Mały chłopiec od najmłodszych lat słyszał od swojego ojca, że nie jest wystarczająco dobry. Nie bezpośrednio, ale poprzez jego działania – krytykę, krzyki, bicie, opuszczenie.
Chłopiec dorósł, wiedząc, że jest niegodny pochwał, sukcesu, miłości.
Gdy znalazł pracę, nie wierzył, że jest wystarczająco dobry, aby dobrze ją wykonywać. Udawał, śmiertelnie przerażony każdego dnia, że zostanie zdemaskowany, wyśmiany i zwolniony. Próbował się ukryć, nie wysuwać na pierwszy plan, bo wtedy może nikt nie zauważy jego niewystarczalności.
Zawsze śmiertelnie bał się, że ludzie zobaczą jego porażki. Dlatego powstrzymywał się, uważając, aby nie robić niczego, co mogłoby skończyć się niepowodzeniem. Odkładał trudne zadania na później i wyrobił sobie nawyk prokrastynacji. To zaczęło rządzić jego życiem, wpływając na jego nawyki zdrowotne, finansowe i relacje.
Jako dorosły wszedł w kilka długoterminowych związków, mając nadzieję, że znajdzie kogoś, kto go uszczęśliwi. Nie wierzył, że może uszczęśliwić innych lub sprawić, by go prawdziwie pokochali, ponieważ już wiedział, że nie jest godny miłości. Ale może jeśli będzie naprawdę miły i pokaże tylko swoje dobre strony, pomyślą, że zasługuje na miłość. Nigdy więc nie starał się być szczery, nigdy nie znalazł prawdziwej bliskości, ponieważ mógł pokazać tylko te części siebie, które mogłyby zyskać mu miłość.
Był zawsze gotów na to, że odkryją, jaki jest zły, i go opuszczą. W zasadzie opuszczał ich, zanim mogło to się stać. A jeśli ich nie opuszczał, to w relacji był tylko w połowie, jedną nogą za drzwiami. Gotowy do odejścia. Częściowo tylko zaangażowany. A w rzeczywistości zawsze to odczuwali i pragnęli jego pełnego zaangażowania.
To prawda każdej przyjaźni, każdej relacji zawodowej. Nigdy nie był w pełni zaangażowany. Nigdy całkowicie szczery, ponieważ nie mógł pokazać swojego prawdziwego ja. Zawsze obawiał się, że inni dowiedzą się, jaki jest niegodny. Zawsze próbował udowodnić, jak bardzo jest godny, nawet jeśli wiedział, że nie jest.
To jest historia Niewystarczalności. I jest dość uniwersalna.
Moja Osobista Narracja o Niewystarczalności
To jedna z moich najdłużej trwających wewnętrznych narracji. Że nie jestem wystarczająco dobry – że jestem w jakiś sposób niegodny nauczania, pisania książek, train people in uncertainty.
Pracując z tysiącami ludzi nad zmianą ich życia, odkryłem, że to jedna z najczęstszych wewnętrznych narracji.
Jesteśmy niewystarczający. Niegodni pochwał, umieszczania swojej pracy w świecie, przewodzenia zespołowi czy społeczności, tworzenia czegoś znaczącego w świecie. Niegodni sukcesu. Szczęścia. Spokoju. Finansowego komfortu. Kochających relacji. Niegodni miłości.
Nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Nie wystarczająco, by zmierzyć się z naszymi najtrudniejszymi wyzwaniami. By zmienić nasze uzależnienia i stare nawyki. By zmienić naszą dietę, zacząć ćwiczyć, medytować – albo żeby trzymać się tego wszystkiego przez dłuższy czas. Nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, żeby pokazać publicznie nasze pisanie lub sztukę. Nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, by inni uznali nasze osiągnięcia. Nie wystarczająco dobrzy, by napisać książkę, zacząć podcast, umieszczać filmy online, rozpocząć biznes online, założyć organizację non-profit, stworzyć kwitnące przedsiębiorstwo, uruchomić startup, nauczyć się bardzo trudnej umiejętności, dążyć do jakiegoś życiowego marzenia.
Nie jesteśmy wystarczająco dobrzy i jesteśmy niegodni.
Wielki Sekret
Oto co: to tylko opowieść, prawda? To narracja w naszych głowach, którą powtarzamy w kółko, aż wybija nas z nóg do uległości.
