ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Sztuka Bycia Moim Ojcem

Mój tata urodził się w biedzie w małej nadmorskiej wiosce Agat na Guamie w 1952 roku. Jego mama zmarła, gdy był dzieckiem, i nigdy nie poznał swojego ojca.

Był wychowywany przez rodzinę swojego wuja w innej małej wiosce, Piti, po tym jak został oddzielony od swoich braci i sióstr.

Dorastał więc bez rodziców, cierpiąc z powodu faktu, że jego ojca nigdy przy nim nie było, dręczony bezsilnością, gdy jego rodzina została rozdzielona.

Ale pokonał biedę i problemy dzięki swojemu artystycznemu talentowi, inteligencji i pasji do życia. Zdobył dyplom ukończenia studiów, mimo że pochodził z rodziny, w której nikt wcześniej nie miał wykształcenia wyższego. Następnie uzyskał tytuł magistra sztuk pięknych na San Francisco State University i został profesorem sztuk pięknych na Uniwersytecie Guam.

Mój tata ciężko pracował, aby wydostać się z biedy, i uważam, że stał się wielkim artystą, najlepszym, jakiego Guam kiedykolwiek widział. Przedstawiał perspektywę wyspiarza z ojczyzny, która do dziś pozostaje skolonizowana, i zainspirował pokolenie młodych artystów.

Uczył przez 24 lata na UOG, wpływając na setki młodych ludzi, artystów, którzy sami stworzyli niesamowite rzeczy. Zawarł przyjaźnie z całą społecznością artystów na Guamie i miał wielu ukochanych przyjaciół.

Jose Babauta (zwykle znany jako „Joe”) był także ojcem siedmiorga dzieci – mnie i moich dwóch sióstr od naszej mamy, Shannon, oraz innej pięknej córki i trzech przystojnych synów od ich mamy, Doris. Uważał nas wszystkich za swoje najdoskonalsze dzieła jako artysta.

Był niedoskonałym ojcem, ale ja też taki jestem. Miewał chwile złości, ale znacznie więcej momentów radości, miłości, śmiechu, nieodpowiednich żartów i niekończących się kalamburów.

Mój tata dał nam poczucie humoru, które pomaga nam poradzić sobie z jego śmiercią. Dużo płakaliśmy przez ostatnie dwa tygodnie, ale również opowiadaliśmy wiele dowcipów, śmialiśmy się ze wspomnień o nim, wspominaliśmy z czułością czasy, gdy śpiewał nam przy akompaniamencie gitary i swoim łagodnym głosem, śmiejąc się znowu z zabawnych rzeczy, które robił.

Był człowiekiem niedoskonałym, ale pełnym pasji, filozofii, muzyki, a przede wszystkim człowiekiem, który kochał swoją rodzinę i swoją sztukę. Walczył z uzależnieniami i chorobami, z bólem po stracie matki i trudnym życiem rodzeństwa, z ogromnym bólem bycia porzuconym przez ojca. Walczył z tym wszystkim i kochałem go za to.

Zachorował podczas wizyty u nas w Kalifornii – była to jego pierwsza podróż tutaj z Guam od 25 lat. Jestem tak wdzięczny, że nas odwiedził, bawił się z wnukami, zobaczył kilkoro swoich braci i sióstr (było ich w sumie ośmioro) po raz pierwszy od lat. Jest mi bardzo przykro, że zachorował będąc tutaj, ale cieszę się, że go zobaczyłem, powiedziałem mu, że go kocham, i pokazałem mu trochę sztuki w San Francisco.

Jego choroba przeszła od zapalenia oskrzeli przez zapalenie płuc i wstrząs septyczny do całkowitej niewydolności wielu narządów. Przebywał w szpitalu ponad 10 dni, a jego choroba zgromadziła przy jego boku nie tylko całą siódemkę jego dzieci, ale też całą rodzinę ponad granicami stanów i oceanów. On by to uwielbiał.

Mój tata, Jose Babauta, zmarł ostatniej nocy w zbyt młodym wieku 62 lat. Jest głęboko kochany przez nas wszystkich – jego rodzeństwo, kuzynów, siostrzeńców i siostrzenice, jego dzieci (Leo, Kat, Ana, Tiara, Joe, Brandon, Austin), jego wnuki (Chloe, Justin, Samantha, Rain, Maia, Isabella, Lennon, Seth, Noelle, Caillie i jedno w drodze), jego niezliczonych przyjaciół.

Był niesamowitym artystą, kochającym tatą. I będzie nam go brakowało.