Tego tygodnia wybrałem się na wycieczkę na łono natury i natknąłem się na tak zapierające dech w piersiach krajobrazy, że moim pierwszym odruchem było zrobienie zdjęcia i podzielenie się nim ze wszystkimi znajomymi.
Potem uświadomiłem sobie, że nie miałem dostępu do Internetu w Sierra Nevadas, więc po prostu patrzyłem i zastanawiałem się.
Jestem tak samo skłonny do społecznościowego dzielenia się zdjęciami jak każdy inny. Nie mam Instagrama ani Facebooka, ale lubię dzielić się zdjęciami z przyjaciółmi i rodziną na WhatsAppie i Snapchacie (dla przyszłych czytelników, to są aplikacje do udostępniania społecznościowego – zakładam, że w waszych czasach nazywają się Shizap i FlooPowder). Nie oceniam więc nikogo za chęć podzielenia się zdjęciem na Instagramie – rozumiem tę potrzebę. Wszyscy chcemy dzielić się zdjęciami z naszych wspaniałych wakacji, przytulnymi zwierzętami i pięknymi posiłkami.
Ale na czym opiera się ta potrzeba? I czy możemy wprowadzić uważność do tego procesu?
Przemierzając iglaste lasy i granitowe głazy, zastanawiałem się nad chęcią dzielenia się:
-
Dlaczego ten moment nie jest wystarczający bez potrzeby dzielenia się?
-
Czy chcę się tylko chwalić, czy kryje się za tym również jakaś dobra intencja?
-
Czego się boję, że nie mogę powstrzymać się od dzielenia?
Zobowiązałem się być uważnym wobec swojej chęci dzielenia się i pozostawać z nią za każdym razem, gdy ją zauważę. Co godzinę przez te dwa dni wędrówki.
Oto czego się nauczyłem.
Zakaz używania telefonu może pomóc. Kiedy nie pozwalałem sobie na wyciąganie telefonu za każdym razem, gdy miałem ochotę podzielić się czymś pięknym… nie miałem ujścia dla tej potrzeby. Na początku czułem się trochę bezradny. Potem zacząłem pozostawać z potrzebą. Co ją powodowało? Jak to odczuwałem fizycznie w swoim ciele? Jakie obawy się pojawiały? Jakie dobre intencje mogłem znaleźć?
Nie dając sobie ujścia, pozwoliłem sobie na eksplorację z ciekawością.
Chcemy wyglądać na niesamowitych w oczach innych. Jesteśmy istotami społecznymi, więc to naturalne, że chcemy dobrze wyglądać w oczach innych. Chcemy, by myśleli, że prowadzimy dobre życie, że odkrywamy przyrodę lub podróżujemy do nowych miejsc albo w jakiś sposób znajdujemy poczucie zachwytu w naszym życiu. Dzieląc się zdjęciami, dzielimy się tym poczuciem zachwytu, ale również dajemy innym znać, że jesteśmy niesamowici, szukając tych chwytających za serce momentów.
Nie mówię nic złego o tej potrzebie wyglądania dobrze w oczach innych. Niektórzy mogą to oceniać, ale uważam, że to naturalne i normalne. Nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy, gdybyśmy nie mieli tej potrzeby, a ci, którzy mówią, że jej nie mają, prawdopodobnie nie są szczerzy wobec siebie. Więc co z tego, że mamy tę potrzebę?
Ale możemy również zdać sobie sprawę, że nie potrzebujemy tego. Możemy znaleźć szczęście bez potrzeby pokazywania innym, jak jesteśmy świetni. Oczywiście, jestem w sprzeczności z tym stwierdzeniem, pisząc ten post na blogu, więc zrozumcie to wszystko z przymrużeniem oka!
Chcemy, aby nasi przyjaciele i bliscy też się tym cieszyli. Dokonaliśmy niesamowitego odkrycia… i chcemy, by inni ludzie byli zainspirowani tym zachwytem. Chcemy, by mieli ten zachwyt w swoim życiu. Mogą być tak podekscytowani, że sami wyruszą w podróż do tego miejsca! I to jest dobra intencja, to pragnienie dzielenia się tym, co znaleźliśmy z innymi.
Wiem, że zostałem zainspirowany przez innych ludzi dzielących się swoimi historiami, podróżami, przygodami. Znajdowałem dobre informacje w tym, co dzielili. Nawet sam byłem skuszony, by podróżować do tych miejsc. Jest w tym więc dobra wola i to jest pomocne. Wciąż są inni, którzy są zirytowani tymi wszystkimi dobrymi rzeczami, którymi ludzie się dzielą – czują, że to pewna forma przechwałki i mogą czuć zazdrość. Warto zastanowić się, jaki efekt może mieć twoje dzielenie się.
Ten moment jest całkowicie wystarczający. Jeśli natrafisz na przepiękny las iglastych drzew, może to być tak niesamowite, że poczujesz potrzebę podzielenia się tym. Dlaczego? Dlaczego musimy dodawać akt dzielenia się do już świetnego momentu? Zmuszałem się do refleksji, gdy napotykałem te zapierające dech w piersiach widoki, czy moment jest już wystarczający bez dzielenia się. I był. Wielokrotnie.
Możemy cieszyć się tym momentem, nie dzieląc się nim z nikim. Możemy doceniać go w całej jego piękności, nie potrzebując, aby ktoś inny również to zrobił. Możemy być sami w naszym podziwie, nie potrzebując nikogo, aby do nas dołączył. Może się wydawać, że jest niepełny bez dzielenia się, ale taki nie jest. Jest kompletny i cudowny sam w sobie.
Dzielenie się to sposób radzenia sobie z przytłaczającym poczuciem ekscytacji. Gdy znajdziemy majestatyczny widok gór o zachodzie słońca… może być tak uroczy, tak poruszający… że czujemy potrzebę poradzenia sobie w jakiś sposób z tym przytłaczającym uczuciem. Gdy dzielimy się zdjęciem, to nasz sposób radzenia sobie z tym uczuciem, które nas przytłacza. Nie mogłem się nim dzielić z nikim, więc czasami krzyczałem na głos z radości.
Ale innym razem po prostu zamykałem się w sobie i zauważałem to przytłaczające poczucie radości. Zauważałem, jak silne było to uczucie i jak silna była moja potrzeba poradzenia sobie z nim w jakiś sposób. Jak radzimy sobie z silnymi uczuciami? Zazwyczaj podejmujemy działanie. Co by było, gdybyśmy po prostu pozostali z tymi uczuciami, zauważyli, jak się czują, stawili im czoła z odwagą, zbadali je z ciekawością? To trudniejsze, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę, ale wykonalne.
A co się dzieje, gdy pozostajemy z uczuciami… to, że zdajemy sobie sprawę, że możemy sobie z nimi poradzić bez potrzeby podejmowania działania. Możemy znaleźć odwagę, aby pozostać. Możemy po prostu usiąść i nic nie robić. To odważny sposób na życie, to stawianie czoła bez uciekania.
Nie sugeruję, abyś przestał się dzielić. Nie jestem technofobem. Po prostu zalecam wprowadzenie dawki uważności do procesu.
Uwaga: Jeśli chcesz zagłębić się w uważność,Przewodnik dla początkujących Zen Habits do uważności