ProsteNawyki

Proste sposoby na poprawę jakości życia

Wezwanie do buntu: Reklama to anty-minimalizm

Największą przeszkodą na drodze do wspaniale minimalistycznego życia jest reklama.

Zastanówmy się nad tym stwierdzeniem przez chwilę: czym jest minimalistyczne życie i co nas powstrzymuje przed jego osiągnięciem? Jak w tym wszystkim uwikłana jest reklama?

Życie minimalistyczne może oznaczać wiele rzeczy, ale w jego centrum znajduje się świadomość tego, co posiadamy w naszym życiu. Przestrzeń jest ograniczona: mamy ograniczoną liczbę godzin w ciągu dnia, ograniczoną liczbę lat w naszym życiu, ograniczoną przestrzeń fizyczną w naszych domach.

A my wypełniamy całą tę ograniczoną przestrzeń bezmyślnie, do granic możliwości, niewiele zastanawiając się nad tym, czy to najlepsze wykorzystanie naszej przestrzeni.

Minimalizm polega na zatrzymaniu się i zadaniu pytania, co jest konieczne. Co należy do tej przestrzeni, a co można wyrzucić? Czy fantazja w naszych głowach, która powoduje, że wypełniamy przestrzeń bezmyślnie, naprawdę jest tym, czego się spodziewaliśmy?

Reklama ma dokładnie odwrotny cel: chce, abyśmy wydawali pieniądze bez zastanawiania się. Chce, abyśmy kupowali impulsywnie. Chce zaszczepić w naszych głowach fantazje, które skłaniają nas do zakupów.

Pomyśl o reklamie odzieży lub produktów Apple: pokazują nam pięknych ludzi prowadzących wspaniałe życie, które toczy się wokół prostego rozwiązania, jakim jest posiadanie ich produktu w naszych rękach (lub na naszym ciele).

Reklamy środków czystości sprawiają, że myślimy, iż będziemy mieć nie tylko czystą skórę, ale także idealną cerę, wysokie kości policzkowe i przystojnego chłopaka, który nas uwielbia.

Reklamy nowej aplikacji sprawiają, że nagle myślimy, iż będziemy bardziej zorganizowani i produktywni, a wszystkie nasze potrzeby będą magicznie zaspokojone dzięki temu pięknie zaprojektowanemu programowi w naszym smartfonie.

Reklamy nowych urządzeń kuchennych dają nam fantazję o idealnym zdrowiu i pięknym ciele, gdybyśmy tylko mieli to magiczne narzędzie w naszych domach.

Oczywiście, nic z tego nie jest prawdą — nie będziemy lepiej zorganizowani ani bardziej produktywni, nie będziemy zdrowsi i piękniejsi, nie zwiększymy szans na posiadanie przystojnego chłopaka (lub szczupłej dziewczyny), jeśli kupimy te produkty. Będziemy tylko biedniejsi, z większą ilością rzeczy w naszym już pełnym życiu.

Co gorsza, reklama nie tylko zaszczepia w nas fantazję, której natychmiast pragniemy… daje nam poczucie braku. Nagle nie jesteśmy kompletni, nie jesteśmy szczęśliwi, ponieważ nie mamy tej fantazji. Nie jesteśmy jeszcze wystarczająco dobrzy. Nie jesteśmy jeszcze szczęśliwi.

A zakup nic nie robi, aby złagodzić ten brak. Kupujemy, a mimo to nie mamy fantazji i wciąż czujemy się źle ze sobą. Nadal mamy pustkę w naszych sercach, której nigdy nie można wypełnić.

Reklama to podstępny szept złego anioła handlu.

Nie obwiniam reklamodawców: oni są uwikłani w grę, w której muszą reklamować albo zginą. Nie obwiniam konsumentów: to jest społeczeństwo, w którym żyjemy i nigdy nie żyliśmy inaczej.

Nawet nie obwiniam firm reklamowych: Google i Don Draperowie tego świata po prostu starają się zarobić, jak każdy inny, i odkryli, co działa. Czemu nie robić tego, co działa, prawda?

Nie obwiniaj gracza. Obwiniaj grę.

Jesteśmy uwikłani w grę, w której musimy zarabiać więcej pieniędzy, a zatem musimy reklamować, a żeby być skutecznym, musimy zaszczepić nieosiągalne fantazje, poczucie braku, które nie może być zaspokojone.

Jesteśmy uwikłani w grę, w której cały ten proces jest w porządku dla wszystkich, a nawet dopingowany, ponieważ ci, którzy są w tym najlepsi — Steve Jobs, Jeff Bezos, Barack Obama, Larry Page, Mark Zuckerberg, Steven Spielberg, Walt Disney, itd. — są zwycięzcami naszego społeczeństwa. Uwielbiamy ich.

Ci, którzy rezygnują z tej gry, są wyśmiewani jako hippisi, włóczędzy i dziwacy.

Mówię: odrzućmy tę grę. Złapmy ją za pasek i wyrzućmy na chodnik.

Mówię: buntujmy się.

Możemy się buntować, po prostu rezygnując. Nie mają „opcji zgody” na formularzu tej gry, ale nadal możemy z niej zrezygnować, nawet jeśli nie dano nam takiego wyboru.

Możemy zrezygnować z oglądania reklam. Z umieszczania ich na naszych stronach internetowych. Z kupowania filmów, które są jedynie sprytnymi reklamami. Z wierzenia w fantazje. Z kupowania impulsowego. Z używania zakupów jako terapii. Z używania zakupów jako rozwiązania wszystkiego. Z popierania mediów, które istnieją tylko po to, aby skłonić nas do przeczytania reklam między historiami. Z odwiedzania stron internetowych z natrętnymi reklamami. Ze słuchania radia wspieranego przez reklamy. Z oglądania filmów online z reklamami. Z torowania sobie drogi przez e-mail wspierany przez reklamy. Z noszenia logo na naszej odzieży. Z tatuowania logo na naszych ciałach. Z odwiedzania parków rozrywki, które są tylko wielkimi reklamami ich produktów. Z robienia zakupów na wakacjach. Z kupowania prezentów na święta. Z kupowania smartfonów z powodu reklamy, którą widzieliśmy. Z kupowania ubrań, makijażu czy produktów do skóry, żeby wyglądać jak w fantazji. Z czytania magazynów, które próbują nas wciągnąć w fantazję o tym, jak powinniśmy wyglądać. Z oglądania programów telewizyjnych wspieranych przez reklamy.

Brzmi jak za dużo? Tak, zgadzam się: jesteśmy zbyt zanurzeni w reklamach. Nie możemy się z nich wyplątać. Jesteśmy zależni. Bunt jest zbyt obrzydliwy. Wracajcie do swojego regularnie zaplanowanego programu.