrujących 10 wyników, które ma Google).

Aktualizacja: Upewnij się, że odwiedzasz Scroogle.org, a nie Scroogle.com, które jest zupełnie inne i nieodpowiednie do pracy. Nadal wydaje się to oszukiwanie, więc próbowałem naprzemiennie Clutsy i ixquick. Oba są przyzwoite, nie najlepsze, ale czasem mają reklamy.

Przejście do tej pory: Ustawiłem każdy z nich jako domyślną wyszukiwarkę w przeglądarce na chwilę. Wszystkie działają dobrze, ale zauważyłem, że Scroogle częściej znajduje wyniki, których szukam.

Inne alternatywy, które sprawdziłem: Ask, Cuil, Wolfram Alpha.

Gmail

Absolutnie uwielbiam Gmail, więc rezygnacja z tego była tak trudna jak z rezygnacja z Wyszukiwarki Google. To zdecydowanie najlepszy program do poczty elektronicznej, kropka. A przetestowałem niemal wszystkie. Na szczęście jestem obecnie znacznie mniej zależny od emaili — głównie kwałk Internetu używam ich do komunikacji z rodziną i kilkoma partnerami biznesowymi.

Alternatywa, którą wybrałem: Fastmail. Nie jest tak ładna jak Gmail, ale jest szybka, bezpieczna i ma mnóstwo świetnych funkcji. Najważniejsze dla mnie jest to, że ma świetne filtry spamowe (tak jak Gmail) i skróty klawiaturowe. Jeśli zapłacisz nominalną opłatę (5 dolarów za rok, czyli mniej niż 10 centów tygodniowo), nie otrzymasz żadnych reklam.

Przejście do tej pory: Łatwo było to ustawić, a wszystkie przychodzące maile z Gmaila przekierowałem do Fastmail. W końcu usunę swój Gmail, ale na razie zostawię go. Lubię Fastmail prawie tak jak Gmail, zwłaszcza teraz, gdy ustawiłem kilka kluczowych folderów (jak Archiwum) i filtrów oraz nauczyłem się skrótów klawiaturowych. Kilka rzeczy, których naprawdę mi brakuje: Wysyłaj & Archiwizuj (w jednym przycisku lub skrócie), automatyczne dodawanie adresów email do książki adresowej (Fastmail to robi, ale trzeba potwierdzić za każdym razem) i wątki konwersacji.

Inne alternatywy, które wyglądają dobrze: Roundcube, Zenbe, i Sup (samodzielnie hostowany, ale podobny do Gmaila, ale dla geeków lubiących wiersz poleceń). Możliwe, że w końcu użyję Sup, gdy lepiej opanuję wiersz poleceń.

Google Chrome

W ostatnich miesiącach Chrome bez wątpienia był moją ulubioną przeglądarką, dzięki swojej prostocie, szybkości i pięknym funkcjom. Uwielbiam ją i nie mogę się bez niej obejść. Firefox, Safari, Camino, Opera wydają się przy niej niezgrabne.

Alternatywa, którą wybrałem: Chromium, open-source’owa wersja Chrome. To prawie oszukiwanie, bo to praktycznie ta sama przeglądarka. Ale po przełączeniu się na inne przeglądarki na chwilę, nie mogłem tego znieść, więc wybrałem Chromium. Jest open-source’owa, co jest świetne i nie śledzi Twoich danych, tak jak to robi Google.

Przejście do tej pory: absolutnie bezbolesne. Musiałem przenieść niektóre zakładki ze słowami kluczowymi, które skonfigurowałem dla Chrome, ale to zajęło kilka minut. W przeciwnym razie, to samo doświadczenie przeglądania, i równie stabilne.

Inne alternatywy: Firefox, Safari, Camino, Opera, oraz piękna Plainview.

Dokumenty Google

Przechowuję niemal wszystko w Dokumentach Google (i w Dropbox, dla plików tekstowych, które tworzę na komputerze). To absolutnie świetne do udostępniania dokumentów. Nie używałem Microsoft Office od lat.

