ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Koniec Zajętości: Życie Świadome kontra Życie Reaktywne z Jonathanem Fieldsem

Każdego dnia ulegamy zajętości – reagujemy na to, co do nas przychodzi, gubimy się w tysiącach zadań i e-maili, z którymi musimy się zmierzyć, i jesteśmy tak zajęci radzeniem sobie z tym wszystkim, że utknęliśmy na autopilocie.

A co by było, gdybyśmy mogli wyjść z tej pułapki i żyć bardziej świadomym życiem?

O tym ostatnio rozmawiałem z moim przyjacielem Jonathanem Fieldsem, który dziś wprowadza na rynek swoją nową książkę: How to Live a Good Life: Soulful Stories, Surprising Science and Practical Wisdom.

Możesz przeczytać odpowiedzi Jonathana na niektóre z moich pytań poniżej i obejrzeć naszą rozmowę o uważności, niepewności i dobrym życiu w tym filmie:

Życie Świadome

Leo: Wielu z nas wpada w pułapkę zajętości – reakcji na to, co do nas przychodzi. Często wydaje się, że jest to symbol statusu, bycie zajętym. Ale ta zajętość nie jest częścią przepisów na Dobre Życie, prawda? Czy możesz opisać, dlaczego jest to problem? Jonathan : Zajętość stała się trochę jak piorunochron. W jednym obozie mamy zajętość jako symbol statusu związany z zapałem i osiągnięciami (choć często jest to ani jedno, ani drugie). W drugim, mamy zajętość jako znak niepowodzenia i poddania się.

Prawda jest taka, że postrzegam zajętość bardziej jako objaw większego problemu, niż jako jego przyczynę. Bycie zajętym samo w sobie nie musi być złe. To, co czyni je dobrym czy złym, to dlaczego jesteśmy zajęci, czym jesteśmy zajęci i co z tego rezygnujemy po drodze.

Bycie zajętym w reakcji na nawarstwiające się agendy innych, na to, co zdecydowali włączyć w nasze życie, nie biorąc pod uwagę, czy to ma dla nas znaczenie, to problem. Wprowadza nas w stan bezmyślnego trybu autopilota zajętości, reagując zamiast odpowiadać. Pozostawiamy życie w nieustannym tempie, które przesuwa się obok nas, nie zatrzymując się nigdy, by wybrać to, co ma znaczenie, być obecnym, pielęgnować sens, radość, łączność i witalność oraz doświadczać każdej chwili przez pryzmat wyboru i obecności. Ostatecznie jesteśmy zajęci bez powodu, a to pozostawia nas całkowicie wyprutymi. Pustymi.

Jednak bycie zajętym z miejsca znaczenia i intencji niekoniecznie jest złe. Jeśli nasze dni, tygodnie, miesiące i życie są wypełnione strumieniem doświadczeń, działań i ludzi, którzy nad nami fascynują przez większość dni, w tym rzeczy takie jak poruszanie się, medytacja, wyrażanie swojego głosu, wykorzystywanie swoich sił, pogłębienie służby i sensu, praca i zabawa z ludźmi, których nie możemy się nasycić, wybierając tylko to, co naprawdę nas wzbogaca i ma głębokie znaczenie, tworzymy życie intencji, radości, witalności i sensu. Czy jesteśmy zajęci po drodze? Tak! Ale tego rodzaju zajętość nas napełnia, a nie pozostawia pustymi.

I to dodaje się do dobrze przeżytego życia.

Leo: Opowiadasz historię kobiety, którą miałeś na myśli pisząc książkę, kobiety przytłoczonej poczuciem zajętości, która reaguje na agendy innych ludzi, która uświadamia sobie, że żyje „na autopilocie”. Jak na to wpadamy? Jonathan : Tu robi się to trochę przerażające. Problem w tym, że nigdy tak naprawdę nie decydujemy się żyć reaktywnie. Zamiast tego, po prostu jakoś się to dzieje. Po trochu, każdego dnia. Aż pewnego dnia budzimy się i uświadamiamy sobie: „moje życie nie należy do mnie”.

