Muszę przyznać, że jestem trochę fanem Google (oprócz tego, że jestem fanem Apple). Wiem, że to niezdrowe być tak dużym fanem produktów jakiejkolwiek firmy, ale po prostu uwielbiam ich oprogramowanie za jego prostotę i łatwość użytkowania.
Gmail ewoluował dzięki sprytnym, drobnym udoskonaleniom poczty elektronicznej, do których moim zdaniem żadna inna aplikacja pocztowa nawet się nie zbliża. Rozmowy w wątkach, archiwizacja i etykietowanie zamiast umieszczania w folderach, filtry i wyszukiwanie oraz widgety takie jak Zadania Gmail… mógłbym tak wymieniać cały dzień. Dziś ogłosili Send and Archive, co jest małą zmianą, ale jednocześnie tak sprytną i użyteczną.
Dokumenty i Arkusze Google pozwoliły mi umieścić wszystkie moje dokumenty online. I tak, wiem, że niektórzy martwią się o prywatność danych, ale osobiście nie sądzę, aby Google interesowało się tym, co przechowuję w moich dokumentach. Co więcej, gdyby z jakiegoś powodu inżynier Google zaglądał do moich plików (spośród miliardów gigabajtów danych, które przechowują – bardzo prawdopodobny scenariusz), to nie zatrzęsłoby to moim światem.
Kalendarz Google jest po prostu szybki i łatwo dostępny z każdego miejsca, bez żadnych problemów. Czytnik Google jest prosty i szybki. To samo dotyczy czatu w Gmailu.
Tak, jestem fanem Google i nie wstydzę się tego przyznać. Jeśli inna firma stworzy lepsze oprogramowanie, to się przesiądę.
Ale Google jeszcze nie osiągnęło wszystkiego. Każdego dnia robią postępy, ale mają jeszcze wiele do zrobienia.
Postanowiłem przedstawić im swoje sugestie dotyczące funkcji, na wypadek gdyby ktoś w Googlelandzie słuchał (a sądząc po ulepszeniach, jakie wprowadzają, myślę, że słuchają). Oto one, w przypadkowej kolejności:
-
Możliwość wysyłania e-maili przez Gmail przy użyciu interfejsu Google Quick Search (podobnie jak Quicksilver), bez konieczności otwierania Gmaila w przeglądarce.
-
Podobna możliwość wykorzystania interfejsu szybkiego wyszukiwania do tworzenia nowych dokumentów Google, szybkiego dodawania wydarzeń do Gcal, szybkiego dodawania pozycji do listy zadań w Gmailu oraz wysyłania tweetów na Twitterze.
-
Planowanie, kiedy e-mail ma być wysłany, zamiast konieczności natychmiastowego wysyłania.
-
Sortowanie skrzynki odbiorczej (lub innych wyników wyszukiwania czy etykiet) według nadawcy, wielkości plików w e-mailu, daty otrzymania itp.
-
Możliwość przekształcenia dokumentu Google w narzędzie do pisania w trybie pełnoekranowym, pozbawionym rozpraszaczy, takie jak WriteRoom (tak, wiem, że to bardziej zależy od przeglądarki, ale czy nie mogę marzyć?).
-
Możliwość informowania innych użytkowników Gmaila, że jestem zajęty i nie mogę przyjmować więcej e-maili, podobnie jak status w czacie Gmail, ale pojawiający się, gdy ktoś zamierza wysłać mi e-mail. Jeśli mimo mojego statusu „Nie przeszkadzać” zdecydują się wysłać do mnie e-mail, zostaną ostrzeżeni, że wiadomość prawdopodobnie nie zostanie przeczytana, zostanie zarchiwizowana i pokryta kurzem, i że będą musieli wysłać przypomnienie za kilka dni, bo całkowicie zapomnę odpisać.
-
Możliwość przypomnienia o odpowiedzi na e-mail, jeśli ktoś nie odpowiedział, a wiadomość została oznaczona jako wymagająca follow-upu. Również, jeśli włączysz automatyczny follow-up, automatycznie zostanie wysłany krótki, grzeczny e-mail. Może też po prostu odtwarzać małe kaszlnięcie w Gmailu drugiej osoby: „Ahem…”
-
Usługa odbierania telefonów. Powinna móc rozmawiać z dzwoniącym i brzmieć jak ja oraz przekazywać wszelkie istotne informacje do Gmaila. Jeśli dzwoniącym jest telemarketer, usługa Google powinna próbować coś mu sprzedać, na przykład my book, i być bardzo natrętna w tej kwestii. Nie przyjmuj odpowiedzi „nie”, Gphone!
-
Przycisk podobny do „Zgłoś spam”, gdy otrzymasz spamowy e-mail, z tym że mówiący „Spamuj z powrotem” – gdy go naciśniesz, spammer otrzymuje cały spam, jaki otrzymałeś w ciągu ostatnich 90 dni.
-
Jeszcze jeden podobny przycisk, który mówi „Zgłoś żart / łańcuszek”, aby za każdym razem, gdy ktoś wysyła Ci e-mail z żartem, e-mailem łańcuszkowym lub ckliwą przesłaną wiadomością, były one automatycznie filtrowane (jak spam). Rzeczywiste maile od tego samego nadawcy byłyby przepuszczane przez filtr. Dodatkowo można włączyć automatyczną odpowiedź do nadawcy łańcuszków / żartów / przekazanych e-maili, która informuje go, że naprawdę powinien dłużej się zastanowić przed przekazywaniem wiadomości do innych, ponieważ wypełnia to niepotrzebnie skrzynki odbiorcze, dowcipy o blondynkach nie były bardzo śmieszne już na początku, a nie, Bill Gates na pewno nie śledzi tego e-maila łańcuszkowego i nie da Ci miliona dolarów za jego przekazanie.
-
Automatyczne przetwarzanie całej twojej skrzynki odbiorczej w oparciu o rozpoznawanie tekstu: wysyłanie automatycznych odpowiedzi na podstawie Twoich poprzednich odpowiedzi, realizacja zadań na podstawie Twoich poprzednich działań, planowanie spotkań w twoim Gcal, archiwizacja wszystkiego, a potem robienie kawy. To może potrwać trochę zanim stanie się rzeczywistością, ale nie mogę się doczekać, aż Gcoffee będzie bardziej produktywna niż większość kaw.
-
Google Stalker: Kompiluje najbardziej inwazyjne informacje o osobie na podstawie rzeczy znalezionych w wynikach wyszukiwania Google dla jej imienia (takich jak bardzo osobiste wiadomości zamieszczone na Facebooku lub Twitterze), obrazów Google danej osoby i obrazów z poziomu ulicy z Google Earth jej domu. Google Restraining Orders byłby komplementarną usługą, która zapewnia, że Google Stalker pozostaje w bezpiecznej odległości od ciebie przez cały czas, za niewielką opłatą.
-
Automatyczne pisanie postów na blogu na podstawie poprzednich wpisów i tego, co ostatnio czytasz.
OK, trochę się rozpędziłem pod koniec. Przepraszam.
Chciałbym usłyszeć Twoje myśli/pomysły w komentarzach! Jeśli Twój komentarz to, że powinienem przestać być takim fanem, proszę przesłać go e-mailem na adres „[email protected]„. Dziękuję! 😉
Post napisany automatycznie przez autobloggera Google.