Jestem ogromnym zwolennikiem wykorzystywania wszystkiego, co można znaleźć, do ćwiczeń: podciągania się na drzewach, rzucania dużymi kamieniami, przewracania kłód lub dużych opon, skakania przez przeszkody, sprintów pod górę (zobacz Minimalistyczne Ćwiczenia, part 1 & part 2).
Jako rodzic i minimalista chciałbym podzielić się moim ostatecznym minimalistycznym sekretem treningowym: moje dzieci są moją siłownią.
Drodzy rodzice, jeśli jeszcze tego nie robicie, gorąco to polecam. Jak moje dzieci są moją siłownią? Zamiast wydawać setki (nawet tysiące) złotych rocznie na siłownię, używam moich dzieci, aby się wzmocnić.
Jak? Na wiele sposobów – oto kilka przykładów:
-
Noszę je na ramionach, gdy spacerujemy po mieście.
-
Ścigamy się do rogu, sprintując. Często pod górę.
-
Robię pompki z nimi na plecach.
-
Podnoszę je w powietrze – to jak podnoszenie ciężarów.
-
Pozwalam im zwisać ze mnie, gdy robię podciągania na drążku.
-
Wspinamy się i skaczemy na placu zabaw.
-
Gramy w piłkę nożną – sporo sprintów przy tym.
-
Skaczemy w oceanie. Świetne ćwiczenie.
-
Siłujemy się.
-
Wyzwaniem dla każdego z nas są przysiady na jednej nodze lub pompki na rękach (co oznacza dokładnie to, co sugeruje). Przeważnie nam się nie udaje, ale to świetna zabawa.
-
Robimy wypady pod górę.
-
Noszę je zawieszone na ramionach – jak strażak – co jest swoją drogą świetnym treningiem.
-
Niosę jedno na plecach w stylu „na barana”, ścigając się z innym dzieckiem pod górę. Tak, uwielbiam wzgórza.
Lepsze niż siłownia
Dlaczego to jest takie niesamowite?
1. Zacieśniamy więzi. Zamiast spędzać czas z dala od dzieci w siłowni, spędzam czas z nimi. I mam świetny trening przez cały dzień. To dwa w jednym: oszczędzam czas, jednocześnie zbliżając się do dzieci.
2. Praca staje się zabawą. To nie jest ćwiczenie, to nie jest trening, to zabawa. A to zupełnie co innego. Zabawa to przyjemność, wyzwanie, łatwość, a zarazem świetny sposób na poprawę kondycji.
3. Bez kosztów. OK, dzieci nie są tanie – ale skoro już je mam, to czemu ich nie wykorzystać? Oszczędzam pieniądze i poprawiam formę – to czysty zysk.
4. Jestem wzorem do naśladowania. Dzieci uczą się przede wszystkim z tego, co widzą, zwłaszcza od swoich rodziców. Możesz mówić im cokolwiek przez cały dzień, ale dopóki tego nie widzą, niewiele ich uczysz. Kiedy chodzimy na siłownię, nie widzą nas ćwiczących. Gdy ćwiczymy, bawiąc się z nimi, uczą się, jak być zdrowymi, a to jest prezent na całe życie.
5. To styl życia. Nie ćwiczę tylko raz dziennie, by potem resztę dnia spędzić siedząc. Aktywność trwa przez cały dzień, każdego dnia, co oznacza, że jest wpleciona w moje życie, a nie stanowi małą jego część. Tak wygląda zdrowy styl życia.
6. To funkcjonalne. Kiedy robisz biceps z hantlami, wykonujesz ruch, którego nigdy nie wykonasz w prawdziwym życiu – bo kiedy ostatnio podniosłeś coś ciężkiego, trzymając ramię przy ciele? Zamiast tego, gdy podnosimy ciężkie przedmioty, zginamy się w kolanach i używamy nóg, tułowia, ramion – praktycznie całego ciała jednocześnie. Kiedy podnoszę moje dzieci, to ten sam ruch, którego użyłbym do podniesienia czegokolwiek innego. Funkcjonalne ćwiczenia są znacznie bardziej przydatne niż izolowane.
Ćwiczenia wykorzystujące moje dzieci jako sprzęt to najlepsza rzecz, jaką zrobiłem dla mojej kondycji. To zabawa, więc nigdy nie chcę przestać. Jest funkcjonalna, tania i co najważniejsze, mogę to robić z moimi dziećmi. Uwielbiam to.