ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Jak Radzę Sobie z Dużym Projektem Pisarskim

Pisanie czegoś dużego to jedna z rzeczy, na których ludzie najczęściej odkładają sprawy na później.

Nie ma znaczenia, jaki to może być projekt pisarski: pisanie powieści, książki non-fiction, długiego artykułu, pracy dyplomowej, kilku stron dla strony internetowej. Niezależnie od tego, co to jest, pisarz znajdzie sposób, aby odkładać na później.

Zaliczam się do tych szczęśliwych prokrastynatorów. Ale w ciągu ostatnich 7 lat udało mi się napisać kilka tysięcy postów na blogu, książkę w drukowanej formie, około 10 ebooków i liczne kursy online, nie wspominając o kilku próbach powieści liczących w sumie 200 tys. słów. Odkryłem parę rzeczy, które działają.

Aby pomóc moim kolegom prokrastynatorom-pisarzom, pomyślałem, że podzielę się, jak poradziłem sobie z ebookiem, którego postanowiłem napisać w zeszłym tygodniu o Letting Go (wydam go za darmo w przyszłym tygodniu na moje urodziny, jako prezent dla was).

Napisałem książkę w dwa dni w zeszłym tygodniu i zredagowałem ją w inny dzień w tym tygodniu.

Oto, co zrobiłem.

Najpierw zdefiniowałem i przemyślałem mój problem. Pracowałem nad procesem leting go, który faktycznie pomaga z prawie każdym problemem, jeśli jesteś gotów to zrobić. To właśnie chciałem się z wami podzielić, aby pomóc wam w trudnościach w waszym życiu, małych i dużych. Wyobrażałem sobie mojego typowego czytelnika i jak może wyglądać jego życie. Prowadziłem przez typowy dzień, od pobudki, pracy, przez kontakty społeczne i obowiązki. Jakie problemy może napotkać ktoś taki?

Starałem się wizualizować, jak radziłbym sobie z tymi problemami, używając metody letting go, która działa na mnie. Jakie kroki bym podjął? Jakie wątpliwości i obawy miałbym co do procesu? Co by mnie powstrzymało przed jego realizacją? Co byłoby pomocne wiedzieć?

Następnie zacząłem spisywać notatki. Po wizualizacji tego wszystkiego, miałem kilka pomysłów. Nieuporządkowanych, po prostu losowych rzeczy. Więc notowałem je na papierze, w notatniku oraz w dokumencie tekstowym. Bez porządku, po prostu zapisywałem. Później mogę to zorganizować.

Myślałem o tym wszystkim przez kilka dni. Pod prysznicem, podczas spacerów, medytacji, ćwiczeń, podczas jedzenia. To była najważniejsza rzecz w mojej głowie, a gdy myślałem o pomysłach i problemach, notowałem je.

Wielki krok: zaangażowałem się. Powiedziałem projektantowi ebooków, że będę miał dla niego rękopis do środy, aby miał wystarczająco dużo czasu, aby go ukończyć do końca miesiąca. W mojej głowie byłem teraz w pełni zaangażowany, zamiast tylko o tym myśleć. To ogromny krok, jeden z najważniejszych. Trzeba uważać, jak nasz umysł próbuje wycofać się z zaangażowania, i nie pozwolić mu na to.

Gdy byłem zaangażowany, przeznaczyłem duże bloki czasu na pracę nad książką. Wiedziałem, że nigdy tego nie skończę, jeśli nie znajdę na to czasu, więc odwołałem spotkania, powiedziałem nie na inne, wykonałem mnóstwo pracy, aby mój harmonogram był wolny. Zaznaczyłem bloki na pisanie w swoim kalendarzu.

Następnie podzieliłem pisanie na części. Nie da się napisać 10 000 słów naraz. Możesz napisać je tylko jedno po drugim, jedno zdanie po drugim, jeden akapit po drugim. A mimo to nasze umysły myślą o pracy jako jednej wielkiej rzeczy, jednej przerażającej rzeczy, i dlatego odkładamy ją na później. Pisanie jednego akapitu nie jest trudne, ale pisanie książki wydaje się przerażające. Więc staram się nie myśleć o całym projekcie — nie ma dla mnie sposobu, aby faktycznie poradzić sobie z projektem. Krótki rozdział, lub sekcja tego rozdziału — mogę to zrobić w jednym małym fragmencie pracy.

