Ruszamy na naszą wielką przygodę. Moja żona Eva i ja sprzedaliśmy i rozdaliśmy wszystkie nasze rzeczy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, spakowaliśmy plecaki, zabraliśmy dzieci i opuszczamy Guam.
Obecnie jesteśmy w San Francisco i szukamy domu.
Przyjechaliśmy do Bay Area w zeszły wtorek, do zimnego, mglistego, wietrznego miasta. Dokładnie tego się spodziewaliśmy, ale zimno było trochę szokujące dla grupy mieszkańców wysp z Guam. Pierwszego dnia poszliśmy do miasta zmarznięci, w dżinsach, T-shirtach i bluzach. Natychmiast kupiliśmy cieplejsze ubrania, ale to wciąż było za mało.
Mimo to byliśmy podekscytowani pobytem w tym mieście i gotowi rozpocząć poszukiwania domu. Pierwszego dnia zobaczyliśmy siedem domów, wszystkie w okolicach Haight/Cole Valley, i zakochaliśmy się w tej dzielnicy. Od tego czasu obejrzeliśmy pięć innych świetnych dzielnic (Nob Hill, Mission, Castro, Duboce Triangle, Marina), ale żadna nie dorównuje pierwszej.
Chcemy czegoś naprawdę przyjaznego dla pieszych, niezbyt rozległego i mieszkalnego, ponieważ zrezygnowaliśmy z samochodów (na dobre, mamy nadzieję). Chcemy mieszkać w odległości kilku przecznic od komunikacji miejskiej – najlepiej pociągu – oraz restauracji, parków, kawiarni, księgarni, bibliotek, sklepów i innych miejsc.
W każdym razie znaleźliśmy kilka lokalizacji i staramy się o nie. Zobaczymy, jak to się potoczy – trzymajcie za nas kciuki!
Podzielę się kilkoma notatkami z naszego dotychczasowego pobytu tutaj:
-
Oglądaliśmy Paradę Równości (oficjalnie San Francisco Pride Parade) i było świetnie. Mieszkałem w San Francisco jako nastolatek, więc już to widziałem, ale dla Evy i dzieci było to nowe i bardzo interesujące doświadczenie. Trochę się znudziliśmy, kiedy przez długi czas maszerowali politycy, i odeszliśmy wcześniej, aby zwiedzać inne części miasta.
-
Jest tu niesamowita liczba dobrych małych restauracji z charakterem. Przypadły nam do gustu Herbivore, Squat & Gobble, Crepes on Cole i wiele innych, których nie mogę sobie teraz przypomnieć. Wydaje się, że jest setki takich, które jeszcze chcę wypróbować.
-
Mieszkamy u mojego kuzyna Dominika i jego żony Adeline oraz ich uroczej córki Cordelii w Alameda, które uważam za bardzo fajne miasteczko. Mamy widok na plażę i jest tu po prostu uroczo.
-
Spędziłem również kilka dni w Walnut Creek u cioci Erin, wujka Randy’ego i ich dwójki „dzieci”, które w rzeczywistości są już dorosłymi ludźmi. Ostatni raz, gdy ich widziałem, byli dziećmi. Świetnie się bawiliśmy, grając w koszykówkę, ping-ponga, piłkarzyki, Ryzyko i oglądając mecze baseballowe Giants (przegrali z Dodgers!) oraz mecze Mistrzostw Świata. To wspaniali ludzie.
-
Ostatnie dni przyniosły nam przepiękną pogodę. Absolutnie fantastyczną. W Walnut Creek temperatura przekroczyła 100 stopni, co podobno jest niezwykłe, ale w San Francisco było wspaniale.
-
Chodziliśmy pieszo lub korzystaliśmy z komunikacji miejskiej wszędzie. Od BART po AC Transit i Muni, wszystko jest czyste, szybkie i punktualne. Myślę, że nie będziemy mieć problemów z rezygnacją z samochodu. Uczymy się systemów, a gdy potrzebujemy tras lub rozkładów, wszystko jest dostępne w moim nowym telefonie z Androidem.
-
Telefon kupiłem głównie do rozmów i map, ale nie tweetuję, nie wysyłam e-maili, nie korzystam z Facebooka ani nie piszę SMS-ów zbyt często, gdy jesteśmy w mieście. Podczas gdy wszyscy inni wydają się lubić być zawsze online, ja wolę nie być połączony.
-
Przyzwyczaimy się do chłodnych dni. Właściwie kocham mgłę od czasu, gdy byłem nastolatkiem. Jest magiczna i nadaje miastu mistyczny klimat. To dla mnie miła odmiana po upalnej wilgotności, gdzie bieganie w południowym upale było niemożliwe.
-
Jednak tęsknię za Guam. Szczególnie za członkami rodziny. Na lotnisku w Guam o drugiej nad ranem, kiedy wyjeżdżaliśmy, rozegrała się rozdzierająca serca scena, gdy dziesiątki członków rodziny przyszły się z nami pożegnać. Myślę, że byli tam głównie dla naszych dzieci, ale pożegnali się także ze mną, bo akurat tam byłem. Było tyle łez, że można by nawodnić plony. Muszę przyznać, że płakałem w samolocie, myśląc o braku codziennego kontaktu z rodziną.
-
Zrobiliśmy rzecz typowo turystyczną i przeszliśmy przez Chinatown – główną ulicą Grant. To zabawne być turystą, mimo że miejscowi na całym świecie lekceważą turystów. Jeszcze nie byliśmy na Fisherman’s Wharf, ale możecie być pewni, że tam trafimy.
-
Wujek Randy zaopatrzył nas wszystkich w czapki Giants, więc zaczniemy wtapiać się w tłum miejscowych. Jako nastolatek codziennie nosiłem czapkę Giants, wyobrażając sobie, że jestem Willem Clarkiem, Kevinem Mitchellem, Jose Uribe lub Robby Thompsonem. Nienawidziłem wtedy A’s (szczególnie po tym, jak pokonali Giants w World Series w ’89), ale teraz ich uwielbiam. Nie mogę się doczekać, kiedy pójdę na mecze obu drużyn.
-
Znaleźliśmy wiele małych sklepików, które pokochaliśmy. Swankety Swank, w pobliżu Haight Street, jest idealny. Spotkaliśmy Yabette, która bierze dobrze wykonane używane meble z dobrego drewna i maluje na nich piękne wzory. Przemienia to, co niektórzy mogliby uznać za śmieci, w sztukę. Jest tam reprezentowanych ponad 20 innych lokalnych artystów i rzemieślników, od sztuki komiksowej przez T-shirty po ręcznie wykonane meble przez kolektyw rzemieślników.
-
Dzielnica Mission wydaje się bardzo żywa. Pełna kolorów pochodzących z murali na niemal każdej ulicy, wypełniona energią, świetnym jedzeniem, lekko szorstka. Marina jest nienaganna, ale Mission ma swoją ostrą stronę. Ja wolę tę ostrość, Eva woli bezpieczeństwo (przynajmniej jeśli chodzi o mieszkanie – chce, aby dzieci były bezpieczne, z jakiegoś powodu).
Mam jeszcze wiele do napisania, ale uzupełnię to później. Na razie wracam na ulice San Francisco. Jeśli mnie zobaczysz, przywitaj się.