Przez ostatnie kilkanaście lat prowadziłem (stosunkowo) proste życie. Czasami jego złożoność się zwiększa, a ja odnawiam swoje zobowiązanie do życia w prostocie.
Życie w prostocie polega na redukowaniu, aby mieć przestrzeń do oddychania. Chodzi o robienie mniej, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że posiadanie więcej i robienie więcej nie prowadzi do szczęścia. Chodzi o znajdowanie radości w prostych rzeczach, bycie zadowolonym z samotności, ciszy, kontemplacji i smakowania chwili.
Nauczyłem się kilku kluczowych lekcji o życiu w prostocie i chciałbym się nimi z Wami podzielić.
-
Tworzymy własne trudności. Cały stres, wszystkie frustracje i rozczarowania, cała bieganina i pośpiech… tworzymy je przez przywiązania w naszych głowach. Pozbywając się ich, możemy się zrelaksować i żyć prościej.
-
Uświadom sobie przywiązania, które prowadzą do bałaganu i złożoności. Na przykład, jeśli jesteś przywiązany do pamiątek, nie będziesz w stanie pozbyć się bałaganu. Jeśli jesteś przywiązany do życia w określony sposób, nie będziesz mógł wyrzucić wielu rzeczy. Jeśli jesteś przywiązany do robienia wielu rzeczy i ciągłego komunikowania się z każdym, twoje życie będzie skomplikowane.
-
Rozproszenie, zajętość i ciągłe przełączanie to nawyki umysłowe. Nie potrzebujemy tych nawyków, ale tworzą się przez lata, bo dają nam komfort. Możemy żyć prościej, pozbywając się tych nawyków umysłowych. Jak wyglądałoby życie bez ciągłego przełączania, rozproszenia i zajętości?
-
Zajmuj się jedną rzeczą na raz, w trybie pełnoekranowym. Wyobraź sobie, że wszystko, co robisz – zadanie w pracy, odpowiadanie na e-mail lub wiadomość, mycie naczyń, czytanie artykułu – odbywa się w trybie pełnoekranowym, tak że nie robisz ani nie patrzysz na nic innego. Całkowicie angażujesz się w to zadanie i jesteś w pełni obecny podczas jego wykonywania. Jak wyglądałoby wtedy twoje życie? Z mojego doświadczenia wynika, że jest ono znacznie mniej stresujące, gdy pracujesz i żyjesz w ten sposób. Rzeczy zyskują pełną uwagę, a ty robisz je znacznie lepiej. I nawet możesz się nimi delektować.
-
Twórz przestrzeń między rzeczami. Dodawaj bufory do wszystkiego. Rób połowę tego, co sobie wyobrażasz, że możesz zrobić. Mamy tendencję do maksymalnego wypełniania dni. To staje się stresujące, bo zawsze niedoszacowujemy, ile czasu coś zajmie i zapominamy o codziennych obowiązkach, jak ubieranie się, mycie zębów czy przygotowywanie posiłków. Nigdy nie czujemy, że mamy wystarczająco dużo czasu, ponieważ próbujemy zrobić zbyt wiele. A jakby to było, gdybyśmy robili mniej? Jakby to było, gdybyśmy dawali więcej czasu na zrobienie rzeczy, abyśmy mogli zrobić je dobrze, z pełną uwagą? Jakby to było, gdybyśmy zrobili sobie kilka minut przerwy między zadaniami, aby delektować się zakończeniem ostatniego zadania, przestrzenią między rzeczami, byciem żywym?
-
Znajdź radość w kilku prostych rzeczach. Dla mnie są to pisanie, czytanie/uczenie się, chodzenie pieszo i inne aktywności fizyczne, jedzenie prostego jedzenia, medytacja, spędzanie wartościowego czasu z ludźmi, na których mi zależy. Większość tego nic nie kosztuje ani nie wymaga posiadania rzeczy (szczególnie jeśli korzystasz z biblioteki!). Nie mówię, że nie mam żadnych rzeczy ani że robię tylko te rzeczy. Ale na tyle, na ile pamiętam o prostych rzeczach, które kocham robić, moje życie staje się nagle prostsze. Gdy pamiętam, mogę odpuścić wszystko inne, na czym fiksuje się mój umysł, i po prostu znaleźć prostą radość z robienia prostych rzeczy.
-
Bądź jasny, czego chcesz, i mów częściej „nie”. Rzadko jesteśmy naprawdę pewni, czego chcemy. Kiedy widzimy zdjęcie czegoś fajnego, nagle możemy zapragnąć tego też i nasze życie skieruje się w nowym kierunku. To samo dzieje się, gdy czytamy o czymś fajnym czy oglądamy wideo o nowym miejscu czy hobby. Gdy ktoś zaprasza nas na coś fajnego, natychmiast chcemy powiedzieć „tak”, bo nasze umysły kochają mówić „tak” na wszystko, na wszystkie nowe błyskotki. Co by się stało, gdybyśmy byli krystalicznie jasno określeni, czego chcemy w życiu? Gdybyśmy wiedzieli, co chcemy stworzyć, jak chcemy żyć… moglibyśmy powiedzieć „tak” na te rzeczy, a „nie” na wszystko inne. Mówienie „nie” na więcej rzeczy uprościłoby nasze życie.
-
Ćwicz robienie niczego, w sposób wysublimowany. Jak często naprawdę nic nie robimy? Technicznie rzecz biorąc, zawsze „coś robimy”, ale wiesz, o co mi chodzi – po prostu siedzieć i nie robić nic. Nie musisz planować, czytać, oglądać czegoś ani wykonywać obowiązków czy jeść podczas nicnierobienia. Po prostu nic nie rób. Nie osiągaj niczego, nie troszcz się o nic. Zaczynasz zauważać nawyk umysłu dążący do zrobienia czegoś – prawie swędzi, by coś zrobić. To ujawnia nasze mentalne nawyki, co jest dobre. Jednak pozostawaj w tym stanie nicnierobienia. Po prostu siedź przez jakiś czas, opierając się pokusie, by coś robić. Po pewnej praktyce możesz stać się mistrzem w robieniu niczego. A to prowadzi do mentalnego nawyku zadowolenia, wdzięczności bez narzekania.
Oczywiście, to nie są wszystkie lekcje, które będą potrzebne do życia w prostocie. Ale najlepsze są te, które odkryjesz sam. Wypróbuj te i zobacz, co się stanie – myślę, że odkryjesz coś pięknego o sobie i o życiu.
Najlepsza prostota to ta, która odsłania surowe piękno, radość i serce życia takim, jakim jest.