Dziś rano nie miałem na nic ochoty. To kombinacja przemęczenia spowodowanego kilkoma dniami ciężkiej pracy i brakiem snu zeszłej nocy.
Nie mogłem się zmotywować do zrobienia czegokolwiek ważnego tego ranka, co jest dla mnie rzadkością. Ogólnie czułem się źle. Zacząłem wątpić w siebie i zastanawiać się, czy cokolwiek, co robię, ma sens.
Siedziałem w tym marazmie i zastanawiałem się, jak z tego wyjść. Czy powinienem odpuścić sobie dzisiejszy dzień? Czy powinienem porzucić to, co robię, bo nie jestem w tym tak dobry, jak myślałem?
To właśnie rozważałem. Ale wiedziałem, że to łagodne przygnębienie jest tymczasowe, więc pomyślałem o możliwych rozwiązaniach. I niektóre z nich faktycznie zadziałały — małe sztuczki umysłu, które mogą mieć realny wpływ na rzeczywistość.
Oto co zrobiłem, co zadziałało, mając nadzieję, że może to pomóc, jeśli te uczucia kiedykolwiek się pojawią.
1. Przestałem być tak skupiony na sobie. Myślę, że wszyscy mamy tendencję do stawiania siebie w centrum wszechświata i patrzenia na wszystko z perspektywy tego, jak to na nas wpływa. Może to mieć różne skutki, od użalania się nad sobą, gdy rzeczy nie idą dokładnie tak, jakbyśmy chcieli, po wątpienie w siebie, gdy nie jesteśmy doskonali. Zamiast tak bardzo się o siebie martwić, pomyślałem o innych ludziach, którym mogę pomóc. Znalezienie małych sposobów na pomoc innym wyciąga mnie z egocentrycznego myślenia, a wtedy nie tonę w samoużalaniu — zaczynam myśleć o tym, czego potrzebują inni. Nie wątpię w siebie, bo pytanie, czy jestem wystarczająco dobry, czy nie, nie jest już centralnym pytaniem. Centralnym pytaniem jest to, czego potrzebują inni. Więc myślenie o innych zamiast o sobie pomaga rozwiązać wątpliwości w siebie i samoużalanie.
2. Złagodziłem swoją tożsamość. Wszyscy mamy ten obraz siebie, ten pomysł, jaką osobą jesteśmy. Gdy ten obraz zostanie zagrożony, możemy reagować bardzo obronnie. Ludzie mogą kwestionować, czy dobrze wykonaliśmy pracę, i to zagraża naszemu wyobrażeniu o sobie jako osobach kompetentnych — więc możemy stać się źli lub zranieni przez krytykę. Ktoś może oskarżyć cię o kłamstwo, a to zagraża twojemu wyobrażeniu, że jesteś dobrą osobą, więc możesz się zezłościć i zaatakować inną osobę. Moja tożsamość jako kogoś, kto jest zmotywowany i produktywny oraz ma dobre pomysły i tak dalej… rano stawała na drodze. Kiedy nie byłem produktywny, wpadałem w rozpacz, ponieważ martwiłem się, że nie jestem tym, kim myślałem, że jestem. Moim rozwiązaniem było uświadomienie sobie, że nie jestem jedną rzeczą. Nie zawsze jestem produktywny — czasem jestem, ale czasem jestem leniwy. Nie zawsze jestem zmotywowany — czasem jestem, ale innym razem nie mam ochoty pracować. Nie zawsze mam dobre pomysły. Mogę być wieloma rzeczami, więc ta moja tożsamość staje się mniej krucha, bardziej antykrucha. Wtedy nie ma znaczenia, czy ktoś myśli, że nie wykonałem dobrej roboty — ponieważ nie zawsze wykonuję dobrą robotę. Popełniam błędy, jestem mniej niż idealny. I to jest całkowicie OK.
3. Przypomniałem sobie, że ten dzień się liczy. Mam tylko tyle dni na ziemi. Nie wiem, ile ich jest, ale wiem, że to bardzo ograniczona liczba. Wiem, że każdy z tych ograniczonych dni jest darem, błogosławieństwem, cudem. I że marnowanie tego cudu to zbrodnia, straszny brak docenienia tego, co dostałem. I tak, przypomniałem sobie dziś rano, że ten dzień się liczy. Że powinienem coś z nim zrobić. To nie znaczy, że muszę się zaharować na śmierć, pisać, aż moje palce będą tylko kikutami, ale że powinienem zrobić coś wartościowego. Czasami przerwa, by się odżywić, jest wartościową aktywnością, ponieważ pozwala na robienie innych wartościowych rzeczy, ale siedzenie w samoużalaniu się nie jest pomocne, jak się przekonałem. Więc wstałem i coś zrobiłem.
4. Stworzyłem ruch. Może być trudno zacząć się ruszać, gdy utkniesz. Tak się czułem w 2005 roku, gdy nie mogłem zmienić żadnych swoich nawyków. Trudno było mi się zmotywować, gdy nie wierzyłem, że mi się uda, gdy czułem się okropnie. Ale zrobiłem jeden mały krok i to było dobre uczucie. To właśnie zrobiłem dziś rano — zrobiłem najmniejszy możliwy krok. Po prostu otworzyłem dokument, rozpocząłem listę, wyjąłem zeszyt. To są tak małe rzeczy, że wydają się nieistotne, a jednak na tyle łatwe, że możliwe. I pokazało mi, że kolejny krok jest możliwy, i następny.
Wciąż czuję się zmęczony, więc później zrobię sobie drzemkę. Ale czuję się lepiej, bo podjąłem te kroki.
Wiem, że niektórzy z was czują to samo od czasu do czasu, może częściej, niż chcielibyście przyznać. To OK. Wszyscy tak mamy. Nie jesteśmy maszynami, doskonale naoliwionymi i ciągle naładowanymi, gotowymi działać na pełnych obrotach. Jesteśmy ludźmi, co oznacza, że potykamy się, wątpimy, odczuwamy ból.
I to też przeminie.
„Samoużalanie się jest naszym najgorszym wrogiem, a jeśli mu się poddamy, nigdy nie zrobimy nic mądrego na tym świecie.” ~Helen Keller