ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Zamknięty świat: Życie bez Facebooka

Zrezygnowałem z Facebooka, ponieważ chciałem żyć świadomie.

Siedemnaście miesięcy temu usunąłem swoje konto na Facebooku — nie tylko dezaktywowałem, ale całkowicie usunąłem — i poczułem ogromną ulgę.

Nie musiałem już sprawdzać aktualności, radzić sobie z zaproszeniami do znajomych (czy to ktoś, kogo posty chcę widzieć w swoim życiu? czy chcę, aby widzieli moje?), publikować wszystkiego, co dzieje się w moim życiu, być zniesmaczonym nieodpowiednim dzieleniem się informacjami, słuchać tych, którzy chcą promować swoje najnowsze biznesy lub zainteresowania, przejmować się tym, w jaką grę Farmville ktoś gra, patrzeć, co inni jedzą na lunch czy na jakie imprezy idą, oglądać „śmieszne” zdjęcia, martwić się, czy ludzie lubią moje posty lub zdjęcia… i tak dalej.

To nie jest umniejszanie tego, co robią inni, lecz refleksja nad hałasem, który narasta, gdy zanurzamy się po szyję w sieci społecznościowej.

Gospodarka

Życie w świecie bez Facebooka to ciekawe doświadczenie. Z pewnością nie jestem sam — inni też zrezygnowali, a niektórzy nigdy się nie przyłączyli.

Nie jestem już tak na bieżąco z tym, co robią członkowie rodziny mieszkający pół świata dalej — słyszę o najważniejszych rzeczach przez e-mail lub telefon, ale te małe, interesujące szczegóły przepadają. Jednak wraz z nimi znikają też informacje, które mnie nie interesują, a z mojego doświadczenia wynika, że w przypadku Facebooka szum przewyższa wartościowe treści w stosunku około 10 do 1.

Mój dzień jest teraz spokojniejszy. Skupiam się na bardziej refleksyjnych rzeczach. Wciąż dzielę się treściami na Twitterze i Google+, ale tylko okazjonalnie i nie sprawdzam ich częściej niż raz dziennie. Zamiast tego piszę. Czytam dłuższe artykuły dziennikarskie lub powieści. Spaceruję i ćwiczę. Bawię się z dziećmi i spędzam czas z żoną. Uczę się nowych rzeczy.

Wciąż potrafię wyrażać siebie, nawet bez Facebooka, Instagrama, Pinteresta czy WhatsAppa (do których nigdy nie dołączyłem). Wyrażam siebie na tym blogu i przez okazjonalne artykuły na home-brewed site, które koduję i hostuję samodzielnie. Hosting własnej strony nie jest trudny, ale dla tych, którzy nie chcą nauczyć się kilku podstaw technicznych, istnieje wiele darmowych, hostowanych platform blogowych do wyrażania siebie.

Wciąż potrafię współpracować z innymi: mam kilku kolegów, z którymi wymieniam się mailami, prosząc o rady i z którymi regularnie współpracuję (zwykle używamy narzędzi współpracy takich jak Google Docs). Spotykam się z ludźmi przez Skype lub hangouty G+. Nie jestem całkowicie sam bez intensywnego korzystania z sieci społecznościowej — używam po prostu innych narzędzi do współpracy i wyrażania siebie.

Samotność

Jesteśmy istotami społecznymi, więc naturalne jest, że chcemy się socjalizować online. Ale to powierzchowne socjalizowanie się, z komentarzem tu i tam, „lajkiem”, może wiadomością czy dwiema do tych, z którymi jesteśmy blisko. Brakuje temu bogactwa rozmowy przy herbacie w cztery oczy, wspólnego treningu czy spaceru w parku.

Socjalizujemy się, ale czy boimy się być sami?

Czy jest coś przerażającego w Moje 10 Niezbędnych Nawyków Emailowych? Czy nudzimy się na śmierć bez sprawdzania Facebooka czy Twittera, Instagrama, Tumblra czy innych portali społecznościowych?

Czy możemy się odłączyć i stawić czoła strachowi przed byciem sam na sam ze sobą, bez rozpraszaczy, z niczym poza tym, co chcemy stworzyć?

Spróbuj przez jeden dzień: spędź go bez odwiedzania Facebooka czy jakichkolwiek innych portali społecznościowych, które regularnie przeglądasz. Jeden dzień bez e-maili czy wiadomości tekstowych. Odłącz się i po prostu twórz, zastanawiaj się, prowadź pamiętnik, szkicuj, przeprowadzaj burzę mózgów, spaceruj, siedź w samotności i medytuj, czytaj książkę.

Ta samotność może być przerażająca, ale z czasem możemy nauczyć się być swoim własnym towarzyszem, przekonać się, że nie ma lepszego towarzystwa. To cenna lekcja do przyswojenia.

Wnioski

Wybierając rezygnację z Facebooka, tracimy społecznościowe kontakty, informacje o tym, co dzieje się u naszych przyjaciół, rodziny i kolegów. Nie jesteśmy już zsynchronizowani z resztą świata. To oznacza, że jesteśmy zmuszeni podążać w rytm własnego bębna, wymyślać go na bieżąco, samodzielnie tworzyć rytm i sens naszego życia.

To trudne zadanie. O wiele łatwiej jest antylopie podążać za stadem, zmieniać kierunek, gdy reszta rodziny to robi, niż musieć stać się samotną, znaleźć swoją własną ścieżkę, bać się zjedzenia przez lwa. A jednak, jako antylopa, spędź trochę czasu w samotności i zobacz, co się stanie. Cisza ma tendencję do mówienia ci rzeczy: że hałas był niepotrzebny. Że inne antylopy też nie wiedzą, co robią. Że wszyscy biegniemy w stadzie, podążając bezmyślnie tam, gdzie zabiera nas stado, bez namysłu czy świadomego kierunku.

Warto nauczyć się stać na własnych nogach. Wspaniale jest wiedzieć, że można. To wielka siła, wiedzieć, że możesz odciąć swoje połączenie z innymi, choćby na dzień czy dwa, i odnaleźć swój własny głos, wytyczyć swój własny kierunek, słuchać swoich własnych pomysłów i własnych rad… i być w porządku.

Jak mówił motyw przewodni Cheers, robienie postępów w dzisiejszym świecie wymaga wszystkiego, co masz. Być może wymaga zbyt wiele i wolimy ulec znajomej wygodzie przeglądania sieci społecznościowych. Ale to wartościowy wysiłek, by dać z siebie wszystko i stworzyć swoją własną drogę. Ścieżka, którą kroczy się samemu, to ścieżka warta oddania swej duszy. Twoje stopy na mało przetartej ziemi, świeże powietrze dzikiej przyrody wokół ciebie i twój własny głos jako towarzystwo. To jest warte wszystkiego, co masz.

’Poszedłem do lasu, ponieważ chciałem żyć świadomie, stawić czoło tylko istotnym faktom życia i zobaczyć, czego mogę się nauczyć, a nie, kiedy umrę, odkryć, że nie żyłem.’ ~Henry David Thoreau