Alternatywa, którą wybrałem: Zoho, internetowy pakiet dokumentów i produktywności, właściwie bardziej kompletny niż Dokumenty Google. Próbowałem go w 2007 roku, ale doszedłem do wniosku, że Dokumenty Google (lub Writely, zanim to) były lepsze. To się nie zmieniło, ale Zoho jest przyzwoitym drugim wyborem.

Przejście do tej pory: Migracja jest dość bezbolesna. Można założyć darmowe konto i nawet zaimportować swoje Dokumenty Google (przez źle oznaczony przycisk „Upload”), choć tylko 5 Dokumentów Google naraz. Zoho działa dokładnie tak, jak byś się spodziewał, choć nie jest tak dobre ani szybkie jak Dokumenty Google. Nadal dobra alternatywa, choć chciałbym, żeby istniała open-source’owa alternatywa, która działałaby równie dobrze.

Inne alternatywy: Etherpad wygląda świetnie, ale zostało KUPIONE PRZEZ GOOGLE! Teraz jest open-source, więc możesz to wypróbować bez Google na Typewith.me lub PiratePad. Podczas gdy są one świetne dla pojedynczych, wspólnych dokumentów, niestety nie jest to doskonałe zastąpienie dla Dokumentów Google w zarządzaniu dużą ilością dokumentów. Inne do sprawdzenia to drop.io, Feng Office, Peepel.

Google Reader

Zdecydowanie najlepszy czytnik RSS (do czytania blogów i wiadomości), Google Reader jest prosty, szybki i zawsze zsynchronizowany, niezależnie od tego, z jakiego komputera korzystasz. Z łatwością bije czytniki RSS na komputery stacjonarne, i próbowałem ich wszystkich.

Alternatywa, którą wybrałem: Vienna, open-source’owa aplikacja desktopowa dla Maca. Używałem NetNewsWire przez chwilę i lubiłem ją, ale potem zdałem sobie sprawę, że nie da się już synchronizować bez Google Readera, a skoro nie chcę przekazywać moich danych Google, musiałem z niej zrezygnować. Więc wypróbowałem Vienna, który nie ma synchronizacji, ale jest lepszy od NetNewsWire pod każdym innym względem. I jest open-source’owy i wolny od reklam, co jest wspaniałe.

Przejście do tej pory: Ponieważ Vienna nie synchronizuje się (przynajmniej tego nie wymyśliłem), po prostu czytam na moim MacBooku Air, co jest absolutnie w porządku. Oznacza to, że mój iMac jest teraz tylko do pracy, a nie do czytania, co jest właściwie świetne dla mojej produktywności i skupienia. Wyeksportowałem moje subskrypcje z Google Reader i zaimportowałem je do Vienna, co zajęło około 30 sekund, a czytanie w Vienna jest świetne.

Inne alternatywy: czytniki online takie jak Netvibes, Pageflakes, i Bloglines, czytniki desktopowe takie jak Netnewswire, FeedDemon, RSS Owl, Thunderbird (nie jest świetnym czytnikiem RSS według mnie), lub samodzielnie hostowane wersje takie jak Gobble RSS lub Fever, lub wtyczki do przeglądarek takie jak Sage.

Google Calendar

Zdecydowanie mój ulubiony kalendarz ever, używałem Gcal przez prawie cztery lata i uwielbiam go. Tak dużo lepszy niż iCal czy Outlook, jest prosty i szybki, i dostępny wszędzie.

Alternatywa, którą wybrałem: 30 Boxes, kolejny dobry kalendarz online, który mogę udostępniać żonie i uzyskiwać dostęp z różnych komputerów. Próbowałem tego kilka lat temu, ale bardziej podobał mi się Gcal – wciąż go lubię, ale są one dość sobie równe.

Przejście do tej pory: Prawdopodobnie mogłem znaleźć łatwiejszy sposób na eksportowanie wydarzeń z Gcal i importowanie ich do 30 Boxes, ale testowałem 30 Boxes i zacząłem wprowadzać wydarzenia ręcznie. Jest to dość szybkie i bezbolesne, więc skończyło się na tym, że wprowadziłem wszystkie moje wydarzenia ręcznie. Zajęło to około 20-30 minut. 30 Boxes działa praktycznie tak, jak byś się tego spodziewał, i jak dotąd nie miałem żadnych problemów.