Pomyśl. Czy wybrałeś: „zacznę sprawdzać e-maile zaraz po obudzeniu, zanim wyjdę z łóżka, a potem reagować na to, co inni uznają za ważne dzisiaj”? Czy był moment, kiedy powiedziałeś sobie: „będę na bieżąco odpowiadać na każdy e-mail, który trafi do mojej skrzynki, każde zadanie, które mi powierzono i każdą aktualizację statusu na Facebooku”?

Raczej nie, po prostu zacząłeś to robić, a technologia wspierająca to zachowanie jest doskonałą maszyną na przerywane wzmocnienia. W krótkim czasie staje się to nawykiem. I wszystko odbyło się, bit po bit, przez poddawanie się pozornie nieszkodliwym bodźcom, które kończą się jako autopilotowy, reaktywny brak myślenia.

Tu nie ma winy, stało się społeczną normą budować życie w ten sposób. Ale tylko dlatego, że jest to norma, nie oznacza, że jest dobra.

Pytanie brzmi, teraz, gdy wiesz, co zrobisz, idąc naprzód? Czy wybierzesz z intencją, czy będziesz nadal poddawać się życiu w domyślnej reaktywnej zajętości, związanej z unicestwieniem agencji i intencji?

Leo: Jaka jest alternatywa dla reaktywnego, aut

opilotowego życia zajętości, którą polecasz dla dobrego życia?

Jonathan : Świadomość i intencja. Musimy przerwać cykl bezmyślnego, reaktywnego życia i odzyskać poczucie wyboru, agencji i intencji. Musimy znów przejąć stery naszego życia. Powiedzieć, „mogę wybierać. Moje dni, moje lata, moje życie należy do mnie. Agendy, historie i wola innych ludzi nie są głównym motorem tego, gdzie kieruję swoje uwagi, dary, miłość i energię.”

Jeśli chcemy wypełnić nasze dni działaniami, doświadczeniami i ludźmi, niech tak będzie. Ale zaczynajmy te wybory aktywnie i proaktywnie. Świadomie, z miejsca wypełniania naszego życia połączeniem, witalnością i sensem. Nie reaktywnie, ponieważ nigdy nie zatrzymaliśmy się, aby wziąć na siebie odpowiedzialność i błogosławieństwo wyboru.

Leo: Jak zacząć przechodzić od autopilota do tego kierunku? Jonathan : Krok pierwszy, uznaj, że mamy problem. Krok drugi, zaczynamy rozwijać codzienną praktykę świadomości. Dla mnie to siedząca praktyka uważności, połączona z codziennymi bodźcami, które pomagają mi „spadać w” chwilę. Te ćwiczenia trenują twój mózg, aby stawał się coraz bardziej obecny i świadomy tego, co naprawdę dzieje się w życiu.

Kiedy stajesz się bardziej uważny, zaczynasz dostrzegać możliwości zamiany intencji na reakcję wokół siebie i zaczynasz wybierać wybór, zamiast poddawać się tempu i bezmyślnemu poddaniu.

To jest tak ważne, że poświęciłem temu cały rozdział mojej nowej książki i nawet stworzyłem prowadzone praktyki audio, które pomogą ci rozpocząć praktykę.

Leo: Jak może wyglądać dzień świadomości i intencji, tak abyśmy mogli zobaczyć, co to może oznaczać? Jonathan : To będzie całkowicie różne dla każdej osoby. To jest tak ważne, by uszanować bardzo realne wymagania twojego życia i nie oceniać się wzorcami i ograniczeniami innych. Ale oto przykład.

Budź się i, uwaga, nie sprawdzaj swojego urządzenia. Nie e-maila. Nie Instagrama. Nie Facebooka czy Snapchata. Nawet nie smsów. Po prostu leż w łóżku, połóż jedną rękę na sercu, drugą na brzuchu, z zamkniętymi oczami i oddychaj przez chwilę. Zauważ, jak się czujesz na początku dnia. Spokojny, zestresowany, zenergetyzowany, zmęczony, skoncentrowany, rozproszony? Nie potrzeba tego zmieniać, po prostu zauważ i wiedz, że to wpływa na to, jak przejdziesz przez dzień.