Myśli nie są prawdziwe. Nie ma obiektywnej komisji sędziowskiej na niebie, która nas osądziła jako niegodnych. Po prostu wymyśliliśmy tę historię i szukamy dowodów pasujących do tej narracji. Gdy ktoś powie coś choćby krytycznego, bierzemy to do serca i traktujemy jako kolejny dowód na to, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy.
Narracja nie jest prawdziwa. Co gorsza, rani nas w każdej części naszego życia. Oznacza, że jesteśmy tylko w połowie w relacjach, ukrywamy się, nigdy nie jesteśmy szczerzy, nigdy w pełni zaangażowani. Sprawia, że jesteśmy zestresowani, boimy się porażki, nigdy nie pokazujemy się (przynajmniej nie w pełni, nie szczerze), a jeśli już pokazujemy się publicznie, to jest to przedstawienie, próbujące udowodnić naszą wartość. To nas powstrzymuje. Sprawia, że prokrastynujemy. Niszczy nasze zdrowie. Czyni nas nieszczęśliwymi.
To jest Uniwersalna Narracja o Niewystarczalności i nie jest prawdziwa, i dotkliwie nas rani.
Odzwyczajanie się od Historii
Jak więc przestać wierzyć w tę fałszywą, krzywdzącą historię, która sięga tak głęboko, że zazwyczaj nawet nie zdajemy sobie sprawy z jej istnienia?
Podzielę się dwoma praktykami, które pomogły mi zacząć rozwijać tę historię, nawet jeśli nadal powraca, gdy nie jestem czujny.
Pierwsza praktyka: spisanie mantry i jej powtarzanie. To coś, czego używam, gdy moja narracja o niewystarczalności pojawia się w związku z pisaniem książki lub wystąpieniami publicznymi.
Gdy piszę książkę, narracja nieuchronnie pojawia się jako coś w rodzaju: „Nikt nie uzna tej książki za wartościową, to będzie koszmar.” To znacznie utrudnia pisanie książki i jestem bardzo dobry w sprzątaniu kuchni zamiast pisania, uwierz mi.
Kiedy mam dać wykład, wydaje się to w porządku, gdy jest to jeszcze kilka miesięcy przed terminem i zgadzam się na to. Potem śmiertelnie się boję, gdy dzień zbliża się coraz bardziej, a pot oblewa mnie w przerażeniu. Zaczynam kwestionować swoją zdrową psychikę: „Dlaczego w ogóle się zgodziłem na to? Nikt nie będzie chciał usłyszeć, co mam do powiedzenia.”
Więc w zeszłym roku wymyśliłem mantrę, aby zacząć postrzegać świat w nowy sposób: „Świat pragnie ciebie i twojego daru.”
Powtarzałem to zawsze, gdy zauważałem, że moje serce drży z powodu konieczności wygłoszenia wykładu, przeprowadzenia warsztatu lub webinaru, prowadzenia kursu lub programu, napisania książki lub posta na blogu. Powtarzałem to wiele razy: „Świat pragnie ciebie i twojego daru.”
Raz za razem, aż zacząłem w to wierzyć. Tak, to brzmi niezwykle ckliwie. A jednak działa. Zaczynam szukać dowodów na prawdziwość tego stwierdzenia. Nie słyszę już tamtej historii tak bardzo, jeśli ta jest opowiadana.
Druga praktyka: pozwolić historii rozpuścić się. Robię to cały czas i to absolutna magia.
Oto jak to działa. Zauważam narrację. Zauważam, jak się czuję – czuję się źle, boję się, odwlekam, chowam się. A potem pytam siebie: „Jakby to było, gdybym nie miał tej historii?”
To dla mnie magiczne pytanie. Wyobrażam sobie, jakby to było w tej konkretnej chwili, gdybym nie miał tej narracji. Nagle jestem całkowicie obecny w tym momencie – zauważam, jak czuje się moje ciało, zauważam swoje otoczenie, zauważam, jak powietrze dotyka mojej skóry i jak światło wypełnia pokój oraz dźwięki dookoła mnie.
Nagle jestem zatopiony w tej chwili, wolny od historii. Jestem wolny. Jestem spokojny. Mogę otworzyć serce na chwilę, na piękno osoby przede mną, jeśli taka jest, na piękno siebie. Jakim niesamowitym darem jest po prostu odpuścić historię i być całkowicie obecnym, zakochanym w tym, jak jest, zakochanym w sobie i ludziach wokół mnie.
Ćwicząc nową mantrę i magiczne pytanie, chłopiec jest wspaniale wolny od swojej starej narracji i może biegać dziko przez dżunglę, radośnie żywy.