Inne alternatywy do wypróbowania: Monket (open-source, samodzielnie hostowany), aplikacje desktopowe jak iCal lub Sunbird (open-source), lub pakiety online takie jak Zimbra lub Feng Office.

Picasa

Świetne oprogramowanie do zarządzania zdjęciami, które jest zintegrowane na moim komputerze i online. Sprawia, że synchronizacja zdjęć jest bezproblemowa i działa lepiej, niż by się oczekiwać, jeśli jesteś przyzwyczajony do bardziej niezgrabnych alternatyw, takich jak iPhoto.

Alternatywa, którą wybrałem: SmugMug, piękna aplikacja do zdjęć online, ale nie jest tania (jeśli się zapiszesz, użyj mojego kodu kuponu, aby zaoszczędzić 5 USD: TlepT5Lpv1XmQ).

Przejście do tej pory: Szczerze mówiąc, nie zakończyłem jeszcze w pełni tego przejścia, ponieważ mam tysiące zdjęć w Picasa i nie miałem czasu na przeniesienie ich wszystkich do SmugMug. Przesłałem kilka zdjęć, które mam w iPhoto, używając darmowej wtyczki, i działa całkiem dobrze, ale przeniesienie wszystkich zdjęć zajmie trochę czasu. SmugMug to miła usługa, chociaż, znowu, nie jest tania.

Inne alternatywy: Flickr (które jest dobre, ale nigdy nie byłem fanem), iPhoto, kilku innych, których nawet nie chciałem sprawdzać.

Jeszcze nie całkowicie wolny od Google

Są rzeczy, których jeszcze nie zrobiłem, ale planuję zrobić w przyszłości, aby całkowicie pozbyć się Google:

  • migrować wszystkie zdjęcia i inne dane z usług Google

  • wyłączyć Gmail, gdy moi główni kontakty poznają mój nowy adres

  • przenieść się z usługi subskrypcji bloga Feedburnera (właściwie zapomniałem o tym do teraz)

  • przestać używać drobnych usług (niezbyt ważnych dla mnie, ponieważ ledwo z nich korzystam), takich jak Google Maps – jeszcze nie zbadałem alternatyw dla tych usług

Mogą być inne, o których zapomniałem, więc to zajmie trochę więcej czasu niż jeden dzień. Ale w jeden dzień udało mi się przejść od głównych usług Google, które używałem od lat, do dobrych alternatyw.

Wnioski

Ogólnie rzecz biorąc, wcale nie tęsknię za usługami Google. Naprawdę myślałem, że zmiana będzie trudniejsza, ale była szybka, dość łatwa i bez problemów.

Usługi, z których korzystam, są prawie tak dobre, a kiedy się do nich przyzwyczaisz, nie czujesz, że dokonujesz poświęcenia.

Muszę być jasny: nie nienawidzę Google, ani nie uważam ich za złe. Tworzą świetne rzeczy, a ogólnie byli bardziej wspierający dla otwartych standardów i open source, niż inne korporacje jak Microsoft czy Apple. Ale nie jest mądre wkładać wszystko, co masz, w jedną korporację, ani nie lubię komercjalizowania całego mojego życia. To był czas na zmianę.

Również wierzę, że jeśli dasz komuś władzę, to w końcu ją nadużyje. To tylko kwestia czasu. Ile władzy powinniśmy dać jednej korporacji?

Nie wiem, czy pozostanę (prawie) wolny od Google, czy w końcu wrócę do Gmaila lub jednej z innych usług. Ale wiem, że lubię korzystać z wielu usług — umieszczając swoje jaja w różnych koszykach — i lubię mieć mniej reklam w swoim życiu. I wiem również, że można wydostać się z uścisku Google.

Aktualizacja: To był tymczasowy eksperyment, który trwał około 6 miesięcy. Już nie jestem wolny od Google. Przepraszam!

Post inspirowany przez Freemor.