Spokojnie wstajesz z łóżka i znajdujesz gdzieś wygodne miejsce do siedzenia, z półprzymkniętymi oczami, pozwalając swojej uwadze spocząć na oddechu podczas krótkiej, siedzącej praktyki uważności. Od 3 do 30 minut. Następnie możesz zakończyć ustalając intencję na dzień. Zawsze kończę moją poranną praktykę krótką inkantacją życzliwości lub „metta”. Tak przyniosę siebie do dnia. Następnie zapisujesz najważniejszą rzeczą do osiągnięcia, tę, która naprawdę ma dla ciebie znaczenie.

Przechodzisz do kuchni, mielisz kawę i przygotowujesz filiżankę lub dzbanek, jeśli parzysz dla więcej niż jednej osoby. Podczas parzenia kawy wykonujesz jedno działanie, spędzając mniej niż 30 sekund, które łączy cię z kimś, na kim ci zależy. Może to być sms do przyjaciela z informacją: „po prostu myślę o tobie i wysyłam życzenia na wspaniały dzień.”

Podczas picia kawy wiesz, że następne kilka godzin to twój szczytowy czas kreatywności, okno na realizację najbardziej znaczącej pracy jako pierwszej. Zwłaszcza, jeśli to twoja najtrudniejsza praca. Ale także wiesz, że musisz pozbyć się „syreny sprawdzania” z głowy, więc szybko przechodzisz przez e-maile i więcej. Nadal ograniczasz to do 5 minut i zobowiązujesz się odpowiadać tylko wtedy, gdy jest to naprawdę pilne. Wszyscy inni mogą poczekać. To jest twój dzień, nie ich. Mogą wynajmować miejsce w twoim urządzeniu, ale nie w twoim sercu i głowie. Następnie wracasz do komputera i spędzasz resztę poranka na tworzeniu, a nie konsumowaniu lub zarządzaniu.

Następnie następuje przerwa na ruch, tylko 10 lub 15 minut, bo wiesz, że to dobre dla twojego ciała i mózgu, a później przerwa na lunch. Po lunchu czujesz się świetnie, bo już zrobiłeś to, co najważniejsze, więc przechodzisz do trybu zarządzania, socjalizacji i spotkań. Nadrobienie zaległości online, ale wciąż z ograniczeniem do 30 minut i zaczynając od rzeczy, które mają największe znaczenie. Późnym popołudniem idziesz i rozmawiasz z kolegą lub kimkolwiek innym, kto chce twojego czasu, pozostawiając telefon w kieszeni przez cały czas, dając im swoją uwagę. Później w ciągu dnia ćwiczysz przez 40 minut, a następnie osiedlasz się by czytać lub relaksować się, spędzasz czas z przyjaciółmi i rodziną i zaczynasz przygotowywać się do kolacji razem.

Po kolacji więcej relaksu lub kreatywnego czasu, a jeśli potrzebujesz, nadrabiasz jakiekolwiek zaległe zadania, które mają naprawdę znaczenie. Następnie spędzasz wieczór w trybie wyciszenia, trochę dziennikarstwa, refleksji nad dniem, jak minął, jak się czujesz, czego się nauczyłeś, co możesz przynieść do jutra, pisania wdzięczności, dzielenia się rozmową z intymnym partnerem, rodziną lub przyjaciółmi, i rozpoczynasz czytanie, oglądanie filmu lub cokolwiek innego, co ci się podoba.

Czy brzmi to nieco utopijnie? Oczywiście. Ale wiele elementów tego, w dowolnym dniu, może stać się kotwicami uważności, momentami, które pozwolą ci usiąść z powrotem w swoim życiu. Pomysł polega po prostu na tym, aby uczynić to swoim. Aby wciąż znajdywać sposoby na bycie obecnym, uważnym i koncentrowanie swojej uwagi i działań na ludziach i działaniach, które wypełniają twoje Wiadra Dobrego Życia, a nie je opróżniają. Te będą się zmieniać każdego dnia, więc bądź gotowy na możliwość nieprzewidzianych doświadczeń i potrzebę adaptacji na bieżąco.

Leo: Dzięki za niesamowite informacje i inspirację, Jonathan! Do wszystkich: serdecznie polecam zapoznanie się z nową książką Jonathana, How to Live a Good Life: Soulful Stories, Surprising Science and Practical Wisdom.