Ostatnio zacząłem zadawać sobie pytanie:
Co by było, gdyby ta chwila była już doskonała, zawierając wszystko, czego potrzebuję do szczęścia?
To pytanie ma transformującą moc.
Kiedy jestem czymś zdenerwowany, zmieniam perspektywę i uświadamiam sobie, że podchodzę do sprawy małostkowo. Patrząc na całą sytuację, dostrzegam, ile mam powodów do wdzięczności.
Gdy jestem na kogoś zły, potrafię zobaczyć, że ta osoba jest w rzeczywistości wspaniała i powinienem być wdzięczny za jej obecność w moim życiu.
Będąc niezadowolonym z jakiejś sytuacji, mogę dostrzec, jak wiele naprawdę posiadam, ile mam szczęścia i jak cudownie jest żyć.
Nawet w chwilach, które nie są frustrujące, potrafię zobaczyć, jakim darem jest teraźniejszość, i zatrzymać się, aby naprawdę docenić wszystko, co się z nią wiąże. A potem w pełni ją wykorzystać.
Czy możliwe, że ten moment jest idealną mieszanką wszystkiego, czego potrzebujesz do szczęścia?