Dziś ja i moi synowie staliśmy na brzegu basenu w zimny dzień, wiedząc, że woda, do której mieliśmy zaraz skoczyć, jest lodowata.
To był 27. dzień mojego pierwszego Wyzwanie Podejmowania Trudnych Wyzwań… i baliśmy się zimnej wody.
Wiedzieliśmy, że będzie szokująco zimna, bo skakaliśmy do niej przez ostatnie 26 dni. Naprawdę nie chcieliśmy tego robić, ale byliśmy zaangażowani w ten proces.
I wtedy zaprosiłem siebie do zmiany nastawienia: czy mogę spojrzeć na ten moment z ciekawością?
Ten moment, który już osądziłem jako zły, to doświadczenie, które już zamknąłem w stałej ramce „absolutnie nie”… czy mogę zamiast tego odpuścić swoje ustalone przekonania i po prostu być ciekawym?
Jak wygląda ten moment, kiedy porzucę moje oceny, stałe poglądy i z góry przyjęte przekonania?
Staje się on dużo bardziej otwarty. Dużo bardziej wypełniony możliwościami.
Z tego miejsca możliwości… zastanawiałem się, czy jest coś, czym mógłbym się teraz delektować. Czy jest coś, z czego mogę się cieszyć, co mogę docenić, uznać za święte i piękne?
Znalazłem wiele do delektowania się: chłodne powietrze, intensywnie niebieskie niebo i nisko unoszące się miękkie chmury, cichą okolicę z samolotami przelatującymi nad nami i ptakami nawołującymi się nawzajem. Delektowałem się tym momentem wyzwania z moimi synami, dniem pełnym życia i możliwości wykonywania znaczącej pracy z innymi, dniem, w którym mam bliskich tutaj i w innych miejscach, o których bardzo się troszczę.
Znalazłem wiele do delektowania się i nagle stał się to moment wolności i miłości. Skoczyłem i odnalazłem boskość.