Zdecydowałem się utrzymać rozdziały bardzo krótkie (są one bardziej czytelne w ten sposób) i pracować nad jednym krótkim rozdziałem na raz. Nie myśleć o całości, tylko o jednym zadaniu przed sobą. Coś wykonalnego, nie przerażającego. To wydaje się oczywiste, ale bylibyście zaskoczeni, jak często odkładamy coś na później, ponieważ myślimy o całym projekcie.

Następnie prokrastynowałem. Nie jestem odporny na prokrastynację. To zdarza się mi, nieuchronnie. Odkładałem pisanie, wykonując inne, bardziej komfortowe zadania. Ale tym razem (i wiele razy wcześniej) znalazłem kilka rzeczy, które działały:

  • Powiedziałem przyjacielowi, że prokrastynuję, i zobowiązałem się do pracy nad książką. Później napisałem mu wiadomość, gdy skutecznie pisałem książkę, i to było wspaniałe uczucie.

  • Przypominałem sobie, dlaczego to piszę. Nie dla własnej chwały, ale by pomagać ludziom. Wyobrażałem sobie ludzi, którym staram się pomóc, i wizualizowałem ich ból, czułem go w piersi. Czułem złość, frustrację, smutek, żal. Wiedziałem, że to coś, z czym chciałbym pomóc, jeśli to możliwe. I to było moją intencją w pisaniu: by pomóc ludziom w bólu. I to jest ogromny motywator.

  • Przeanalizowałem swoje lęki. Moje lęki dotyczyły porażki, niedokończenia książki, niewykonania jej dobrze, niechęci ludzi do niej. Wszystkie te lęki były zakorzenione w ideałach, fantazjach. To jest proces, o którym faktycznie pisałem w książce, więc zastosowałem go na sobie i to zadziałało. Pozwoliłem odejść ideałom i pracowałem bez oczekiwań, starając się być w chwili, kiedy pisałem, wdzięczny za ten moment.

  • Obserwowałem, jak mój umysł próbuje uciec. Strach wciąż się pojawiał — strach przed dyskomfortem, przed robieniem czegoś trudnego. Mój umysł chciał sprawdzić media społecznościowe, Hacker News lub blogi, które lubię czytać. Widziałem, jak mój umysł próbuje uciekać, ale nie pozwoliłem mu na to. Zostałem z pisaniem.

Gdy już zaczynałem, było znacznie łatwiej. Musiałem tylko napisać jedno zdanie. Tylko tyle. To jest bardzo łatwe. Więc to zrobiłem, a kiedy to zrobiłem, drugie zdanie było niesamowicie łatwiejsze. Potem trzecie, nawet łatwiejsze. Zaczął się pierwszy rozdział, potem inne rozdziały przychodziły jeden po drugim.

Pracowałem w małych kawałkach, robiłem przerwy, pracowałem znowu. Siadałem do pisania i pisałem przez 10-15 minut. Może trochę dłużej, jeśli byłem w transie. Potem wstawałem, rozciągałem się, pijąc wodę, może sprzątałem lub zajmowałem się innymi domowymi zadaniami. To pozwalało mojemu umysłowi na przerwę. Powodowało krążenie krwi, co jest dobre dla mózgu. Potem znowu siadałem do pisania. Powtarzałem to raz za razem.

Pracowałem około pięciu godzin tego pierwszego dnia, gdy już zacząłem, potem 3-4 godziny następnego dnia i napisałem 10 000 słów w tym czasie.

To było niesamowite.

Wysłałem szkic do kilku przyjaciół. Poprosiłem ich, żeby go przeczytali, jeśli mają czas, i jeśli mają jakieś sugestie lub znajdą jakieś błędy, żeby dali mi znać. Jeśli wyślesz go do 10 przyjaciół, około 3-4 wróci z uwagami. To dobra liczba.

Poświęciłem dzień na edycję i poprawki oraz napisałem nowy rozdział na podstawie sugestii jednego przyjaciela. Zwykle odkładam edytowanie, ale miałem termin do środy, co zmotywowało mnie do działania. Edytowałem, poprawiałem, edytowałem.

I wysłałem rękopis, triumfalnie, do mojego projektanta ebooków.

Nie mogę się doczekać, aby się nim z wami wszystkimi podzielić w przyszłym tygodniu.