Całe życie zmagałem się z byciem zaangażowanym tylko w połowie.
Nie zawsze, ale częściej, niż chciałbym przyznać. Mówię, że się w coś angażuję i naprawdę w to wierzę… ale po tygodniu (czasem szybciej, czasem później) tracę zapał. Znajduję usprawiedliwienia. Czuję się winny. Staram się o tym nie myśleć. Obiecuję sobie poprawę.
Powtarzam to przez całe życie.
Niedawno przeczytałem post autorstwa trenera i nauczyciela, którego szanuję – Kendry Cunov, na Getting Clear on Commitment. Był, jak zawsze, inspirujący i skłonił mnie do ponownego zastanowienia się, w co naprawdę jestem zaangażowany. Nie „jestem zaangażowany, ale…” W co naprawdę jestem zaangażowany.
Robiłem to już wcześniej, szczególnie w grudniu, kiedy co roku analizuję swoje życie i zobowiązania. Zawsze warto ponownie przemyśleć, w co się angażujemy i odnowić zobowiązania. Ale w miarę upływu roku staje się jasne, że jest tylko kilka rzeczy, w które jestem naprawdę zaangażowany.
Zastanawiam się więc, co sprawia, że w jednej dziedzinie (na przykład w rodzinie) jestem naprawdę zaangażowany, a w innej (czytanie książek) – już mniej.
Odkryłem, że kiedy jestem naprawdę zaangażowany, mam głębokie przekonanie, że nie ma możliwości, bym nie dotrzymał tego zobowiązania.
To nie jest „naprawdę chcę spełnić to zobowiązanie”… to raczej „Nie mam wątpliwości, że je spełnię.”
Kiedy czuję dyskomfort i mam ochotę odłożyć zobowiązanie, jeśli nie jestem naprawdę zaangażowany, znajduję usprawiedliwienia. Jeśli jestem naprawdę zaangażowany, nie mam wątpliwości, że tego dokonam.
Parafrazując mojego nauczyciela, jeśli jestem zaangażowany, staję się osobą, która przeszłaby przez ściany, by to osiągnąć.
W co jesteś naprawdę zaangażowany? Czy jesteś gotów przejść przez ściany, by to osiągnąć? Czy nie masz wątpliwości, że to zrobisz?
Jeśli nie jesteś w pełni zaangażowany, masz trzy możliwości:
-
Pozostań zaangażowany w połowie. To, co robi większość z nas. Nie polecam tego wcale. To wyczerpuje energię. Sprawia, że angażowanie się w coś wydaje się nieważne. Sprawia, że inni mniej ci ufają. Sprawia, że mniej ufasz sobie. Zamiast tego wybierz jedną z dwóch kolejnych opcji.
-
Porzuć zobowiązanie. To najlepsza opcja w wielu przypadkach. Porzuć bez osądzania. To w porządku nie być zaangażowanym we wszystko – w rzeczywistości nie da się być zaangażowanym we wszystko, co chcemy zrobić. Lepiej być zaangażowanym w mniej rzeczy, ale głębiej. Przyjrzyj się więc połowicznemu zaangażowaniu i zastanów się, czy chcesz, by to było jedno z twoich nielicznych zobowiązań, czy lepiej to porzucić. Jeśli nie czujesz, że przeszedłbyś przez ściany dla tego, puść to bez poczucia winy. Jakbyś wypuszczał ptaka z klatki.
-
Pogłęb swoje zaangażowanie. Tylko w niewielu rzeczach (może 4-6) chcesz być naprawdę zaangażowany. Nie ma wątpliwości, że te rzeczy się wydarzą. Jeśli jesteś tylko częściowo zaangażowany, nie przejmuj się. Możesz to pogłębić. Zajmiemy się tym w następnym rozdziale.
Porzuć więc nawyk bycia zaangażowanym w połowie i albo puść zobowiązanie (zwykle najlepsza opcja), albo pogłęb je do prawdziwego zaangażowania.
Jak Pogłębić
Dla mnie proces pogłębiania zaangażowania w tym roku wyglądał mniej więcej tak:
-
Zobowiązanie się do tego, w tym zobowiązanie wobec innych, że to zrobię.
-
Stworzenie struktury, która utrzyma mnie w tym zobowiązaniu, nawet gdy robi się trudno. (To obejmuje „Świętą Radę”, do której piszę e-maile co tydzień.)
-
Wszystko idzie dobrze, jestem na dobrej drodze, czuję się świetnie. Co tydzień informuję moją Świętą Radę, wszystko jest wspaniałe.
-
Potem staję się zajęty i niektóre zobowiązania odpadają lub są zawieszane. Usprawiedliwiam to przed sobą.
-
Ponownie badam swoje zaangażowanie – z tego, jak sprawy się potoczyły, staje się jasne, że nie jestem tak zaangażowany, jak myślałem. Wyjaśniam, jak się prezentuję i gdzie muszę pogłębić swoje zaangażowanie.
-
Następnie spędzam trochę czasu, zastanawiając się nad tym zobowiązaniem. Pogłębiam je w swoim sercu.
W tym momencie poświęcam czas na rozmyślanie i medytację. Moja sesja pogłębiania wygląda mniej więcej tak:
-
Spacery na łonie natury. Odkryłem, że samotność w przyrodzie, zwłaszcza podczas ruchu, jest idealna. Znajduję też kamień lub kłodę, by usiąść i znaleźć spokój. Ale najpierw lubię spacerować, by poprawić krążenie krwi. Samotność tworzy przestrzeń do głębszego przemyślenia. Bez telefonu.
-
Zadaję sobie pytanie: „Czy jestem naprawdę w to zaangażowany? Czy zrobię wszystko, co możliwe, by to się stało?” To jest test intuicji. Trzeba poczuć głęboko w sobie, jak bardzo nam na tym zależy.
-
Zadaję sobie pytanie: „Dlaczego tak bardzo mi na tym zależy?” Czy to z powodu miłości do rodziny? Miłości do ludzi, którym służę? Współczucia dla bólu innych? Jeśli powód jest egoistyczny, mniej prawdopodobne, że przejdę przez ściany dla zadowolenia swojego ego. Jeśli to służy światu lub ludziom, których kocham, jestem dużo bardziej skłonny do przejścia przez ściany. Zrobiłbym wszystko dla moich dzieci. A mój dyskomfort jest o wiele mniej ważny niż ludzie, na których mi zależy.
-
Umacnianie determinacji. Jeśli naprawdę jestem zaangażowany, muszę poczuć to w głębi siebie. Co więcej, muszę poczuć to w swoim sercu. To kwestia odczuwania miłości, którą głęboko czuję w sercu. I tego, jak jest ona ważniejsza niż moje osobiste zmartwienia.
-
Zadaję pytanie, co muszę zrobić, by to się stało. Teraz, kiedy mam determinację, zastanawiam się, jakie kroki muszą zostać podjęte, by to stało się rzeczywistością. Jeśli jestem zaangażowany w stworzenie doskonałej struktury finansowej dla mojej rodziny, jakie działania muszą zostać podjęte?
To nie jest nauka ścisła, ale mam nadzieję, że widzisz, że to proces poszukiwania w sercu tego, na czym najbardziej ci zależy, i określania priorytetów twojego serca.
Pogłęb swoje zaangażowanie dla dobra ludzi, których najbardziej kochasz.