Dziś rano jadłem naprawdę prosty posiłek, z minimalną ilością przypraw, i delektowałem się jego smakiem.
Często postępuję odwrotnie: jem za dużo, zbyt szybko, z przytłaczającą ilością smaków. I ledwo cokolwiek z tego czuję.
Tak czasami doświadczam życia: robię za dużo, zbyt szybko i mam przytłaczającą ilość rzeczy na głowie. Tak wiele, że trudno jest w pełni to wszystko przeżyć.
Kiedy upraszczam, nie chodzi koniecznie o pozbycie się rzeczy — chodzi o to, by mniejszą ilość rzeczy naprawdę doświadczyć:
-
Kiedy mam mniej rzeczy, mogę naprawdę w pełni z nich korzystać, doceniając je całkowicie.
-
Kiedy mam mniej rzeczy do zrobienia, mogę naprawdę zaangażować się w te zadania i prawdziwie je przeżyć.
-
Kiedy angażuję się w mniej rzeczy online, mogę robić to bardziej świadomie.
Kiedy usuwam zbędne rzeczy, daję sobie szansę, by delektować się tym, co zostało. Smaki mogą naprawdę zabłysnąć.
Z mojego doświadczenia wynika, że życie naprawdę odkrywamy, gdy mamy mniej przed sobą.
Nie jest to argument za tym, by zawsze mieć lub robić mniej. Jest coś do powiedzenia za przyjmowaniem pełni życia. To raczej zauważenie tego, co się dzieje, gdy zwalniam, gdy robię mniej, gdy w pełni doświadczam rzeczy, zamiast przemykać przez nie, by móc zrobić więcej.
Pełnia życia często jest odkrywana w prostocie.