Zawsze gdy wprowadzamy nową zmianę w naszym życiu – czy to zaczynając nową pracę lub biznes, czy zmieniając stary nawyk – opowiadamy sobie o tym pewną historię.
Jesteśmy bohaterami naszej opowieści. Niestety, zazwyczaj nie jest to zbyt dobra historia – przedstawia bohatera, który nie wierzy, że może tego dokonać, chce się poddać i wybiera łatwiejszą drogę.
Wyobraźcie sobie, gdyby wielkie historie wszech czasów przebiegały według schematu naszych opowieści:
-
Harry Potter nie walczy z Voldemortem, bo to zbyt trudne, a on po prostu chce grać i przesiadywać na Reddicie.
-
Odyseusz postanawia nie wracać do domu, bo zna siebie – po prostu się podda, a zresztą, czy nie jest zbyt silny ten syreni śpiew Facebooka/Instagrama?
-
Don Kichot nigdy nie wyrusza w przygodę na swoim odważnym rumaku Rosynancie, bo nie wierzy, że może tego dokonać, i zamiast tego zostaje w domu z książkami o romansach.
-
Frodo wraca do Shire, bo uważa, że nie ma wystarczającej dyscypliny, by w czymkolwiek wytrwać zbyt długo.
To byłyby okropne historie, prawda? Kto by kibicował takim bohaterom?
Opowieść, którą sobie snujemy, biegnie podobnym torem. Jest inna dla każdego z nas, ale jeśli nie odnosimy w czymś sukcesu, to najprawdopodobniej dlatego, że opowiadamy sobie złą historię.
Spróbuj teraz: pomyśl o zmianie nawyku, którą próbujesz wprowadzić lub którą próbowałeś, ale nie udało ci się w niedawnej przeszłości. Może to być ćwiczenie, medytacja, pisanie, pokonanie prokrastynacji itd. Teraz pomyśl, jaką opowieść snułeś o sobie. Jaki obraz widziałeś w swojej głowie na swój temat? Czy był to odważny bohater triumfujący nad wszystkim, nigdy niezrażony siłami mobilizowanymi przeciwko niemu przez zimny, surowy wszechświat? A może była to zwykła postać, która prawdopodobnie poddałaby się pączkom i Netflixowi, gdyby sytuacja stała się trudna?
Może nie słyszysz opowieści, którą sobie snujesz. Zamiast tego spróbuj wyczuć, jakie uczucie jest w twoim sercu, gdy myślisz o sobie pokonującym tę nową zmianę nawyku lub życiową zmianę. Czy jest ono pełne wątpliwości, niepokoju, strachu, przerażenia? Czy może pełne radości, triumfu, głębokiej troski? Pieśń, którą śpiewasz sobie samemu (niezauważona przez ciebie) jest tym dźwiękiem, tą nutą, którą czujesz w swoich strunach serca.
Przegrywamy przez tę opowieść. Stoi ona na naszej drodze bardziej niż samo wyzwanie, z którym się zmagamy. Kiedy rzeczy stają się trudne lub niewygodne, mówimy sobie: to OK, żeby się poddać, to nie ma znaczenia, zrobimy to następnym razem, nie jesteśmy wystarczająco zdyscyplinowani, nie nadajemy się do tego, nie damy rady, to zbyt trudne, fajnie byłoby odpocząć, życie jest zbyt krótkie, żeby się zmagać, zasługujemy na nagrodę, tylko tym razem nie będzie to miało znaczenia, na pewno się nie uda, lepiej przegrać po cichu, teraz po prostu nie mamy ochoty, nie myślmy o tym, hej, wiewiórka!
Co więc możemy zrobić, jeśli nasza opowieść działa przeciwko nam?
Zmień tę cholerną opowieść. Stwórz pieśń, w której jesteś epickim bohaterem swoich marzeń. Śpiewaj tę pieśń codziennie i bądź z niej dumny. Dąż do tego marzenia, walcz z siłami rozproszenia i znużenia, własnymi wątpliwościami, powstań, aby być swoim najlepszym ja. Jesteś autorem swojej opowieści, kompozytorem swojej pieśni, a każda chwila to szansa, aby ją przepisać, nowy szkic gotowy do przekształcenia w coś lepszego.
Albo porzuć tę opowieść. Zobacz, że bez opowieści mówiącej ci, że nie możesz lub nie powinieneś czegoś zrobić… istnieje tylko fizyczna rzeczywistość wokół ciebie, nie ma przegranego ani bohatera. Tylko ty i ta chwila, a to jest dobra chwila, a bez rozpraszania przez opowieść masz wspaniałą podstawową dobroć i miłość w swoim sercu. To wszystko, czego potrzebujesz: po prostu weź tę miłość w sercu i bądź szczęśliwy, i rób rzeczy, które są pełne współczucia dla siebie. Zmagania, z którymi walczyłeś, mogą zniknąć, jeśli je rozluźnisz i zwrócisz się ku dobroci tej chwili, i podejmiesz pełen miłości krok.